Według planu Komisji Europejskiej trzy kraje bałtyckie mają przyjąć w sumie blisko 3,5 tys. imigrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu. Pierwsze grupy przybyszów, których narzucają Litwie, Łotwie i Estonii eurourzędnicy, pojawią się tam na początku 2016 r. Sama zapowiedź przysłania setek osób na utrzymanie podatnika podgrzała atmosferę w tych zasadniczo spokojnych krajach. W Estonii zakończyło się to podpaleniem ośrodka dla uchodźców, na Łotwie – gorącą dyskusją ws. roszczeń finansowych imigrantów. Litwa z kolei dołączyła do krajów najaktywniej sprzeciwiających się pomysłom KE na arenie międzynarodowej - pisze "Gazeta Polska Codziennie".

Dotychczas kraje bałtyckie bardzo ostrożnie przyjmowały uchodźców. W ubiegłym roku Litwa przedzieliła status uchodźcy zaledwie 75 osobom, Łotwa – 25, a Estonia – 20. Według ogłoszonego w środę planu Komisji Europejskiej docelowo wszystkie kraju Unii mają przyjąć łącznie 160 tys. imigrantów przybywających lawinowo w ostatnich tygodniach z krajów Afryki i Bliskiego Wschodu. Zgodnie z propozycją, licząca ok. 3 mln mieszkańców Litwa miałaby przyjąć ok. 1,3 tys. imigrantów, Łotwa (ok. 2 mln mieszkańców) – ponad 1 tys. przybyszów, a Estonia (ok. 1,4 mln mieszkańców) – ok. 1,1 tys.

Pierwsze osoby mają przybyć do krajów bałtyckich na początku 2016 r. Najaktywniej z trzech krajów bałtyckich przyjęciu narzuconej liczby imigrantów sprzeciwiają się władze w Wilnie. – Jesteśmy gotowi pomóc tym, którzy uciekają od wojny i próbują uratować swoje życie, ale nie jesteśmy gotowi pomagać tym, którzy chcą jedynie urządzić się lepiej – skomentował sytuację w ub. tygodniu szef litewskiej dyplomacji Linas Linkevičius.

Litwini stawiają przede wszystkim na pomoc uchodźcom z Donbasu oraz chrześcijańskim uchodźcom z Bliskiego Wschodu. – Spotykałem się z chaldejskim biskupem z Iraku, on powiedział, że na liście jest co najmniej 16 rodzin, które zwróciły się z prośbą przyjęcia ich na Litwie. Rozważmy możliwość, ilu realnie będziemy mogli przyjąć – powiedział w poniedziałek 7 września arcybiskup wileński Gintaras Grušas.

Bardziej ugodowi wobec żądań brukselskich urzędników są rządy w Rydze i Tallinie, co z kolei wywołuje większe protesty mieszkańców Łotwy i Estonii. Na przełomie lipca i sierpnia w tych dwóch państwach odbyły się wiece protestacyjne. To nietypowe dla spokojnych z zasady Łotyszy i Estończyków. Ostatnie wielkie protesty w tych dwóch krajach bałtyckich miały miejsce w 2012 r. w związku z wejściem w życie przepisów cenzurujących internet (umowa handlowa dotycząca zwalczania obrotu towarami podrabianymi, ACTA).

Nastoje osiągnęły stan wrzenia. W Estonii doprowadziło to do pierwszego konfliktu. W czwartek, 3 września, nieznani sprawcy podpalili ośrodek dla uchodźców w liczącej 300 mieszkańców wiosce Vao. W momencie pożaru w budynku ośrodka znajdowało się ok. 50 osób.

Więcej w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"