Hordy nielegalnych imigrantów powoli zamieniają życie mieszkańców greckiej wyspy Lesbos w prawdziwe piekło. Wczoraj informowaliśmy o zamieszkach, które wywołała tam około tysięczna grupa uchodźców, a z dnia na dzień jest coraz gorzej. „Chcę wyjść do pracy i nie mogę. Moje dzieci nie mogą wyjść do szkoły. Zabrali nam nasze życie. Ktoś musi ich stąd zabrać” – opowiada na nagraniu jedna z mieszkanek Lesbos.

W piątek podawaliśmy, że około tysiąca uchodźców przebywających na greckiej wyspie Lesbos wszczęło regularne zamieszki w jej stolicy – Mitylenie. Interweniowała straż graniczna i policja, która zmuszona została do użycia granatów ogłuszających. Do rozruchów doszło, gdy hordy nielegalnych imigrantów próbowały wtargnąć na prom płynący w stronę Grecji kontynentalnej. Kiedy służby porządkowe chciały uniemożliwić przejęcie promu przez uchodźców, ci zaatakowali ich kamieniami.

O tym, jak wygląda obecnie codzienne życie mieszkańców Lesbos opanowanej przez uchodźców, opowiada jedna z Greczynek. Jej relacja naprawdę mrozi krew w żyłach.

Boimy się, codziennie jesteśmy zagrożeni. Wchodzą do środka. (…) Nie wiemy już, co robić. Ktoś musi coś zrobić, ktoś musi nas obronić. Przecież nie jesteśmy na wojnie, to my tu jesteśmy ofiarami, nie oni. Chcę wyjść do pracy i nie mogę. Moje dzieci nie mogą wyjść do szkoły. Zabrali nam nasze życie. Ktoś musi ich stąd zabrać. To jest miasto, a nie miejsce dla takich ludzi, jak oni. Są już wszędzie. Brzydko pachną, nie da się z nimi wytrzymać

– opowiada, płacząc, kobieta.

Zobacz wideo:


Słynąca z pięknych krajobrazów i architektury wyspa Lesbos przestaje się już niestety kojarzyć z turystycznym rajem. Przybywający codziennie w liczbach kilku tysięcy imigranci z Afryki skutecznie odstraszają zagranicznych i greckich turystów.