Kiedy amerykańskie „Minionki” sączą do dziecięcych głów toksyczny przekaz, a niemieckie „Koko smoko” zanudza, polscy filmowcy śpią. Pełnometrażowe produkcje dla dzieci niemal w Polsce nie powstają. Bynajmniej nie z braku pieniędzy. PISF oferuje producentowi pełnometrażowej produkcji familijnej nawet 4 mln zł, a animacji 3 mln zł. Tymczasem na ekrany trafia jeden polski familijny film rocznie, czasem żaden.

Stworzenie oddzielnej kategorii „filmy dla młodego widza i widowni familijnej” w Programach Operacyjnych oraz przewidziane wyższe kwoty dofinansowań nie przekładają się na zwiększone zainteresowanie tym gatunkiem filmowym, zwłaszcza jeżeli rozpatrujemy filmy pełnometrażowe – mówi rzecznik Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej Rafał Jankowski.

Producent ubiegający się o dofinansowanie pełnometrażowej produkcji fabularnej dla młodego widza i widowni familijnej może otrzymać z PISF‑u 4 mln zł, natomiast debiutujący reżyser – 3 mln zł i do 70 proc. planowanego budżetu filmu. W wypadku produkcji animowanych pełnometrażowy film dla młodego widza i widowni familijnej może liczyć na dofinansowanie 3 mln zł, a w wypadku debiutu reżyserskiego dofinansowanie może wynieść 70 proc. budżetu (maksymalne dofinansowanie 1,5 mln zł).

W ciągu ostatnich trzech lat na 87 złożonych projektów filmów animowanych tylko 10 było propozycjami pełnometrażowymi. Żaden z nich nie dostał jednak dofinansowania z powodu niskiej oceny wartości artystycznej czy niewiarygodnej struktury finansowania. Od 2012 r. tylko sześć projektów filmów fabularnych dla młodego widza i widowni familijnej dostało pozytywne oceny ekspertów PISF‑u.

Na takim stanie rzeczy cierpi bez wątpienia młoda polska widownia, ale też organizatorzy festiwali filmowych dla dzieci. Potwierdza to w rozmowie z „Gazetą Polską Codziennie” Maciej Jakubczyk, szef działu edukacji Stowarzyszenia Nowe Horyzonty, które organizuje festiwal Kino Dzieci. – Pierwsza edycja festiwalu Kino Dzieci, która odbyła się w zeszłym roku, potwierdziła, jak bardzo odstajemy od Europy, jeśli chodzi o kinematografię dziecięcą. W ciągu ostatnich pięciu lat powstało u nas dosłownie kilka filmów dla widzów w wieku od 5 do 12 lat. Chcemy czerpać inspirację z dobrych wzorców, takich jak kinematografia norweska czy niemiecka, z bogatą tradycją produkcji i dystrybucji filmów dla dzieci – tłumaczy Jakubczyk. Druga edycja Festiwalu Filmowego Kino Dzieci odbędzie się w 17 miastach: Warszawa, Wrocław, Chodzież, Dąbrowa Górnicza, Elbląg, Ełk, Gdańsk, Gliwice, Jarocin, Katowice, Kielce, Kraków, Łódź, Olsztyn, Poznań, Toruń, Wągrowiec w dniach od 26 września do 4 października. Podczas spotkań wyświetlonych będzie 70 różnych krótko- i długometrażowych filmów dla widzów w wieku od 4 do 12 lat. Jak dowiedziała się „Codzienna”, w repertuarze festiwalu nie ma żadnej polskiej produkcji… – Kiedy blisko dziesięć lat temu pierwszy raz zaczęłam pracować nad programem edukacji filmowej Nowych Horyzontów i chciałam zebrać do programu kilkadziesiąt tytułów, okazało się, że nie mam z czego wybierać. Na nasze ekrany nieczęsto trafia dobre kino dla dzieci. Przyzwyczajeni jesteśmy też do tego, że premiery polskich filmów dla małych to rzadkość, ale zaglądając całkiem blisko – do Norwegii, Szwecji, Holandii, Francji czy Niemiec – okazuje się, że tam kino dla dzieci traktuje się serio – mówi „Codziennej” Kamila Tomkiel-Skowrońska, dyrektor festiwalu Kino Dzieci.

Tymczasem zapotrzebowanie na filmy familijne i animowane jest w Polsce duże. Mało tego, to animacje właśnie były najchętniej oglądanymi filmami w polskich kinach w wakacje. „Minionki” zgromadziły ponad 1,5 mln widzów, a Disneyowskie „W głowie się nie mieści” ponad 800 tys. Francuski „Mały Książę” przyciągnął 250 tys. Polaków do kin. Mało? Bynajmniej, bo to liczba sześciokrotnie wyższa od tej, jaką może się pochwalić Woody Allen filmem „Nieracjonalny mężczyzna” i prawie dwukrotnie wyższa od „Mission: Impossible – Rogue Nation”.