Taniec z historycznymi widmami

  

Wywiad, który ukazał się w „Gazecie Wyborczej” (14 sierpnia 2015 r.) z byłym prezydentem Bronisławem Komorowskim, przeprowadzony przez Adama Michnika i Jarosława Kurskiego, jest szczególny ze względu na stopień politycznej paranoi, jaka z niego emanuje. Najbardziej spektakularnym jej przejawem jest powiązanie wyborców Andrzeja Dudy z zabójcą Gabriela Narutowicza, endekiem, malarzem Eligiuszem Niewiadomskim.

Zabójstwo prezydenta w 1922 r., zdaniem rozmówców, ma swój dalszy ciąg w historii Polski, jest powracającym przekleństwem. Zwolennicy Andrzeja Dudy zaś to ich zdaniem kontynuatorzy tej tradycji. Wtłaczanie myślenia o przeszłości w tryby tak niewyszukanych, absurdalnych analogii świadczy o lekceważeniu zdrowego rozsądku i zasad rządzących rzeczywistością. Jest to efekt patrzenia na historię przez pryzmat manichejskiej opozycji dobry – zły.

Manicheizm wiecznie żywy

Zadziwiające, że dokładnie po 60 latach od ukazania się „Opium dla intelektualistów” Raymonda Arona można jeszcze operować tego rodzaju schematami w opisie sceny politycznej i używać pojęć z lat 30. ubiegłego wieku. Zwłaszcza że robią to postaci ze szczytów władzy politycznej i duchowej. Łatwo tworzą manichejską dychotomię: demoniczna, zdolna do zbrodni prawica i my szlachetni, lewicowi intelektualiści z „Gazety Wyborczej” – postęp, humanizm, dobro wcielone. I to zestawienie wszystko im tłumaczy – tak jak innym syjonistyczny ogólnoświatowy spisek. Żadnych analiz przyczyny porażki.

Tak się jednak złożyło, że kilka lat temu ofiarą mordu politycznego padł Marek Rosiak, pracownik biura europosła Janusza Wojciechowskiego z PiS‑u, a inny sympatyk tej partii cudem uniknął śmierci. To był efekt rzekomej szlachetności postępowej lewicy, która wylewała się i wylewa strumieniami ze szpalt „Gazety Wyborczej”. To środowisko wspierało ideologicznie władzę PO, która usiłowała osadzić w mentalnym rezerwacie ludzi niepodzielających jej wizji rzeczywistości, a więc niereprezentujących sił „postępu”.

Historii jednak nie da się zaprogramować, choć pogrobowcy KPP z „Gazety Wyborczej” nie są zdolni do uznania tego faktu. Dlatego też za pomocą wspomnianego wywiadu kwestionują wartość wyboru milionów Polaków. Wracają schematy ideologiczne z lat 30. XX w. Ideolodzy nie odpuszczają.

Postęp to my

Postęp to lewica. W państwach realnego socjalizmu był to ideologiczny dogmat. Nawet gdy socjalizm zbankrutował z powodu niewydolności ekonomicznej, to cały czas utrzymywano to złudzenie, by zapewnić postkomunistom ciągłość władzy. Była to też zapora przeciw odradzaniu się tożsamości narodowych zduszonych przez totalitaryzm. Mit postępu był także użyteczny przez ostatnie osiem lat jako ochrona ideowa tzw. skoku modernizacyjnego przeprowadzonego przez PO, którego efektem była i jest masowa emigracja zarobkowa setek tysięcy młodych Polaków. A Platforma miała dokonać „cudu” – bo takie właśnie „mistyczne” określenia padały wśród obietnic wyborczych w 2007 r.

Tymczasem praktycznie przez 25 lat III RP mieliśmy do czynienia z tym, co Bronisław Wildstein nazwał „pedagogiką wstydu” – ukazywaniem Polaków jako narodu ciemnego, zacofanego, antysemickiego ciemnogrodu, z utrwalaniem kompleksów, do czego zastosowano terapię poprzez pokazywanie Polski otwartej, nowoczesnej, antyksenofobicznej, której znakiem jest tęczowy łuk. Wstąpienie do wspólnoty Polaków antyksenofobicznych równało się awansowi do lepszego towarzystwa. Tylko że ten sprawny dotąd mechanizm przestał nagle działać. Czym to tłumaczą zwolennicy Komorowskiego i wyznawcy mądrości „Gazety Wyborczej”? Oczywiście radiomaryjnym spiskiem. Przegrana tej socjotechniki wywołuje furię, zresztą psychologicznie zrozumiałą, jeśli weźmie się pod uwagę, ile energii układ trzymający władzę zaangażował w utrzymanie tej niewidzialnej na pierwszy rzut oka opresji i jak była ona przez lata skuteczna.

Stalinowska kalka

Użytkownicy tej manichejskiej dychotomii postęp – wstecznictwo, tolerancja – ksenofobia, oświecenie – ciemnogród, są pod panowaniem myśli towarzysza Stalina.

Ta propagandowa kalka ukształtowała się bowiem około roku 1935 w epoce powstawania Frontów Ludowych w Europie, kiedy w dobie rewolucyjnej mobilizacji z polecenia Stalina dokonano w języku propagandy polaryzacji na siły postępu uosabianego zawsze przez lewicę i siły wstecznictwa, czyli prawicę. Stygmatyzując prawicę, sprowadzono następnie do jednego mianownika nazizm, faszyzm, endencję, frankizm, salazaryzm, chadecję itd. Odtąd wszystko, co nie było ideologicznie gorące lewicowo, było złem, faszyzmem. Kiedy „Krytyka Polityczna” 11 listopada 2011 r. sprowadziła do Warszawy anarchistyczne bojówki z Berlina, to robiła to w imię wspólnej walki z faszyzmem!

W mediach głównego nurtu PO była przedstawiana jako uosobienie jasności w kontraście do ciemnego PiS‑u. Ponieważ dzierżyła władzę, ten schemat czy ideologiczna ochrona miał charakter defensywny. Absurd używania wspomnianej kalki wynika z tego, że rządy prawicy w tym stalinowskim z ducha schemacie to rządy kapitału, a lewica to synonim biednego ludu pracującego miast i wsi. Tylko w czyim imieniu występuje lewica w Polsce? W imieniu mniejszości seksualnych. Dzisiejsi kapitaliści zaś to zwolennicy przemian obyczajowych, bo te przemiany poszerzają rynek dla nowych towarów i usług. Lewica dawno uległa „modernizacyjnej” presji neoliberalizmu, a zwykłych ludzi porzuciła jako „niezbyt postępowych”. Guru neokomunistów Slavoj Žižek sugeruje nawet, że „modernizacyjna lewica” de facto wspiera kapitał, pomagając niszczyć tradycyjne bariery jego ekspansji. Milionerzy z „Gazety Wyborczej” usiłują występować w roli trybunów ludowych. Hipokryzja, jaka się kryje za tą „lewicową szlachetnością”, jest kosmiczna i w końcu została zauważona przez dużą liczbę, przede wszystkim młodych, Polaków. Na marginesie warto tu zauważyć, że to ludzie lewicy, z Aleksandrem Kwaśniewskim na czele, masowo przyjechali do Poznania na pogrzeb Jana Kulczyka. Byli też Sławomir Nowak i „Miro” Drzewiecki – ten od „Polska to dziki kraj”.

Złudzenie kontroli

Niemniej zadziwiająca jest trwałość politycznych klisz, gdy ludzie pokroju Kwaśniewskiego, Palikota czy Leszka Millera występują jako obrońcy lewicowej wrażliwości. A dziennikarze to powtarzają. Nie mamy adekwatnego języka do opisania tego, co dzieje się na scenie politycznej. PiS bowiem z pewnością nie jest partią prawicową. Język debaty publicznej, i dotyczy to nie tylko Polski, wydaje się zakładnikiem pojęć wypracowanych w okresie walki klas i partii klasowych. Ślepota lewicowych intelektualistów ożywiających na siłę stare widma jest porażająca, gdy „lokomotywa historii” jest już na innym torze, niż oni sądzą.

Wiara w pełną kontrolę życia społecznego i politycznego – to pozostało dzisiejszym lewicowym elitom po marksistowskim ukąszeniu. To bardzo zwodnicze złudzenie. Jego utrata wywołuje furię. Bo wielkim złudzeniem było przekonanie, że samym tylko uśpieniem polityczności za pomocą dobrobytu można w Europie zmienić ludziom tożsamość.

Okazało się, że ta stara, narodowa, anachroniczna dla niektórych tożsamość, jednak jest. Choć schowana i uśpiona, to jest. Nasza kawiorowa lewica wywołuje na siłę widma faszyzmu, endecji, antysemityzmu (tylko nie islamskiego!), jak gdyby dla zachowania władzy gotowa była wywołać wojnę domową. I lekceważy zasadniczy fakt, który nie zgadza się z jej wizją: faszyzm skończył się w 1945 r.!
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts