Krajobraz po rządach generała Kozieja. Co działo się w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego...

Dorota Kania

Szefowa działu krajowego „Gazety Polskiej Codziennie”, redaktor naczelna Telewizji Republika, wicenaczelna portalu Niezależna.pl oraz dziennikarka śledcza „Gazety Polskiej”.

Kontakt z autorem

  

W Biurze Bezpieczeństwa Narodowego nadal są ludzie, którzy ściśle współpracowali z gen. Stanisławem Koziejem i którzy byli związani ze służbami specjalnymi PRL. Posiadają oni poświadczenie bezpieczeństwa NATO wydawane przez Krajową Władzę Bezpieczeństwa, na czele której stoi szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Certyfikaty te nie podlegają sprawdzeniu przez służby NATO – ich wydanie bądź odmowa są wewnętrzną sprawą krajów członkowskich - pisze w "Gazecie Polskiej" Dorota Kania.
 
Jaki kształt będzie miało Biuro Bezpieczeństwa Narodowego w okresie prezydentury Andrzeja Dudy? To pytanie było jednym z pierwszych, jakie padło po objęciu urzędu przez obecnego prezydenta. Nowy szef BBN Paweł Soloch w publicznych wypowiedziach zapowiada zmiany w strukturze i organizacji Biura.
– Obecnie analizowana jest struktura Biura pod kątem dostosowania jej do charakteru wykonywanych zadań. Ewentualne zmiany zawarte zostaną w zarządzeniu Prezydenta RP określającym organizację oraz zakres działania BBN – odpowiedział nam Marcin Skowron, rzecznik prasowy szefa BBN dopytywany o szczegóły planowanych zmian.

Ludzie Komorowskiego w BBN

Gen. Stanisław Koziej od dwóch tygodni nie jest już szefem BBN. Według nieoficjalnych informacji ma zostać rektorem Akademii Obrony Narodowej, razem z nim do Akademii mają przejść niektórzy urzędnicy i współpracownicy BBN, którzy byli (i są) ściśle związani z Bronisławem Komorowskim.

Na próżno na stronie internetowej BBN szukać nazwisk pracowników BBN piastujących kierownicze funkcje – wiadomo jednak, że gruntowne zmiany personalne nastąpiły po katastrofie smoleńskiej, w której zginął także ówczesny szef BBN Aleksander Szczygło.

Wtedy to w ekspresowym tempie szefem Biura został szkolony w Moskwie w czasach PRL gen. Stanisław Koziej, który przeprowadził czystki niemal w całej kadrze BBN. Jednym z jego najbliższych współpracowników został gen. Lech Konopka, który od 2010 r. do dziś jest dyrektorem Departamentu Zwierzchnictwa nad Siłami Zbrojnymi. Karierę w wojsku rozpoczął on w czasach PRL, zajmując funkcje kierownicze, co umożliwiły mu studia w Akademii Sztabu Generalnego.

W czasie, gdy Bronisław Komorowski był ministrem obrony narodowej, Lech Konopka został zastępcą szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Funkcję tę pełnił także w czasie, gdy rządy przejął Sojusz Lewicy Demokratycznej, a następnie za czasów szefowania Radosława Sikorskiego w MON. W tym czasie zastępcą Sikorskiego był gen. Stanisław Koziej.

Lech Konopka odszedł z wojska w maju 2007 r. – wtedy to ówczesny minister obrony narodowej Aleksander Szczygło zadecydował o jego przeniesieniu w stan spoczynku. Ponownie na kierownicze stanowisko gen. Konopka wrócił po katastrofie smoleńskiej, kiedy po przejęciu BBN przez Komorowskiego wyznaczony przez niego na szefa Biura gen. Koziej zrobił tam personalne czystki.
Wtedy też zastępcą dyrektora Departamentu Bezpieczeństwa Pozamilitarnego Biura Bezpieczeństwa Narodowego został Krzysztof Liedel, dyrektor Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas. Ze zgromadzonych w Instytucie Pamięci Narodowej dokumentów wynika, że Krzysztof Liedel wstąpił jako ochotnik do Milicji Obywatelskiej w zastępstwie zasadniczej służby wojskowej i został skierowany do Zmotoryzowanych Odwodów Milicji Obywatelskiej.

Krzysztof Liedel w 1988 r. złożył ślubowanie funkcjonariusza Służby Bezpieczeństwa i Milicji Obywatelskiej, rok później został słuchaczem Wydziału Bezpieczeństwa Państwa Akademii Spraw Wewnętrznych im. Feliksa Dzierżyńskiego w Legionowie. Przebieg jego dalszej kariery jest tajny. Jak czytamy w katalogach Biura Lustracyjnego IPN, akta Krzysztofa Liedla zanonimizował poprzedni ich dysponent.

Certyfikaty poza kontrolą NATO

Część obecnych urzędników BBN ma poświadczenia bezpieczeństwa NATO, które nie są sprawdzane przez służby Sojuszu. Jak nam odpowiedzieli przedstawiciele Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Służby Kontrwywiadu Wojskowego, „podmiotem uprawnionym do wydania tzw. certyfikatu NATO jest krajowa władza bezpieczeństwa (KWB), którą to funkcję, w myśl przepisów ustawy, sprawuje szef ABW”. Żołnierze zawodowi, którzy są delegowani do pracy w BBN, certyfikat bezpieczeństwa NATO otrzymują od SKW, ale ostateczną decyzję i tak podejmuje szef ABW jako KWB.

Poświadczenie bezpieczeństwa NATO nie jest wydawane na stałe – tak jak w wypadku krajowych certyfikatów ma ono charakter czasowy. Na okres 10 lat wydawany jest dostęp do informacji niejawnych o klauzuli „poufne”; na okres 7 lat dostęp do informacji niejawnych o klauzuli „tajne”; a na okres 5 lat dostęp do informacji niejawnych o klauzuli „ściśle tajne”.

W związku ze skandalami związanymi z wydawaniem poświadczeń bezpieczeństwa NATO w minionych latach, zapytaliśmy rzecznika prasowego szefa BBN o weryfikację certyfikatów, które otrzymywali pracownicy BBN za czasów gen. Stanisław Kozieja, oraz o to, czy w BBN są zatrudnieni urzędnicy z certyfikatami bezpieczeństwa wydanymi przez Wojskowe Służby Informacyjne, poprzednika SKW.
– Biuro Bezpieczeństwa Narodowego nie ma kompetencji dotyczących oceny procesu wydawania poświadczeń bezpieczeństwa przez krajową władzę bezpieczeństwa. Tym samym BBN nie ma informacji na temat poświadczeń, jakie wydawane były przez Wojskowe Służby Informacyjne – odpowiedział nam rzecznik prasowy szefa BBN, informując jednocześnie, że „w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego nie są zatrudnione osoby posiadające poświadczenia bezpieczeństwa wydane przez Wojskowe Służby Informacyjne”.

Z naszych ustaleń wynika, że są tam zatrudnione osoby, które miały certyfikaty wydane przez WSI, ale minął ich czas ważności – nowe poświadczenia bezpieczeństwa wydała dla nich już SKW.

Cały tekst w najnowszym numerze tygodnika "Gazeta Polska"
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska


Wczytuję komentarze...


Prezydent o najtrudniejszej chwili po katastrofie smoleńskiej: "To był moment kompletnej pustki"

zdjęcie ilustracyjne, / faktysmolensk.pl

  

Najgorszym dla mnie momentem było, gdy powiedzieli, że wszyscy zginęli; to był moment kompletnej pustki - powiedział w TVP1 prezydent Andrzej Duda, wspominając wydarzenia 10 kwietnia 2010 r. "Dzisiaj nie można powiedzieć, co tam (w Smoleńsku) się stało i dlaczego, między innymi dlatego, że na samym początku podejmowano takie, a nie inne decyzje" - dodał.

Prezydent wspominał w TVP wydarzenia 10 kwietnia 2010 roku. Podkreślił, że tego dnia nie był w delegacji prezydenckiej i pojechał do swojego domu w Krakowie, gdzie tuż przed godziną 9. otrzymał telefon.

"Dzwoniła nasza znajoma, która kiedy usłyszała mój głos, rozpłakała się, ja zacząłem się pytać, co się stało? A ona powiedziała do mnie takim zapłakanym głosem, że spadł samolot z prezydentem. Nigdy tych słów nie zapomnę"

- wspominał prezydent.

Pytany, jakie emocje wtedy nim targały, Andrzej Duda odparł, że przede wszystkim wiedział, kto poleciał do Smoleńska.

"Więc największe emocje dla mnie, to był moment, w którym powiedzieli, że wszyscy zginęli. To był moment kompletnej pustki, takiej bezdennej rozpaczy, która powoduje, że człowiek czuje się jakby był wydrążony w środku"

- powiedział prezydent.

Dodał, że długo nie mógł się z tego otrząsnąć.

"A kto wie, myślę, że dużo z tego i do dzisiaj jest gdzieś tam w mojej głębokiej świadomości, jako po prostu pewien ból"

- zaznaczył Andrzej Duda.

"Dzisiaj nie można powiedzieć, co tam (w Smoleńsku) się stało i dlaczego, między innymi dlatego, że na samym początku podejmowano takie, a nie inne decyzje"

– powiedział prezydent.

Jako przykład prezydent podał "kompletnie niezrozumiałą decyzje o tym, żeby uznać, że lot polskiej delegacji do Smoleńska samolotem wojskowym (...) był lotem cywilnym, że w związku z tym nie będzie stosowana dwustronna umowa pomiędzy Polską a Federacją Rosyjską dotycząca katastrof przy lotach wojskowych, tylko będzie stosowana konwencja chicagowska dotycząca lotów cywilnych".

To - według prezydenta - "znacząco pogorszyło naszą sytuację w całym śledztwie dotyczącym przyczyn katastrofy".

"To między innymi, w moim przekonaniu, spowodowało, że do dzisiaj nie mamy w Polsce czarnych skrzynek, do dzisiaj nie mamy wraku samolotu, tylko wszystko znajduje się w Rosji. To właśnie dlatego, że na początku podjęto takie, a nie inne decyzje. To były decyzje Donalda Tuska, jego rządu, to były bardzo poważne błędy"

– mówił prezydent.

"Ówcześnie rządzącym można za to postawić tylko i wyłącznie ocenę niedostateczną" – oświadczył Andrzej Duda. 

10 kwietnia 2010 r. w katastrofie samolotu Tu-154, wiozącego delegację na uroczystości 70. rocznicy zbrodni katyńskiej, zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński i jego małżonka Maria, najwyżsi dowódcy wojska i ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski. 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl,

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts