Państwo da się naprawić

  

Proces doprowadzenia do sytuacji, w której w Polsce będzie możliwa zmiana jakościowa, dopiero trwa. Warunkiem jego dobrego zakończenia jest zwycięstwo w wyborach parlamentarnych tych sił, które są gotowe uczestniczyć w procesie naprawy państwa, wszystkich tych, którzy uważają, że sprawowanie władzy to przede wszystkim służba, a nie degustacja ośmiorniczek.

Stojąc w czwartkowe popołudnie 6 sierpnia na pl. Piłsudskiego w Warszawie i uczestnicząc w uroczystości przejęcia przez prezydenta Andrzeja Dudę zwierzchnictwa nad Siłami Zbrojnymi Rzeczypospolitej, spoglądałem na tłum otaczający miejsce uroczystości i zastanawiałem się, co skłoniło tylu ludzi do trwania w skwarze na placu pozbawionym cienia? Czy tylko chęć zrobienia zdjęcia z człowiekiem znanym z telewizyjnych ekranów? Odpowiedź przyszła błyskawicznie, kiedy po zakończeniu oficjalnej części uroczystości ludzie utworzyli szpaler na drodze od Grobu Nieznanego Żołnierza aż do bramy Pałacu Prezydenckiego. Wszyscy ci ludzie postanowili po prostu odprowadzić prezydenta do Pałacu. Było w tym trochę z atmosfery wiecu, trochę pikniku – jednak przeważała w toczonych wokół mnie rozmowach nadzieja na zmianę. „Teraz będzie inaczej” – tak oddać można najprościej nastroje otaczających mnie ludzi. O potrzebie tych zmian mówił zresztą prezydent, dziękując zgromadzonym za serdeczne powitanie.

„Nie da się”

Pisząc kilka powyższych zdań, nie miałem zamiaru złożenia relacji z tego niezwykłego wydarzenia, chciałem raczej skonfrontować je z postawą obecnej ekipy rządowej, która daje się sprowadzić do dwóch powtarzanych jak zaklęcie zdań – „tego nie da się zrobić” i „nie ma na to pieniędzy”. Te dwa magiczne sformułowania padają ze strony rządzących zawsze, ilekroć obywatele składają postulaty pod adresem władzy; „nie da się naprawić służby zdrowia – bo nie ma pieniędzy”, „nie da się podnieść płacy minimalnej do poziomu pozwalającego przeżyć od pierwszego do pierwszego”, „nie da się podnieść kwoty wolnej od podatku – bo nie ma na środków w budżecie”, itd., itp. Każde oczekiwanie obywateli wymagające aktywnej postawy państwa i ludzi władzy zbywane jest owym „nie da się”.

Jednak na obszarze, który my, zwykli obywatele, nazywamy władzą, pojawia się człowiek, który mówi, że się da, że trzeba tylko chcieć poszukać i możliwości, i pieniędzy. Na dodatek człowiek ten sprawuje najwyższy urząd Rzeczypospolitej. Nie można zatem zbyć jego słów, mówiąc „nie da się”. Nie można pominąć zgłaszanych przez prezydenta RP pomysłów milczeniem, nie można ich też wyrzucić do kosza.

Dywanowe naloty propagandy

Od czegóż jednak usłużne media tzw. głównego nurtu. Uruchomiona zostaje ogromna maszyna propagandowa, której zadaniem jest – tym razem ustami „autorytetów”, „specjalistów”, „znawców tematu” – przekonać, że jednak się nie da. Największe stacje telewizyjne zapraszają jako komentatorów ekonomicznych tylko ludzi związanych z obecnym obozem władzy lub przynajmniej ten obóz popierających. Zdarzają się wyjątki w postaci choćby prof. Ryszarda Bugaja, ale czy wśród kanonady artyleryjskiej da się usłyszeć pojedyncze działo innego kalibru? Wszystko to tylko po to, by nawet przypadkiem nie dotarły do uszu społeczeństwa racjonalne argumenty wspierające prezydenckie  pomysły. Zamiast debaty publicznej mamy naloty dywanowe rządowej propagandy.

Napisałem o tej telewizji, bo do łez rozbawiła mnie niedzielna przedpołudniowa audycja „Głos mediów” nadawana przez TVP Info. Nie chodzi o to, że reprezentanci mediów byli tylko z tych „słusznych” tytułów (taki pomysł prowadzącego), ale o to, co działo się w trakcie tej audycji. Otóż zamiast słuchać tego, co mają oni do powiedzenia, jednocześnie oglądaliśmy transmisję z wyjścia pani premier na Targi Śniadaniowe. Zupełnie przypadkiem były tam kamery „publicznej” telewizji. Nie wiem, jaki był zamiar propagandystów z Kancelarii Premiera RP, prawdopodobnie chodziło o udowodnienie, że premier Kopacz potrafi także chodzić, a nie tylko jeździć pendolino. Prowadzący audycję podgrzewał atmosferę, twierdząc, że czekamy na konferencję pani premier. Rzeczywiście, konferencja się odbyła. Najpierw wysłuchaliśmy informacji o tym, że w taki upał dzieciom trzeba wkładać czapki, potem dłuższej wypowiedzi, że należy pomagać ludziom starszym, interesować się ich losem i koniecznie przypominać o wkładaniu czegoś na głowę. Co ciekawe, sama pani premier niczego na głowę nie włożyła – stąd może i późniejsza jej wypowiedź, że Andrzej Duda ogłosił zakończenie realizacji deklaracji wyborczych. O tym miało świadczyć stwierdzenie, że chciałby, aby projekt ustawy (dotyczącej 500 zł na dziecko) był przygotowywany we współpracy z rządem. Jakże się pani premier zeźliła, że prezydent oczekuje współpracy – niech sobie robi to sam, obiecał, to jego problem.

Oderwani od rzeczywistości

Na marginesie tej sytuacji trzeba poczynić dwie uwagi. Jedna ogólniejszej natury. Pani premier ze zdumieniem odkryła, że w dzisiejszych czasach osłabły więzi międzyludzkie i międzypokoleniowe, że dominuje anonimowość. Trzeba być niezwykle cynicznym, żeby po 25 latach dominacji w przestrzeni publicznej i po ośmiu latach sprawowania władzy przez formację (z której przecież Ewa Kopacz pochodzi), której jednym celów było zlikwidowanie pamięci historycznej, a w sferze edukacji podpisywanie się pod hasłem „Róbta, co chceta” i likwidowanie wszelkich autorytetów, zauważyć negatywne skutki prowadzonych działań. Druga uwaga odnosi się do chwili dzisiejszej, chodzi o to, jak PO rozumie współdziałanie. Rozumie je zaś tak: „Kazałam prezydentowi zwołać Radę Gabinetową”. Nie rozumie jednak, że współdziałanie nie polega na wykonywaniu poleceń rządu, tylko na działaniu wspólnym (ja i ty) w celu realizacji jakiegoś zadania. Nie rozumie tego, że współdziałanie to również włączenie obywateli w proces wypracowywania rozwiązań i podejmowania decyzji w państwie – o czym przed Pałacem Prezydenckim mówił Andrzej Duda.

Platformersi chyba rzeczywiście tego nie zrozumieli. Świadczy o tym również wypowiedź Bronisława Komorowskiego z 7 sierpnia br. W jednej ze stacji radiowych stwierdził on, że orędzie prezydenckie Andrzeja Dudy miało charakter przemówień za czasów kampanii, bo wspominał on o swoich obietnicach wyborczych. Zarzut, że prezydent Duda nadal prowadzi kampanię wyborczą, świadczy o tym, że Komorowski albo nie rozumie konieczności podkreślenia woli realizacji problemów zarysowanych w kampanii, albo uważa, że podobnie jak on, Duda powinien porzucić zadania nakreślone w trakcie kampanii, bo stołka już się dochrapał, należy więc zamknąć się w Pałacu Prezydenckim i kontemplować żyrandol.

O tej zmasowanej kampanii skierowanej już od dnia zaprzysiężenia przeciwko prezydentowi Andrzejowi Dudzie można jeszcze długo pisać, ale nie warto. Ważniejsze jest to, byśmy cały czas mieli na uwadze, że proces doprowadzenia do sytuacji, w której będzie w Polsce możliwa zmiana jakościowa, jeszcze trwa. Że warunkiem dobrego zakończenia tego procesu jest zwycięstwo w wyborach parlamentarnych sił, które są gotowe uczestniczyć w procesie naprawy państwa, sił, które uważają, że sprawowanie władzy to przede wszystkim służba, a nie degustacja ośmiorniczek.

Dlatego właśnie nie można pozwolić na trwanie u władzy obecnego układu. Nie można zapominać, że proces zmiany władzy w Polsce nie został jeszcze zakończony.
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts