Układ w żałobie

Okładka najnowszego numeru „Angory”, pisma, które ma wielkie zasługi w zwalczaniu prawej strony sceny politycznej: nad zdjęciem przedstawiającym Jana Kulczyka z synem i córką z pytaniem, kto p

Okładka najnowszego numeru „Angory”, pisma, które ma wielkie zasługi w zwalczaniu prawej strony sceny politycznej: nad zdjęciem przedstawiającym Jana Kulczyka z synem i córką z pytaniem, kto przejmie interes, wyboldowane dużymi literami „Zator, rak, zamach…”.

Niesamowite! Wysyp spiskowych teorii wokół śmierci Jana Kulczyka jest zadziwiający wobec ich braku po 10 kwietnia, gdy każdego, kto miał wątpliwości co do przebiegu tragedii, a od samego początku można było mieć ich mnóstwo, uważano za oszołoma właśnie w takich gazetkach jak „Angora”, nie mówiąc o „Gazecie Wyborczej”, „Polityce”, „Newsweeku” itd. A teraz proszę, jaki wysyp obsesji! „Angora” była wystawiona przy kasie na stacji Orlenu, trudno było tej okładki nie zauważyć.

Egzaltacja i zachwyty

Jak zatem nazwać tych, którzy snują teorie spiskowe wokół śmierci niemłodego przecież człowieka, który miał chyba prawo umrzeć śmiercią naturalną? Nie był nieśmiertelny. Można założyć jednak, że w epoce, w której rządzi ekonomia, która podporządkowała sobie politykę (systemowa korupcja klasy politycznej nie tylko w Polsce), osobami w pierwszej kolejności do konsekracji są najwięksi bogacze jako wzorce osobowe. Są jak „bogowie”, którzy nie podlegają takim samym prawom co zwykli śmiertelnicy. Jak się okazuje, te mityczne skłonności do tworzenia gwiazdozbiorów bogów, półbogów, nimf i innych ponadziemskich istot, pośmiertnych „beatyfikacji”, nie skończyły się wcale wraz z końcem starożytnego świata. Zachwyty w mediach układu rządzącego, liczba nekrologów od wpływowych osób, egzaltowane wyznania dają obraz znaczenia i wpływu tego człowieka na losy Polski ostatnich dwóch dekad, nie tylko w życiu ekonomicznym. Można rzec, że umarł człowiek, który, choć nie płacił w Polsce podatków, był swoistą klamrą spinającą interesy różnych grup wyrosłych z komunistycznej nomenklatury. A globalna skala interesów uczyniła go w kręgach wywodzących się z PRL „bohaterem naszych czasów”. Był, jak mawiało się w Poznaniu pod koniec lat 90., prezesem nieformalnej spółdzielni. Ten kult osoby, jaki wybuchł na wieść o śmierci Jana Kulczyka, może drażnić. Pretensje do uczynienia „świętym biznesu” Jana Kulczyka skrywają być może jednak lęk całego polityczno-biznesowego układu. Kończy się bowiem pewna epoka. Można zaryzykować tezę, że w sensie niekoniecznie symbolicznym ta śmierć kończy erę postkomunizmu, którego ocena w świetle tragedii w Smoleńsku jest jednoznaczna. Zapytany o dorobek Jana Kulczyka ekspert Andrzej Sadowski z Centrum Adama Smitha zauważył wymijająco, że o jakości dokonań Jana Kulczyka może nam powiedzieć tylko dłuższa czasowa perspektywa.

Nihilistyczny neoliberalizm

Ta niebywała tromtadracja wiele mówi o elicie, z którą Kulczyk był związany. Ekonomia i kult pieniądza to dzisiaj religia. Rozbudzony instynkt pomnażania pieniędzy jest często substytutem religijnego przeżycia, zaszyfrowanym pragnieniem nieśmiertelności. Ekonomia opanowuje i zagospodarowuje ten instynkt. Skrywa on pragnienie nieśmiertelności. Zostało to dobrze opisane przez socjologów kultury. Stąd taki rezonans towarzyszący śmierci biznesmena, który osiągnął światowy sukces, i próba budowania mitu i pośmiertnej „konsekracji” nowego typu. Do tej pory temu procesowi podlegali po śmierci politycy będący mężami stanu. Jedynym takim politykiem polskim po 1989 roku był Lech Kaczyński. Ta potrzeba „konsekracji” ma bardzo racjonalne przyczyny. Jest konsekwencją znaczenia danego człowieka dla konsolidacji wspólnoty i jej rozwoju. Idąc tropem Nietzschego, gen altruizmu jest istotniejszy niż gen egoizmu. Jeden i drugi jest produktem procesu ewolucji. Ale wszystkie normalne wspólnoty uznawały pierwszeństwo altruizmu. Brutalny egoistyczny neoliberalizm, bliższy bolszewicko-nihilistycznej tradycji niż liberalnej ekonomii Adama Smitha, stanowi zagrożenie dla każdej społeczności. Do jakiej kategorii zaliczały się wielkie biznesy Jana Kulczyka, nie trzeba dodawać. Zatem próba robienia przez niektórych z Jana Kulczyka „świętego”, jest groteskowa i sprzeczna ze zdrowym rozsądkiem. Nihilizm zaś to jest „religia” klasy rządzącej, efekt końca komunizmu. Kto był w KGB, w SB lub z nimi współpracował dobrowolnie, wchodził w sferę świata antywartości. Zapisywał się na kurs nihilizmu. Ten nihilizm rozlał się po całym świecie niczym zaraza jako najgorszy komunistyczny produkt. Pisał o tym w 2003 r. niezwykle przenikliwie francuski filozof André Glucksmann w książce „Dostojewski na Manhattanie”. Sołżenicyn stwierdził kiedyś, że komunizm trwał w Rosji 70 lat, ale jego konsekwencje będą trwały 170 lat. W Polsce, prawem analogii, 140 lat.

Całość artykułu w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"

 

Źródło:

Maciej Mazurek
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo