- Przez lata wypracowałem sobie pozycję niezależnego producenta, który w pilnych tematach jest w stanie uruchomić zdjęcia własnym sumptem, a potem martwić się, co dalej. Przestałem uzależniać moje działania od funduszy, jakie dostanę od instytucji państwowych. To oczywiście znacznie mnie ogranicza produkcyjnie i artystycznie, ale nie jest już balastem psychologicznym, który blokuje podjęcie działań - mówi reżyser Arkadiusz Gołębiewski w rozmowie z „Gazetą Polską Codziennie”.

W ubiegłym tygodniu na Zamku Królewskim Arkadiusz Gołębiewski odebrał Nagrodę m.st. Warszawy dla osób działających na rzecz rozwoju stolicy, a także dla ludzi kultury, nauki i sztuki. Został nagrodzony za działalność filmową.

- Zakładam, że wyróżnienie mnie przez radnych Warszawy tą nagrodą było wyrazem uznania dla moich dokonań filmowych na rzecz dokumentowania historii najnowszej Warszawy. Podczas odczytywania krótkiego rysu zawodowego wymieniano m.in. filmy dokumentujące prace ekshumacyjne na warszawskiej Łączce, film „Duchem ciosany” opowiadający o budowie pomnika krzyża na pl. Piłsudskiego, film o śp. Januszu Krupskim, film „Życie za życie” opowiadający o Polakach, również warszawiakach, zamordowanych za ratowanie swoich sąsiadów Żydów, czy też film o bohaterze walczącej Warszawy gen. Brochwicz-Liwińskim „Gryfie”, dowódcy obrony Pałacu Michla

- mówi Gołębiewski w rozmowie z „GPC”.

Filmy Gołębiewskiego to odkłamywanie historii najnowszej Polski, podtrzymywanie pamięci o Żołnierzach Wyklętych. Polityka historyczna jest domeną polityków PiS, reżyser dostał zaś nagrodę od miasta rządzonego przez Hannę Gronkiewicz-Waltz. Ale Gołębiewski mówi:

- Dokumentując często bolącą historię najnowszą Polski, nie patrzę w kategoriach ideologii, tylko skupiam się na sprawie. Może dlatego w moich filmach nie pojawiają się ostre tezy, osądy. Nie podejmuję tematów, które w teraźniejszej polityce mogą być przedmiotem ostrych sporów. Sądzę, że ten segment lepiej rozumieją inni twórcy, jak np. Grzegorz Braun, który razem z Robertem Kaczmarkiem zrobił m.in. film „Towarzysz Generał” o Wojciechu Jaruzelskim.


Reżyser dodaje także:

- Przyjmując filmy na Festiwal Niepokorni, Niezłomni, Wyklęci, nie dostrzegłem produkcji z Warszawy, która byłaby dofinansowana z budżetu miasta. Dostaliśmy jeden przejmujący zapis tragedii mieszkańców Warszawy. Ale ten film sfinansowała Olga Johann z własnych pieniędzy. Jeśli więc pani Johann, wiceprzewodnicząca rady stolicy, takie działania robi, to widzimy, że to nie sprawa wrażliwości radnych, ale raczej politycznego podejścia do polskiej historii najnowszej. Jednak my jako twórcy musimy być bardzo ostrożni, aby nie dać się wciągać w polityczne awantury. Odkłamiemy historię, przywrócimy należyte honory naszym bohaterom, jeśli będziemy opowiadali ponadczasowo i na dobrym poziomie artystycznym. O tematach bieżących powinni opowiadać publicyści, dziennikarze, a nasze filmy mogą być dopełnieniem bieżącej polityki.


Wywiad można przeczytać w dzisiejszej „Gazecie Polskiej Codziennie”.