Triumf homolobby

Uznanie przez Sąd Najwyższy w USA prawa do zawierania małżeństw przez homoseksualistów to jedna z tych decyzji, które rozpoczynają nową epokę.

Uznanie przez Sąd Najwyższy w USA prawa do zawierania małżeństw przez homoseksualistów to jedna z tych decyzji, które rozpoczynają nową epokę. Wcześniej 11 krajów uznało takie prawo, ale wprowadzenie go w życie w Stanach Zjednoczonych ma inny wymiar, zważywszy na ideowe promieniowanie na resztę świata przez kraj uważany za ostoję wolności. Ta wolność jest jednak zagrożona…

Odczarowanie świata, na który „zły” wpływ, zdaniem „postępowców”, ma chrześcijaństwo, wiedzie według nich ku ogólnemu szczęściu. Rozniecane z pełną premedytacją spory światopoglądowe odwracają uwagę od zasadniczego problemu, jakim jest niszczenie fundamentów liberalnej demokracji. To się zresztą już stało. Prawo do urojonego indywidualnego szczęścia minimalnego procenta ludzi jest ważniejsze niż zdrowy rozsądek i nauki płynące z historii.

Estetyczne piekło

Okazuje się po raz kolejny, że historia nie jest nauczycielką życia. Liberałowie, a tak naprawdę postmarksiści różnych odcieni, wołają przewrotnie: po co ta histeria, skoro wolność jest poszerzana? Nie jesteś z nami, to znaczy żeś obskurant i bigot. A histeryczne reakcje tradycjonalistów są przejawem niezrozumienia praw nowoczesnego świata. Na nic się zdadzą utyskiwania, taka jest dialektyka postępu. Postęp to uwolnienie się od presji rzeczywistości w dobie rozwoju technologii, które oferują miraż przezwyciężenia tego, co dane od natury. Pojęcie natury ulega redefinicji, gdyż olśniewający jest rozwój nauk. Nauka zastępuje religię. Ci, którzy są nieufni wobec tak prymitywnie definiowanego postępu, to „dzicy”.

Otóż jest dokładnie odwrotnie. To dzicy opanowują sferę publiczną. I to na kilku poziomach. Zaczyna się od estetyki. Proszę przyjrzeć się na pl. Zbawiciela w Warszawie dziełu, jakim jest tęczowy łuk. „Postępowcy” przedstawiają się jako ludzie estetycznie wyrobieni, gdy tymczasem ta instalacja jest koszmarna, tandetna, przypomina źle wykonany brudny łowicki czy kurpiowski pasiak. Każdy esteta musi z wielkim smutkiem patrzeć na taki obciach w samym sercu Warszawy, na niszczenie przestrzeni publicznej przez kicz. Jak napisał Marcel Broch, ktoś, kto wytwarza kicz, to wręcz zbrodniarz. Tęcza na pl. Zbawiciela przypomina instalacje z czasów środkowego Gierka, kiedy to z kwiatów układano hasła w rodzaju „XXX lat Polski Ludowej”.

Tymczasem współcześnie cała rzekomo postępowa sztuka walcząca z opresją postchrześcijańskiej kultury jest kiczem. Wielkim estetycznym regresem, estetycznym piekłem. A prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz, katoliczka, namiętnie tego kiczu broni.

W stronę tyranii

Patos, który po decyzji Sądu Najwyższego towarzyszy wypowiedziom polityków amerykańskich, mówiących, że stało się coś epokowego, jest groteskowy. Są oni bowiem częścią wielkiego ideologicznego mechanizmu, który wiedzie system ku tyranii. A przejście od demokracji do tyranii świetnie opisał już Platon w ósmej księdze „Państwa”. Nie jest to zatem nic nowego.

Prawa homoseksualistów do zawierania małżeństw i adopcji dzieci to element większej całości, w której wcale nie chodzi oczywiście o poszerzenie wolności. Masy pogrążone w konsumpcyjnym transie dają się uwieść i rozbudzić w sobie poczucie „mocy”. Stwarza im się poczucie uczestnictwa w czymś wielkim, w rewolucji wyzwolenia od wszystkiego, napędzanej przez przemysł konsumpcyjny. Reklama, jak widać, sprytnie zagospodarowuje tkwiące w człowieku instynkty. Ideologiczne zaplecze temu procesowi dają lewicowi intelektualiści, którzy opanowali uniwersytety i wyczuwają trendy pozwalające im robić karierę.

Świetnie problem ujął swego czasu znawca amerykańskiej problematyki Krzysztof Kłopotowski, pisząc, że „elity rzucają masom wolność seksualną jak włamywacz rzuca psu kiełbasę”. Celem jest oczywiście spacyfikowanie, założenie obroży. Niszczeniu społeczeństwa zaś podporządkowuje się prawo. Jest to możliwe, gdyż absolutne i transcendentne kryteria religii czy prawa straciły autorytet. To oznacza, że jeśli homoseksualiści uznali, iż mają prawo do małżeństwa, to nie ma żadnego racjonalnego argumentu, aby takiego prawa nie uznać. To daje prawo następnym grupom do wysuwania podobnych żądań. Jednak, jak pokazała praktyka rewolucji bolszewickiej, w pewnym momencie, po epoce „wyzwolenia ludzi sowieckich do miłości”, rewolucyjna większość skazała homoseksualistów na zagładę. Rewolucyjna optyka ma to do siebie, że zmienia wektory. Wszystko zależy od politycznego interesu rządzących. A to pokazuje, że prawo, jeśli jest traktowane instrumentalnie, bez odniesień do czegoś poza ludzkim światem, staje się narzędziem przemocy. To jedna z najstarszych kwestii filozofii politycznej. Trwała w uśpieniu – jak zauważyła Hannah Arendt – dopóki teologia chrześcijańska była podstawą wszystkich problemów politycznych. Już w czasach przedchrześcijańskich Platon twierdził zaś, że nie człowiek, lecz bóg musi być miarą wszechrzeczy. Tymczasem pięciu sędziów Sądu Najwyższego USA uczyniło siebie miarą wszechrzeczy w imię fałszywego rozumienia pojęcia równości.

Całość artykułu w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"

 

Źródło:

Maciej Mazurek
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo