Staramy się być aktywni lokalnie. Nie zamykamy się w wielkich miastach. Docieramy do ludzi z mniejszych miejscowości, budujemy struktury regionalne. Nie chcemy być partią, której główna aktywność to bywanie w telewizorze - z Katarzyną Paprotą i Marceliną Zawiszą z nowej lewicowej partii Razem rozmawia Krzysztof Wołodźko.

Wspominałem znajomym, że będę robił wywiad z ludźmi z nowej lewicowej formacji Razem. Usłyszałem na poły twierdzące, na poły pytające: „Oni są od Napieralskiego?”. Wypada zapytać: jesteście od Grzegorza Napieralskiego?
Marcelina Zawisza: Nie. Nie jesteśmy też od Jana Kulczyka ani od Donalda Tuska. Jesteśmy oddolnym ruchem i nie mamy nic wspólnego z karuzelą zgranych nazwisk. Słyszeliśmy, że zarówno Andrzej Rozenek, jak i Leszek Miller chodzili po redakcjach różnych mediów i mówili, że z nimi współpracujemy. To jednak raczej kwestia bujnej wyobraźni tych panów. Razem zdecydowanie odrzuca tworzenie wspólnej listy ze skompromitowanymi politykami. A Leszkowi Millerowi możemy zaproponować jedynie współpracę z prokuratorem w kwestii wyjaśnienia jego odpowiedzialności za nielegalne więzienia CIA w Polsce.

Skąd pomysł na Razem?
M.Z.: Ludzie, którym bliskie są idee lewicy społecznej, nie mają na kogo głosować. Jeżeli chcemy móc wrzucić głos do urny z czystym sumieniem, to nie mamy wyjścia – musimy sami zbudować porządną lewicę. Czasem przykleja się nam łatkę „partii młodych”. Ale to też mija się z prawdą. W Warszawie są wśród nas działaczki pierwszej Solidarności. Jedna z nich przygotowuje dziś dla Razem biuletyn, bo tym się zajmowała w czasach opozycji. Nie ma zamiaru godzić się z tym, że w III RP nie udało się zrealizować jej marzenia o sprawiedliwej społecznie Polsce.

Co decyduje o waszym niezadowoleniu z III RP?
Katarzyna Paprota: Niepewność ekonomiczna jutra, niestabilna praca, niskie płace, brak żłobków, przedszkoli. A szerzej: państwo, które zawodzi, ponieważ podporządkowane jest interesom oligarchii. W odróżnieniu od Pawła Kukiza szukamy realistycznych środków naprawczych. Od pokrzykiwania o JOW-ach nic się nie zmieni – przeciwnie, ich wprowadzenie zabetonowałoby tylko scenę polityczną i lokalne układy. My chcemy zmian gospodarczych.
M.Z.: Zwykli ludzie, którzy płacą w Polsce uczciwie podatki, często są pozostawieni sami sobie. Muszą stać w coraz dłuższych kolejkach do lekarza, bo nasza służba zdrowia jest tragicznie niedofinansowana. Albo nie mogą liczyć na dobry dojazd do pracy, bo komunikacja publiczna jest w kiepskim stanie. A ich dzieci mają coraz dalej do szkoły, bo kolejne placówki są likwidowane.

Zastanawiałyście się, na jak szerokie i czyje poparcie możecie liczyć?
M.Z.: Staramy się docierać do ludzi z mniejszych miejscowości, budujemy struktury regionalne. Nie chcemy być partią, której główna aktywność to bywanie w telewizorze. Za kilka dni ruszamy z ogólnopolską kampanią „Poznaj swoje prawa”, dotyczącą praw pracowniczych. Będziemy informowali, kiedy wykonywane przez pracowników obowiązki spełniają warunki pracy na etat, jak walczyć o ustalenie stosunku pracy. Będziemy też mówili o naszym programie, o tym, jak chcemy prawnie walczyć z umowami śmieciowymi. To są sprawy ważne dla ludzi w całej Polsce – i na prowincji, i w metropoliach.
K.P.: Staramy się być aktywni lokalnie. Nie zamykamy się w wielkich miastach.

W Polsce wciąż istnieje PPS, istnieją, bardziej prospołeczni niż przed kilku laty, Zieloni. Dlaczego uważacie, że potrzebna jest nowa formacja? Trochę to przypomina, dość popularny na ogół na politycznej prawicy, rozwój przez pączkowanie.
M.Z.: Dla nas kluczowe są kwestie gospodarcze. Lewica przez lata sprawiała wrażenie, jakby o nich zapomniała – a ci, którzy w parlamencie nazywali się lewicą, realizowali politykę liberalną. Chcieliśmy stworzyć formułę dla ludzi, którzy dotąd nie działali politycznie. I to nam się udaje. Większość osób, które działają dziś w Razem, nie ma żadnego wcześniejszego doświadczenia partyjnego.

Wielu ludzi przyzwyczaiło się już, że lewica w Polsce oferuje co najwyżej tematy obyczajowe, antyklerykalizm i kpiny ze „smoleńskiej histerii”. A co do zaoferowania ma Razem?
M.Z.: Chcemy sprawiedliwości podatkowej. Dziś przeciętny Kowalski skrupulatnie rozlicza się z fiskusem, a wielkie instytucje finansowe bez trudu wyprowadzają z Polski milionowe zyski.
K.P.: Kasjerka z marketu płaci w Polsce relatywnie wyższe podatki niż sieć handlowa, która ją zatrudnia. To absurd.
M.Z.: Dlatego trzeba zmienić ordynację podatkową. Potrzebujemy klauzuli o unikaniu opodatkowania. Taki projekt leży od dawna w Ministerstwie Finansów, ale pod wpływem lobbingu zapadła wokół niego cisza. Zbliżają się wybory, więc Ewa Kopacz znowu obiecuje, że klauzula trafi do nowej ordynacji podatkowej. Oczywiście w bliżej nieokreślonej przyszłości. A dzięki klauzuli moglibyśmy efektywnie zwalczać oszustów podatkowych i zyskać miliardy złotych w budżecie.
Uważamy, że należy zaostrzyć progresję podatkową. Biedni powinni płacić niższe, a bogatsi wyższe podatki niż obecnie. Dlatego chcemy wprowadzenia tzw. podatku dla prezesów i podwyższenia dochodu wolnego od opodatkowania.
Czas, żeby banki podzieliły się swoimi sutymi zyskami ze społeczeństwem. Od 1 stycznia 2016 r. 10 krajów UE wprowadzi podatek od transakcji finansowych. Niestety, Polski nie ma wśród tych państw, choć byłby to spory zastrzyk dla budżetu.

Na co, waszym zdaniem, powinny się znaleźć środki z budżetu?
M.Z.: Przede wszystkim na bezpieczeństwo socjalne. W Polsce brakuje „poduszki finansowej” dla ludzi, którzy tracą zatrudnienie. A na niestabilnym rynku pracy o to nietrudno. Ponad 80 proc. ludzi, którzy są zarejestrowani jako bezrobotni, nie ma prawa do zasiłku. Dla pozostałych zasiłek wynosi kilkaset złotych. Ludzie boją się więc walczyć o lepsze warunki pracy i płacy, bo obawiają się zwolnienia i beznadziei bezrobocia. Utrata pracy musi przestać oznaczać natychmiastowe wpadnięcie w ubóstwo.

Marcelino, jesteś Ślązaczką. Dlaczego Śląsk jest ważny, dlaczego ważne są związki zawodowe?
M.Z.: Związki zawodowe to jeden z nielicznych bastionów oporu pracowniczego w Polsce. Robią to lepiej lub gorzej, ale budują wspólnotę interesów między pracownikami, walczą o nasze prawa, choćby ostatnio przed Trybunałem Konstytucyjnym upomniały się o prawo do zrzeszania się dla osób pracujących na śmieciówkach. Związki zawodowe to dla Razem naturalny partner.
A mój rodzinny Śląsk to region ze wspaniałą kulturą pracy. Nie wolno jej zniszczyć. Tym bardziej że ta praca wiąże się z budowaniem lokalnych wspólnot, więzi społecznych i rodzinnych, które łatwo ulegają dziś erozji. Potrzebujemy długofalowej strategii dla Śląska i dla górnictwa. Do czego prowadzi nieodpowiedzialna polityka likwidacji przemysłu, widać świetnie w Bytomiu. Nie ma naszej zgody na strukturalne bezrobocie i upadek całych regionów. Obecna władza interesuje się Śląskiem tylko przed wyborami, pośpiesznie ogłasza strategie, z których nic nie wynika. Alternatywą dla kopalni nie są montownie i agencje pracy tymczasowej. Ten trend trzeba odwrócić.

Co feministki, które dołączyły do Razem, mają do zaoferowania matkom z ledwie wiążących koniec z końcem rodzin i młodym kobietom zarabiającym grosze na kasie w sklepiku w małym miasteczku?
K.P.: Kobiety na ogół mniej zarabiają. W dodatku mają zdecydowanie dłuższe przerwy w życiu zawodowym, bo to one z reguły zajmują się dziećmi. To kobiety częściej ponoszą negatywne konsekwencje rozpadu małżeństw, niechcianych ciąż, to one razem z dziećmi muszą uciekać z domów przed przemocą. Wreszcie, często trudniej znaleźć im pracę właśnie dlatego, że mogą zostać matkami. Państwo musi tu interweniować, bo inaczej kobiety zawsze będą na straconej pozycji na rynku pracy.
Państwo nie może też uchylać się od udzielania pomocy. Dlatego chcemy zmienić zasady działania Funduszu Alimentacyjnego. Naszym priorytetem jest rozbudowa sieci żłobków i przedszkoli, tak by w końcu wszystkie potrzebujące tego dzieci miały miejsce w bezpłatnych placówkach. Rynek pracy wygląda dziś tak, że musimy zapewnić część placówek działających popołudniami czy podczas weekendów. Chcemy też wprowadzić – na wzór Szwecji – jednolity, 480-dniowy urlop rodzicielski, dzielony po równo pomiędzy rodziców. Dzięki temu dzieci będą miały zapewnioną dłuższą opiekę w domu, a kobiety – mniejsze problemy ze znalezieniem pracy.