Historia rodziny Bałutów wstrząsnęła Polakami. Półroczna Sabinka została oderwana siłą od piersi mamy i wraz z dwiema siostrami zabrana rodzicom. Jak uzasadniła sędzia Ewa Kopczyńska, powodem była ciasnota i bałagan w domu oraz obecność w nim psa, królika i muszek owocówek. Najbardziej wstrząsające jest to, że za sprawą prawa przeforsowanego przez Platformę Obywatelską to samo może spotkać każdego z nas - pisze „Gazeta Polska”.

Gdy "Gazeta Polska" rozmawia z Katarzyną Bałut, kobieta właśnie wyszła z domu dziecka, w którym codziennie odwiedza odebrane jej córki. Nie potrafi bez płaczu mówić odwiedzającym ją dziennikarzom o tym, co stało się pół roku temu, tuż przed Wigilią.

Do jej domu wtargnęła ekipa egzekwująca wyrok sędzi Ewy Kopczyńskiej z Sądu Rejonowego w Nisku. Siłą odebrano jej płaczącą 6-miesięczną Sabinkę i przekazano rodzinie zastępczej. Do szkoły weszła z kolei grupa z kuratorem na czele po starszą córeczkę Kingę. Ta z płaczem wzywała przez telefon mamę na pomoc. Wywleczono ją za rękę na oczach nauczycielki i reszty uczniów.

Janusz Wojciechowski, organizator Duda-pomocy, też nie umie mówić o sprawie rodziny Bałutów spokojnie. – Urzędnicy zarzucają rodzicom, że są aroganccy wobec nich. Ja uważam, że i tak mają anielską cierpliwość. Co ja bym zrobił, gdyby siłą zabierano mi małe dzieci? Pewnie z siekierą bym na nich ruszył – mówi „Gazecie Polskiej”.

Sąd nie przychylił się do prośby rodziców, aby dzieci zostały umieszczone u ich najbliższej rodziny. Zostały rozdzielone. Dwie starsze dziewczynki trafiły do Domu Dziecka w Rudniku. Zawinięta w kocyk Sabinka – do rodziny zastępczej w Nisku.

Janusz Wojciechowski nie potrafi uciec od najdalej idących skojarzeń:

– Moja mama trafiła jako dziecko na Syberię razem rodzeństwem. Nawet bolszewicy nie rozdzielali dzieci. Dzięki temu przeżyła. Pani sędzio, powiem wprost – rozdzielanie rodzeństwa uważam za zbrodnię na rodzinie.


Kiedy Katarzyna Elbanowska przeczytała uzasadnienie sędzi Kopczyńskiej, zauważyła, że na podobnej zasadzie można by odebrać dziecko każdej rodzinie, nawet świętej… Także Świętej Rodzinie pisanej wielkimi literami. Bo przecież Matka Boska ze Świętym Józefem trzymali małego Jezusa w stajence, a więc w warunkach higienicznych gorszych niż Bałutowie w Nisku. Do tego w stajence obecne były zwierzęta, i to większe od małego teriera, królika miniaturki i żółwia, które mieszkały u państwa Bałutów. Betlejemskie wół i osioł to pewne źródło chorób i zarazków.

Więcej w tygodniku „Gazeta Polska”.