„Miś Uszatek” cierpi za Smoleńsk

  

Jan Strękowski i Paweł Banasiak – współcześni męczennicy. Jeden z nich chciał od Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej pieniędzy na film o Misiu Uszatku, ale – jak sam przekonywał w sądzie – nie dostał ich z powodów politycznych. Drugi nie dostał jakiegoś zlecenia. Co postanowili zrobić panowie Strękowski i Banasiak? Zażądać szczodrego odszkodowania. Od „Gazety Polskiej”.

Czytając historię wyroku, jaki w sprawie filmu „Córka” wydała sędzia Magdalena Kubczak, wielu zapewne złapało się za głowę. Sędzia Kubczak z Sądu Okręgowego w Warszawie skazała wydawcę „Gazety Polskiej” za to, że zamieścił na okładce filmu „Córka” nazwiska dwóch autorów Polskiej Kroniki Filmowej: Jana Strękowskiego i Pawła Banasiaka, których zdjęcia wykorzystano w filmie. Wszystko odbyło się zgodnie z faktami i nie naruszając żadnych umów, jednak panowie uznali, że owszem, zrobili zdjęcia do filmu o Marcie Kaczyńskiej... ale podanie tego faktu zaszkodziło im zawodowo.

Może to brzmi jak jakiś mało śmieszny żart, ale nie, to jest rzeczywistość III RP. Jan Strękowski i Paweł Banasiak nie zanegowali, że podanie ich nazwisk wśród twórców filmu o córce śp. pary prezydenckiej jest zgodne z faktami, ale ocenili, że naruszyło to ich dobra osobiste. Argumenty obu panów powalają z nóg. Chcą po 30 tys. zł od producenta filmu, ponieważ „wymienienie ich wśród twórców filmu odebrało im niektóre możliwości zawodowe” i biedactwa „w konsekwencji m.in. nie otrzymali dofinansowania od Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej na film o Misiu Uszatku”.

Jako to jest?

W związku z powyższym mam trzy proste pytania do PISF-u:
Czy panowie Strękowski i Banasiak kłamią i nieprawdą jest, że podejmując decyzję ws. finansowania filmów, kierujecie się tym, jakie poglądy mają twórcy?

Jeśli to nieprawda – jakie podejmiecie działania, by ratować swoje dobra osobiste?

Jeśli to prawda – i rzeczywiście konsekwencją nagrania zdjęć, które pojawiły się w filmie o córce śp. pary prezydenckiej, jest zablokowanie finansowania, czyli de facto PISF kieruje się w zakresie sztuki względami pozamerytorycznymi – to kto osobiście za to odpowiada? Jak często w ten sposób podejmowano decyzje w PISF-ie?


Warto przypomnieć, jaką „zbrodnię” mają na sumieniu panowie Strękowski i Banasiak. Po katastrofie smoleńskiej 10 kwietnia 2010 r., w pierwszych dniach żałoby, uznając zapewne, że dzieje się historia – pojechali do mieszkania śp. Lecha i Marii Kaczyńskich, gdzie ich córka Marta Kaczyńska pakowała rzeczy rodziców. W trakcie pakowania Kaczyńska mówi o wspomnieniach związanych z poszczególnymi rzeczami, opowiada o rodzicach. Trudno się dziwić filmowcom, takie materiały w rękach Polskiej Kroniki Filmowej będą cenne jeszcze przez wiele lat. Szybko jednak atmosferę żałoby zamieniono w atmosferę nagonki na zmarłych i ich rodziny. Już 14 kwietnia 2010 r. w „Wyborczej” pojawia się tekst Andrzeja i Krystyny Wajdów, w którym wyrażają sprzeciw wobec pochowania prezydenta na Wawelu. Zapewne właśnie atmosfera nagonki posmoleńskiej sprawiła, że nikt tak wyjątkowym materiałem filmowym nie był zainteresowany. Dopiero dwa lata później zdjęcia pojawiają się w filmie „Córka” reżyserowanym przez Marię Dłużewską. Wszystko legalnie, zdjęcia wykupione od PKF, autorzy podpisani. Okazało się, że to jest właśnie problem. Doszło do sytuacji absurdalnej z punktu widzenia państwa prawa. Sędzia Magdalena Kubczak ukarała producentów i dystrybutorów filmu za dopełnienie praw autorskich.

Fasadowa demokracja

Co więcej, zignorowała prawdziwy problem, który wyszedł na jaw w trakcie procesu. Strękowskiego i Banasiaka za samo nagranie Marty Kaczyńskiej i fakt, że te zdjęcia pojawiły się w filmie „Córka”, spotkał ostracyzm środowiskowy. Tylko za to, że nagrali to, co nagrali, stali się „toksyczni”. Wiele to mówi o rzeczywistości, w jakiej żyjemy. Kraju, w  którym mimo tak wielkiego oddziaływania tej tragedii zarówno w warstwie społecznej, historycznej, politycznej, jak i wspólnotowej, przez pięć lat nie pojawił się żaden film fabularny o Smoleńsku. Temat ten (w przeciwieństwie do np. zamachu na WTC w Stanach Zjednoczonych z 11 września 2001 r.) nie pojawia się również w tle innych filmów, tak jakby dla czasów nam współczesnych temat tragedii smoleńskiej nie istniał. Wyobraźmy sobie, że rządzi Prawo i Sprawiedliwość i w sądzie ktoś opowiada, że spotkały go szykany w środowisku filmowym tylko za to, że nagrał zdjęcia z udziałem ludzi, których władza nie lubi. Aż strach pomyśleć, jaki by się podniósł rwetes. Głosy protestu słychać byłoby w dalekich trybunałach międzynarodowych, a demokracja byłaby zagrożona. W rzeczywistości platformerskiej demokracja zagrożona nie jest, bo wszyscy wiedzą, że jest fikcją.

Kwestia smaku

Bardzo dużo o rzeczywistości III RP mówi również reakcja filmowców. Jan Strękowski i Paweł Banasiak stanęli przed wyborem: albo wyciągnąć wnioski osobiste, zastanowić się nad reakcją środowiska, nad tym, że – jak twierdzą – PISF odmówił im finansowania „Misia Uszatka” ze względów politycznych, albo próbować się z tym środowiskiem „przeprosić”. Potrzebna była ofiara, w tym wypadku była nią „Gazeta Polska”, którą obrali na cel, dzięki czemu uwiarygodnili się w oczach tych, którzy zaczęli się od nich odcinać. Koszt osobisty w postaci utraty twarzy okazał się mniej istotny od próby odcięcia się od wszelkich podejrzeń, że uważają temat Smoleńska i jego ofiar za element historii wartej zapamiętania.

Strękowski i Banasiak już do końca życia zostaną zapamiętani jako ci, którzy wyparli się własnej pracy tylko dlatego, że ktoś wbrew zdrowemu rozsądkowi ich za to szykanował.

„To wcale nie wymagało wielkiego charakteru […] / mieliśmy odrobinę niezbędnej odwagi / lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku / Tak smaku […] który każe wyjść skrzywić się wycedzić szyderstwo / choćby za to miał spaść bezcenny kapitel ciała / głowa”. Żyjemy w czasach, gdy odwaga jednak nie wymaga takiego heroizmu jak za rządów komunistów w Polsce, o których mówił Zbigniew Herbert (w wierszu „Potęga smaku”). Panowie Strękowski i Banasiak: dziś nikt „kapitelu ciała” nie żąda.
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl