Kopacz topi Platformę

  

Grzegorz Schetyna momentami nie krył, jak bardzo jest załamany, gdy słuchał wypowiedzi kolejnych przedmówców. Trudno zgadnąć, co myślał, słuchając przewodniczącej Ewy Kopacz. Czy dumał nad marionetkowością tej postaci? A może nad tym, w jaką pułapkę wpuścił Platformę Donald Tusk, który prędzej za pośrednictwem swojej przyjaciółki doprowadzi PO do klęski wyborczej, niż odda Schetynie stery?
 
Byłem w sobotę na konwencji PO. Spotkanie miało być punktem zwrotnym, jednak zamiast tego usłyszałem, jak Ewa Kopacz powróciła do starej piosenki, z tym samym starym refrenem: „bój się, bój się opozycji!”. PO jest w pułapce – nie jest w stanie zmienić lidera, a ten lider z pewnością poprowadzi ją na dno.

Miało być oryginalnie. Ewa Kopacz siedziała obok młodych ludzi, a postacie takie jak Adam Szejnfeld czy Stefan Niesiołowski schowały się w tylnych szeregach, niektórzy zaś, jak wiceprzewodniczący partii Radosław Sikorski czy członek zarządu Jacek Rostowski w ogóle nie byli obecni. Michał Kamiński, pełniący rolę Igora Ostachowicza przy pani premier, nakazał aparatowi partyjnemu wzbudzić zainteresowanie konwencją, która przecież ma być punktem zwrotnym. Ów punkt zwrotny stał się szybko, jeszcze zanim rozpoczęła się konwencja, przekleństwem PO w internecie. Na Twitterze wyśmiano hasło dokumentnie, pokazując różne „punkty zwrotne” w życiu PO, z publikacją taśm z Sowy i Przyjaciół na czele.

Gra „młodymi”

A co było tym punktem przełomowym w zamiarze organizatorów? Trudno powiedzieć. Ani organizacja konwencji pod względem formalnym nie stanowiła żadnej nowości, ani nie zaprezentowano nikogo nowego, nie przedstawiono żadnej nowej propozycji personalnej. PiS podczas swojego spotkania przedstawiło oficjalnie Beatę Szydło jako kandydatkę na premiera. PO nawet nie zaprezentowała szefa czy szefowej swojej kampanii wyborczej (wcześniej spekulowano, że ma nią być Joanna Mucha). Nie było nic – żadnego konkretu, żadnego wydarzenia, które można by zinterpretować jako punkt zwrotny. Złośliwi twierdzą, że owym punktem jest sama Ewa Kopacz, ponieważ po przejęciu przez nią władzy, partia zaczęła się staczać nie tylko w sondażach, ale i w kolejnych wyborach. To za jej rządów PO przegrała wybory samorządowe i tylko dzięki napompowanemu wynikowi Polskiego Stronnictwa Ludowego koalicja utrzymała się przy lokalnej władzy. Być może w założeniu organizatorów owym punktem zwrotnym miało być pewnie zwrócenie się do młodych wyborców, na co akcent w swoim wystąpieniu położyła premier Kopacz. To jednak wyszło średnio. Najpierw Jarosław Wałęsa (europoseł PO znany dotąd z bycia synem własnego ojca i z zablokowania rozwoju europejskiej sieci dróg Via Carpathia) radził, że Platforma musi przygotować jakieś rozwiązania dla młodych (np. ułatwiające dostęp do tanich mieszkań). Potem Ewa Kopacz ogłosiła, że owszem potrzebne są takie rozwiązania, ale zostaną one przygotowane dopiero w kolejnej kadencji. Oczywiście dzięki pani premier, która zamierza wprowadzić „parytety wieku” na listach PO do Sejmu, dzięki którym młodzi posłowie mogliby wcielać je w życie. Rozwiązanie o tyle rozsądne z jej punktu widzenia, że przy kompromitacji liderów regionalnych PO i udziale ich w kolejnych aferach – wpisanie na listy młodych, nieskompromitowanych jeszcze działaczy, może się okazać jedynym trafnym wizerunkowo rozwiązaniem.

W pułapce

W założeniu wystąpienie Ewy Kopacz – które pani premier odczytała z kartki, zapewne przygotowanej przez Pierwszego Dworzanina, Michała Kamińskiego – miało rozpalić entuzjazm platformianych wojsk. Patrzyłem na ich znużone twarze, które dopiero w końcówce przemówienia się rozbudziły, kiedy posypały się ataki na opozycję czy słowne zaczepki wobec Jarosława Kaczyńskiego, kiedy Kopacz poprosiła o „wypuszczenie z domowego więzienia” Antoniego Macierewicza. Publika ożywiła się, ale dla obserwatorów wydarzeń politycznych tego dnia brzmiało to o tyle komicznie, że akurat Antoni Macierewicz mógł spokojnie siedzieć w pierwszym rzędzie podczas konwencji PiS‑u, a nie chować się w dalszych rzędach jak niektórzy skompromitowani aferami politycy Platformy.

W pierwszych rzędach pozostał natomiast Grzegorz Schetyna, który momentami nie krył, jak bardzo jest załamany słuchaniem kolejnych przedmówców i tym, jak próbują czarować młodych wyborców. Trudno zgadnąć, co myślał, słuchając przewodniczącej Ewy Kopacz. Czy dumał nad marionetkowością tej postaci? A może nad tym, w jaką pułapkę wpuścił Platformę Donald Tusk, który prędzej za pośrednictwem swojej przyjaciółki doprowadzi PO do klęski wyborczej, niż odda Schetynie stery?
Ilu polityków i działaczy PO ma świadomość, że statek, którym steruje kapitan Kopacz, tonie? Myślę, że wielu. Na własne uszy słyszałem, jak dwóch młodych działaczy w niewybrednych słowach komentowało przemówienie szefowej: „co ona pie…y?”. To właśnie takie młode wilczki Platformy najlepiej rozumieją, że na stołki, na które polują, szans coraz mniej, a chętnych coraz więcej. Zdają sobie doskonale sprawę, że „parytety wieku” to z jednej strony chwyt marketingowy, a z drugiej zasłona dymna, by dać starszym kolegom w partii narzędzie do wycinania się nawzajem. Ci liczni młodzi mają jedynie dać twarz listom wyborczym, z których nigdzie się nie dostaną.

Toń, Platformo

Trudno nie rozumieć rozgoryczenia partyjnego aktywu PO, do którego powoli dociera, że Ewa Kopacz nie utrzyma ich przy władzy obietnicą programu, jaki dopiero zamierza stworzyć po ośmiu latach rządzenia tej partii. Straszenie PiS‑em na wyborców PO już prawie nie działa, a pozostałych od Platformy odstręcza. Perspektywa jest naprawdę dla Platformy niewesoła – wygląda na to, że Ewa Kopacz ma trwać do końca, być może aż do chwili, gdy na okręcie zostaną dwie osoby: Ewa Kopacz i jej pochlebca Miś Kamiński, który jak wieść gminna niesie, nazywa ją „polskim Napoleonem” i „Franciszkiem”. Co najzabawniejsze – mówi jej to całkowicie na poważnie i ona mu całkiem na serio wierzy.

Byłbym hipokrytą, gdybym powiedział, że martwią mnie kłopoty PO. W końcu to ta partia odpowiada za obecny stan państwa, za spadek znaczenia Polski na arenie międzynarodowej, gdzie nie jesteśmy zapraszani nawet na rozmowy dotyczące kluczowych dla nas spraw w naszym regionie Europy. W końcu to partia Donalda Tuska i Ewy Kopacz odpowiada za ucieczkę młodych, za ciągłe finansowanie kolejnych silnych grup interesów, przy jednoczesnym utrudnianiu życia słabszym, czy w końcu za rosnącą z roku na rok liczbę Polaków żyjących w skrajnej nędzy. Dlatego piszę krótko i bez żalu: Toń, Platformo, toń!
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

     
Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

     
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts