Aneks z weryfikacji WSI – prawda o III RP

Dorota Kania

Szefowa działu krajowego „Gazety Polskiej Codziennie”, redaktor naczelna Telewizji Republika, wicenaczelna portalu Niezależna.pl oraz dziennikarka śledcza „Gazety Polskiej”.

Kontakt z autorem

  

1 czerwca 2015. W studiu Radia Zet gościem Moniki Olejnik jest Tomasz Siemoniak, wicepremier i minister obrony narodowej. Pytany o aneks do raportu z weryfikacji WSI Siemoniak – który nie zna jego zawartości – odradza prezydentowi Andrzejowi Dudzie publikację dokumentu. Ta sytuacja pokazuje, jak rządzący boją się ujawnienia działalności WSI.
 
Tajny aneks dotyczący Wojskowych Służb Informacyjnych jest najbardziej pożądanym dokumentem ostatnich lat. Chcieli go zdobyć dziennikarze, chciał go w 2007 r. zdobyć poseł Bronisław Komorowski, nawet za cenę złamania prawa. Gdy już jako prezydent poznał zawartość aneksu, w ciągu całego okres prezydentury nie zdecydował się na jego publikację.

W czasie kampanii prezydenckiej sprawa zarówno aneksu, jak i związków Komorowskiego z Wojskowymi Służbami Informacyjnymi nie była poruszana ani przez prezydenta, ani jego sztab, ani polityków PO czy sprzyjające rządzącym media. Komorowski nigdy nie odpowiedział na pytanie, dlaczego nie zdecydował się na ogłoszenie treści aneksu – niewykluczone, że odpowiedź poznamy, kiedy ten dokument zostanie odtajniony.

Raport i tajny aneks

Raport z weryfikacji Wojskowych Służb Informacyjnych został ujawniony przez prezydenta prof. Lecha Kaczyńskiego 21 lutego 2007 r. Dokument został opracowany przez komisję weryfikacyjną pracującą pod kierownictwem Antoniego Macierewicza, ówczesnego wiceministra obrony narodowej, i zawierał opis nieprawidłowości i patologii, do których doszło w czasie działalności WSI, czyli od 1991 r. do 2006 r., kiedy to nastąpiło ich rozwiązanie.

WSI powstały z połączenia wojskowych służb specjalnych komunistycznej bezpieki: Zarządu II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego (wywiad wojskowy PRL) oraz Wojskowej Służby Wewnętrznej (kontrwywiad wojskowy PRL). Żołnierze WSI nigdy nie przeszli weryfikacji, a „nową” służbę wojskową – jak zauważyła „Gazeta Wyborcza” – „tworzyła już solidarnościowa ekipa – minister Janusz Onyszkiewicz i wiceminister Bronisław Komorowski”. Szefami WSI zostali ludzie szkoleni przez KGB lub GRU – związki z Moskwą były zaletą, a nie wadą.

Opublikowanie raportu z weryfikacji WSI wywołało wściekłość w wielu środowiskach, które – jak wynikało z dokumentu – były pośrednio bądź bezpośrednio związane z WSI, a wcześniej z komunistyczną bezpieką wojskową. Największe fortuny wyrosły właśnie na bazie tych związków, a wiele karier w mediach czy polityce nie mogłoby się rozwinąć, gdyby nie zaplecze wojskowej bezpieki.

Mimo nieustannych ataków medialnych komisja weryfikacyjna pracowała nadal, a zwieńczeniem jej prac był tajny aneks do raportu z weryfikacji WSI. Prezydent Kaczyński otrzymał go na początku listopada 2007 r., tuż po przegranych przez PiS wyborach parlamentarnych, a w czasie, gdy urzędującym premierem był Jarosław Kaczyński, który zapoznał się z tajnym dokumentem.

Aneks można opublikować

– Jako przewodniczący komisji weryfikacyjnej doprowadziłem prace nad aneksem do końca. Oddałem gotowy dokument w takim kształcie, jak wymagało tego orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego – mówi „Gazecie Polskiej” Antoni Macierewicz, wiceprezes PiS.

Orzeczenie, o którym mowa, zapadło w czerwcu 2008 r. Sędziowie Trybunału Konstytucyjnego orzekli, że prezydent miał prawo opublikować raport z weryfikacji WSI, jednak z publikacją aneksu prezydent musi się wstrzymać do czasu nowelizacji ustawy, na mocy której rozwiązano WSI, a powołano nowe służby, czyli Służbę Wywiadu Wojskowego i Służbę Kontrwywiadu Wojskowego. Chodziło o to, by ta ustawa była uzupełniona o „gwarancję praw człowieka”.

W rzeczywistości Trybunał Konstytucyjny skutecznie zablokował publikację tajnego aneksu na wiele miesięcy – w tym czasie członkowie komisji weryfikacyjnej musieli tak opracować dokument, by można go było opublikować.

– W związku z orzeczeniem TK przesuwał się termin publikacji, aż do czasu tragicznej śmierci śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Smoleńsku. Warunkiem trybunału było zanonimizowanie części nazwisk pojawiających się w aneksie i ten warunek został spełniony. Nie widzę więc przeszkód, by ten dokument został opublikowany – mówi w rozmowie z nami Antoni Macierewicz.

Poseł podkreśla, że dokument znajdował się w prezydenckim sejfie 10 kwietnia 2010 r. – Gdyby okazało się, że tajny dokument zniknął, mielibyśmy do czynienia z przestępstwem – dodaje.

Blokowanie publikacji

Zanim doszło do sporządzenia ostatecznej wersji aneksu, zgodnej z orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego, członkowie komisji weryfikacyjnej mieli problemy, które zaczęły się jeszcze przed decyzją Trybunału.

W listopadzie 2007 r. Bronisław Komorowski zaraz po tym, jak został nominowany na stanowisko marszałka sejmu, zmusił posła Antoniego Macierewicza do ustąpienia z funkcji przewodniczącego komisji weryfikacyjnej – został nim b. premier Jan Olszewski.

Kilka miesięcy później, w marcu 2008 r., kilku członkom komisji weryfikacyjnej odebrano dostęp do tajnych dokumentów – było to w czasie, gdy szefem ABW był już Krzysztof Bondaryk. Cofnięcie certyfikatów poprzedziły publikacje Agnieszki Kublik i Wojciecha Czuchnowskiego w „Gazecie Wyborczej” o rzekomym nielegalnym kopiowaniu dokumentów; wspomniany duet opublikował także nazwiska członków komisji weryfikacyjnej.

Kolejną próbą zablokowania publikacji aneksu były doniesienia prasowe o tym, że tajny dokument można rzekomo „kupić na bazarze”. Pisała o tym Anna Marszałek w „Dzienniku”.

W maju 2008 r. wybuchła afera marszałkowa – szybko okazało się, że jest to operacja byłych żołnierzy Wojskowych Służb Informacyjnych, która miała na celu skompromitowanie członków komisji weryfikacyjnej WSI. Jak pisała „Gazeta Polska”, nowe światło na kulisy tej prowokacji rzuca proces dziennikarza Wojciecha Sumlińskiego oraz emerytowanego żołnierza WSW Aleksandra L. Jeszcze przed wyborami w 2007 r., w czasie gdy Paweł Graś był szefem komisji ds. służb specjalnych, skontaktował się z nim Bronisław Komorowski. Stwierdził on, że posiada jakieś ważne informacje dotyczące bezpieczeństwa państwa. Doszło do spotkania, w którym wzięli udział Paweł Graś, Bronisław Komorowski oraz płk Leszek Tobiasz, który twierdził, że ma jakieś dowody i nagrania dotyczące korupcji w komisji weryfikacyjnej WSI. Bronisława Komorowskiego z płk. Tobiaszem skontaktowała Jadwiga Zakrzewska, posłanka Platformy Obywatelskiej, bardzo dobra znajoma zarówno Komorowskiego, jak i Tobiasza. Pułkownik b. WSI mówił o rzekomej korupcji w komisji weryfikacyjnej ‒ chodziło o pozytywną weryfikację żołnierzy WSI w zamian za łapówkę. Z Komorowskim w tym czasie skontaktował się także Aleksander L. Miał on zasugerować, że ma możliwość dotarcia do tajnego aneksu do raportu z weryfikacji WSI, w którym miały znajdować się informacje dotyczące m.in. Komorowskiego. Ten otwarcie przyznał, że jest zainteresowany ofertą.

Kolejne spotkanie miało miejsce jesienią 2007 r., gdy Bronisław Komorowski był marszałkiem sejmu. W grudniu 2007 r. Prokuratura Apelacyjna w Warszawie wszczęła śledztwo w sprawie… ujawnienia pracownikom spółki akcyjnej Agora w bliżej nieustalonym miejscu i czasie, nie później niż w dniu 20 listopada 2007 r., informacji stanowiących tajemnicę państwową w postaci treści aneksu do raportu komisji weryfikacyjnej WSI oraz w sprawie powoływania się na wpływy w komisji weryfikacyjnej ds. WSI w okresie od stycznia 2007 r. do 21 listopada 2007 r. i podjęcia się pośrednictwa w pozytywnej weryfikacji płk. Leszka Tobiasza w zamian za korzyść majątkową w wysokości 200 tys. zł.

W związku z pierwszym wątkiem zawiadomienia prokuratura przeszukała w maju 2008 r. mieszkania Piotra Bączka i Leszka Pietrzaka, członków komisji weryfikacyjnej WSI.

W lutym 2012 r. Leszek Tobiasz zmarł nagle podczas zabawy tanecznej tydzień przed konfrontacją z Bronisławem Komorowskim. Afera marszałkowa zakończyła się oskarżeniem dziennikarza Wojciecha Sumlińskiego i Aleksandra L. – wyrok w tej sprawie jeszcze nie zapadł.

Bronisław Komorowski nigdy nie odpowiedział prawnie za próbę nielegalnego zdobycia aneksu do raportu z weryfikacji WSI. We wrześniu 2009 r. Prokuratura Okręgowa w Warszawie uznała: „Bronisław Komorowski swoim zachowaniem nie wyczerpał znamion czynu zabronionego, bo uzyskane przez niego informacje miały charakter ogólny i nie były poparte dowodami”.

Cały tekst w najnowszym numerze tygodnika "Gazeta Polska"
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska


Wczytuję komentarze...

Sasin: nie damy się obrażać Izraelowi

/ Chancellery of the President of the Republic of Poland [GFDL 1.2 (https://gnu.org/licenses/old-licenses/fdl-1.2.html) or GFDL 1.2 (http://www.gnu.org/licenses/old-licenses/fdl-1.2.html)]

  

- Chcemy dobrych relacji z Izraelem, ale nie mogą być one oparte na odpuszczaniu spraw ważnych dla Polski. Nie damy się obrażać - oczekujemy przeprosin - oświadczył szef Komitetu Stałego Rady Ministrów Jacek Sasin. - Jeśli Izrael nie przeprosi, to będziemy adekwatnie reagować - podkreślił.

Sasin podkreślił w TVP Info, że Polska od lat pracuje, żeby relacjo polsko-żydowskie były "jak najlepsze". Przypomniał o wspólnej deklaracji z czerwca 2018 r., podpisanej przez premierów Mateusza Morawieckiego oraz Benjamina Netanjahu, której celem jest "rozwiązanie konfliktu o pamięć o Holokauście między rządami Polski i Izraela". Jak dodał, dokument ten jest "dobrym fundamentem do tego, żeby budować na prawdzie te relacje, bo inaczej niż na prawdzie dobrych relacji zbudować się nie da".

"To, że dzisiaj mamy kolejny kryzys w tych relacjach (polsko-żydowskich), to przecież nie jest wina Polski, nie jest to wina jakiegokolwiek środowiska politycznego w Polsce. To jest efekt nieodpowiedzialnych zupełnie zachowań i wypowiedzi polityków izraelskich, w tym skandaliczna, rasistowska wypowiedź ministra spraw zagranicznych Izraela. Czyli nie jakiegoś tam publicysty, dziennikarza czy kogoś kto wypowiada się w sposób nieoficjalny, tylko wysokiego urzędnika państwa Izrael, człowieka odpowiedzialnego za relacje międzynarodowe, który wypowiada słowa zupełnie niedopuszczalne"

- zauważył minister.

Jak dodał, Polska "nie może na to pozostać obojętna". "Chcemy dobrych relacji z Izraelem, ale to nie mogą być relacje oparte na tym, że my będziemy odpuszczać sprawy ważne dla Polski i będziemy się dawać obrażać" - powiedział Sasin. "Oczekujemy przeprosin - sprawa nie jest zamknięta" - oświadczył.

Sasin zwrócił uwagę, że w "swojej postawie" Izrael jest "osamotniony", bo nie wspierają go ani środowiska żydowskie, ani Stany Zjednoczone. Wskazał na słowa ambasador USA w Polsce Georgette Mosbacher, która dziś  na Twitterze napisała:

"Między bliskimi sojusznikami, takimi jak Polska i Izrael, nie ma miejsca na takie obraźliwe komentarze, jak wypowiedź izraelskiego ministra spraw zagranicznych Israela Katza".   [polecam:https://niezalezna.pl/259538-quotnie-ma-miejsca-na-takie-obrazliwe-komentarzequot-ambasador-mosbacher-krytykuje-szefa-msz-izraela]

Zdaniem szefa Komitetu Stałego Rady Ministrów, kiedy politycy izraelscy zdadzą sobie sprawę, że "tym razem przeholowali", to przeproszą. "Jeśli nie, to oczywiście będziemy adekwatnie reagować. Nie pozostanie to na pewno bez wpływu na nasze dalsze relacje" - podkreślił Sasin.

Katz, odnosząc się w niedzielę do słów przypisanych przez media izraelskie premierowi Izraela Benjaminowi Netanjahu, że Polacy kolaborowali z nazistami w Holokauście, stwierdził:

Nasz premier wyraził się jasno. Sam jestem synem ocalonych z Holokaustu. Jak każdy Izraelczyk i Żyd mogę powiedzieć: nie zapomnimy i nie przebaczymy. Było wielu Polaków, którzy kolaborowali z nazistami i - tak jak powiedział Icchak Szamir (były premier Izraela), któremu Polacy zamordowali ojca - "Polacy wyssali antysemityzm z mlekiem matki".

Dziennik "Jerusalem Post" poinformował w czwartek wieczorem, że podczas pobytu w Warszawie, gdzie odbywał się szczyt bliskowschodni, premier Izraela Benjamin Netanjahu powiedział, że Polacy kolaborowali z nazistami w Holokauście. Informację tę zdementowała później ambasador Izraela w Polsce Anna Azari oraz kancelaria premiera Izraela.

Według przedstawionych przez stronę izraelską wyjaśnień, w rzeczywistości szef izraelskiego rządu podczas rozmowy z dziennikarzami mówił o Polakach, nie o polskim narodzie ani państwie i odnosił się jedynie do tych Polaków, którzy współpracowali z nazistami.

Po wypowiedzi Katza premier Mateusz Morawiecki odwołał wyjazd polskiej delegacji na szczyt V4 do Izraela. Wyjaśnił, że podjął taką decyzję, ponieważ sformułowania, które padły z ust powołanego na ministra spraw zagranicznych Israela Katza, "są absolutnie niedopuszczalne".

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl