Białoruski działacz opozycyjny Jurij Rubcow został skazany na dwa lata kolonii karnej. Mężczyzna ma na klatce piersiowej wytatuowany napis „Łukaszenka odejdź”.

Rubcow wielokrotnie pojawiał się na wiecach i demonstracjach politycznych odziany w koszulkę z podobnym napisem. Z tego powodu był zatrzymywany i karany przez białoruską milicję mandatami. Z kolei w październiku 2014 r. skazano go na pobyt w tzw. chimii, czyli w otwartym zakładzie karnym, za rzekome znieważenie sędziego. Podczas pobytu w kolonii, w której skazani mieszkali w specjalnym internacie i pracowali w pobliskich zakładach, Rubcow wytatuował sobie na klatce piersiowej napis: „Łukaszenka odejdź”. Dodatkowo przez 50 dni prowadził głodówkę z powodu nierespektowania jego praw.

Choć oficjalnie powodem skazania na dwa lata kolonii karnej było rzekome uchylanie się od pełnego wykonania poprzedniego wyroku z października 2014 r., w rzeczywistości to właśnie niecodzienny tatuaż zaważył o kolejnym skazaniu Rubcowa. Podczas rozprawy opozycjonista dumnie zaprezentował tatuaż, po ogłoszeniu wyroku zaś krzyknął: „Niech żyje Białoruś!”. Dodał, że zamierza odwoływać się od wyroku sądu w Prużanach.

W ostatnim czasie o białoruskiej opozycji zrobiło się głośno również w kontekście Nikołaja Diadoka. Mężczyzna od 12 maja br. przebywał w kolonii karnej o zaostrzonym rygorze w mieście Horki na wschodzie kraju. Z powodu fatalnego traktowania przez służbę więzienną (która umieściła Diadoka m.in. w nieogrzewanym i pozbawionym okien karcerze) opozycjonista podciął sobie żyły i poranił brzuch. Po opatrzeniu ran ponownie zamknięto go w więziennej celi.