Po wyborach cena franka sięgnęła 4 zł. Spekulanci grają na osłabienie złotego

Cena franka na rynku międzybankowym po raz pierwszy od lutego osiągnęła poziom 4 zł, wywołując niepokój frankowiczów.

Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska
Cena franka na rynku międzybankowym po raz pierwszy od lutego osiągnęła poziom 4 zł, wywołując niepokój frankowiczów. Niektórzy komentatorzy przypisują to nagłe osłabienie złotego reakcją inwestorów zagranicznych na wynik wyborów prezydenckich. Spokojnie, to jedynie gra spekulantów - czytamy w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie".

Niektóre media próbują wykorzystać nagłe osłabienie złotego do narzucenia rynkowi narracji, jakoby zwycięstwo prezydenta elekta Andrzeja Dudy wstrząsnęło rynkiem walutowym. Inwestorzy mieliby uznać ten wybór za ogromne ryzyko dla stabilności złotego i gospodarki. W związku z tym zaczęli wycofywać swój kapitał z Polski, powodując osłabienie naszej waluty. Tymczasem te wahania kursów to jedynie gra spekulantów wykorzystujących zmianę w Pałacu Prezydenckim do spotęgowania swoich zysków.

Potwierdzają to fachowcy. – Efekt wyborów powinien wyparować, gdyż „spekulacje” stojące za osłabieniem są tylko spekulacjami – mówi ekspert Money.pl. – To będzie krótki epizod na wykresach polskiej waluty – ocenił Marcin Kiepas, analityk z firmy brokerskiej Admiral Markets.

Zawirowania na scenie politycznej zawsze są wykorzystywane do gry rynkowej. Gra się pod jakąś tezę. W tym wypadku stała się nią zapowiedź prezydenta elekta o konieczności przewalutowania kredytów we frankach szwajcarskich, tak aby były spłacane po kursie z dnia ich zaciągnięcia. – Będę się starał w tej sprawie interweniować. […] Prezydent ma olbrzymią legitymację, żeby załatwić trudne sprawy na poziomie państwowym – powiedział Andrzej Duda podczas kampanii. Blady strach padł na banki, które bronią się przed przewalutowaniem wszelkimi możliwymi sposobami. Ustępujący prezydent Bronisław Komorowski stał na straży interesów bankowców. Inwestorzy wykorzystali więc tę zmianę warty do przeprowadzenia spekulacji na rynku walutowym. Również gracze giełdowi „zagrali” na obniżki akcji banków, mocno zaangażowanych w kredyty walutowe. Po zwycięstwie Andrzeja Dudy papiery tych banków nieco potaniały, choć do przewalutowania kredytów frankowych droga jeszcze daleka.

Za to przebicie poziomu 4 zł kursu franka jest kolejnym argumentem za tym, by zakończyć sprawę z toksycznymi kredytami na naszym rynku. Spekulacje zagranicznych inwestorów nie mogą burzyć domowych budżetów, a także uderzać w stabilność systemu finansowego. Nawet prezes NBP Marek Belka, którego trudno zaliczać do zwolenników Andrzeja Dudy, uważa, że należy przewalutować kredyty na złote. – Nie powinniśmy liczyć na to, że bank centralny będzie tracił – z powodu interwencji dla utrzymania niskiego kursu franka – rezerwy walutowe. Po zastanowieniu trudno nie przyznać racji poglądowi, że na dłuższą metę te kredyty muszą zostać przewalutowane na złote – mówił jeszcze przed wyborami Marek Belka. Także Leszek Balcerowicz, były prezes NBP (również daleki od sympatii dla Andrzeja Dudy), uznaje interwencje NBP za „chwilówki”, które na dłuższą metę nie dają trwałych efektów. Pytanie, czy warto tracić na to dewizy. Potrzeba nam reform, a nie interwencji NBP na rynku walutowym – mówił.

Jeśli bank sprzedaje obce waluty dla obrony kursu złotego, to zmniejsza swoje rezerwy walutowe. Jeśli osiągną one niski poziom, to inwestorzy przestaną się obawiać kolejnych interwencji. Wtedy kurs krajowej waluty – mimo wcześniejszej obrony – pójdzie w dół. I wtedy może zagrozić polskiej gospodarce. A rezerw walutowych na obronę wówczas już nie będzie.
 

 

 



Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Dorota Skrobisz
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo