Z Rewińskim na poważnie: 10 kwietnia? Od razu wiedziałem, że to nie wypadek WIDEO

  

– 10 kwietnia 2010 roku odczułem prosty impuls. Wiedziałem, że to nie był wypadek, od razu pomyślałem, że to jest czyjaś robota, że to jest spreparowane i tak myślę do dzisiaj – powiedział satyryk Janusz Rewiński na antenie Telewizji Republika. Skomentował również bieżące wydarzenia polityczne.

Janusz Rewiński był wczoraj gościem specjalnego wydania programu "Wolne głosy" i w rozmowie z Michałem Rachoniem odniósł się m.in. do obecnej pozycji Polski na świecie, którą ocenił jako tragiczną.

– Jest tragicznie: oszukują podczas wyborów, za naszą granicą jest wojna, nasz największy sojusznik, USA, zachowuje się wobec nas niejednoznacznie, dyrektor FBI zaczyna mówić coś przeciwko Polakom – wyliczał. – Czy to jest przygotowanie do tego, że Polacy są mało ważni, czy to oznacza, że możemy być, ale równie dobrze może nas nie być. Niepokoi mnie to, pomimo tego, że jestem wesołkiem – zaznaczył.

Wywiad przeprowadzono z satyrykiem, ale tym razem poruszono najważniejsze tematy. Oczywiście, rozmawiano również o katastrofie smoleńskie.
– 10 kwietnia 2010 roku odczułem prosty impuls. Wiedziałem, że to nie był wypadek, od razu pomyślałem, że to jest czyjaś robota, że to jest spreparowane i tak myślę do dzisiaj – wspomina Rewiński (wywiad zrelacjonował portal telewizjarepublika.pl).

Z niepokojem obserwował również, to co się wydarzyło po katastrofie.

– Jest determinacja, żeby tę prawdę przykryć, stosuje się różne metody, żeby zdewaluować tezy wybitnych naukowców – podkreślał. – Władza nie ma czystego sumienia.

Obecną sytuację porównał do "terroryzmu w najgorszej postaci".
– Terroryzm polega na tym, żeby wzbudzić strach i tym strachem sterować. Mamy mówić szeptaną propagandą Jesteśmy nasyceni agenturą wpływu, jesteśmy nasyceni agenturą ludzi, którzy byli agentami sowieckimi, to są ich dzieci, ich rodziny – podkreślał. – Ten strach ma być rozgrywany – nie idź, nie protestuj, lepiej siedź cicho. To robią nie amatorzy, tylko specjaliści od terroru. Nasza ojczyzna, nasz kraj, nasza historia dokładnie wie, kto był najlepszym specjalistą od terroru.

CAŁY WYWIAD Z JANUSZEM REWIŃSKIM - OBEJRZYJ KONIECZNIE!

część pierwsza


część druga


część trzecia
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl,telewizjarepublika.pl


Wczytuję komentarze...

Znikający Birgfellner. Nie ma głównego świadka, nie ma dowodów

Gerald Birgfellner / Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

Grzegorz Broński

Dziennikarz „Gazety Polskiej”, „Gazety Polskiej Codziennie” i portalu niezależna.pl.

Kontakt z autorem

  

„Czynności podejmowane przez zawiadamiającego i jego adwokatów (…) wskazują na dążenie do nieuzasadnionego wydłużenia czynności” – tak prokuratura ocenia zachowanie Geralda Birgfellnera i jego pełnomocników Romana Giertycha oraz Jacka Dubois. Austriak nie stawił się bowiem na wezwanie, nadal brakuje oryginalnych nagrań. Z kolei mecenasi winę zrzucają na prokuraturę.

W najnowszym numerze „Gazeta Polska” ujawnia zaskakujące biznesowe związki firmy Austriaka.

„Zarządcą cypryjskiej spółki Geralda Birgfellnera – austriackiego biznesmena, który nagrywał Jarosława Kaczyńskiego – jest firma powiązana z aferą Panama Papers. Obsługuje ona jednocześnie głównego udziałowca największego rosyjskiego koncernu miedziowego, kontrolowanego przez zaufanego oligarchę Władimira Putina”.
– ustalił autor publikacji Grzegorz Wierzchołowski.

Z kolei wczoraj Prokuratura Okręgowa w Warszawie wydała komunikat poświęcony zachowaniu Austriaka i jego pełnomocników w związku z prowadzonymi czynnościami sprawdzającymi. Są problemy z kontynuacją przesłuchania mężczyzny, który złożył zawiadomienie przeciwko prezesowi PiS. Na wczoraj (i dzisiaj) wyznaczono kolejny termin, ale nie stawił się na wezwanie. Przebywa poza granicami Polski.

Po raz pierwszy Birgfellner zeznawał 11 lutego.

„Pomimo gotowości prokuratora zawiadamiający i jego pełnomocnik nie wyrazili zgody na kontynuowanie czynności dnia następnego, czyli 12 lutego 2019 r. Została ona wznowiona dopiero 13 lutego 2019 r., a przerwana po dwóch godzinach, na wniosek zawiadamiającego, z przyczyn osobistych”.
- wylicza prokurator Łukasz Łapczyński i dodaje:

„Dotychczas zeznania zawiadamiającego są bardzo zdawkowe, a on sam zasłania się w wielu wypadkach niepamięcią”.

Prokurator i pełnomocnicy Austriaka umówili się, że telefonicznie ustalą nowy termin, ale próby skontaktowania z mec. Giertychem okazały się bezskuteczne. Dlatego prokurator wyznaczył termin na 21 i 22 lutego.

„20 lutego 2019 r. o godz. 14.30 pełnomocnik zawiadamiającego Geralda B. adwokat Roman Giertych przesłał do prokuratury faksem pismo, w którym poinformował, że jego klient nie stawi się na wezwanie”.
- podaje prokurator Łapczyński, który tłumaczy, że zgodnie z prawem „niezakończenie przesłuchania zawiadamiającego o przestępstwie uniemożliwia podjęcie decyzji procesowej”.

Poza tym nadal brakuje kluczowego dowodu, czyli oryginałów nagrań rozmów Birgfellnera i prezesa Jarosława Kaczyńskiego.

„Nośnik elektroniczny przedstawiony prokuraturze zawierał jakieś zapisy dwóch rozmów, co do których nie można stwierdzić z całą pewnością, czy dotyczą one spotkań wskazanych przez zawiadamiającego i opisanych w »Gazecie Wyborczej«”.
- wyjaśnia rzecznik prokuratury.

Po komunikacie głos zabrał najpierw mec. Jacek Dubois.

„Prokuratura słuchała naszego klienta przez dwa dni i dostała cały podstawowy materiał, który daje jej dane uprawdopodabniające, że do czynu zabronionego doszło. Przykro mi, że prokuratura dokonuje społecznej dezinformacji”.
- stwierdził w rozmowie z PAP.

Później na Facebooku pojawiło się oświadczenie Giertycha i Dubois, w którym zarzucono prokuraturze podawanie „szeregu nieprawd i zniekształceń odnoszących się do dotychczasowego przebiegu postępowania sprawdzającego”. W kilku punktach adwokaci przedstawili swoją wersję wydarzeń ubarwioną komentarzem. Nie zawsze zawierającym prawnicze sformułowania.

„Utyskiwania ze strony rzecznika sprowadzają się do negatywnej oceny braku decyzji o wszczęciu postępowania, którą to ocenę pełnomocnicy zawiadamiającego podzielają”.
- napisali Giertych i Dubois.

Trzy dni temu adwokaci wysłali wniosek o zmianę prokurator prowadzącej postępowanie. A jak wyjaśniają, że po jednym z przesłuchań biegła tłumaczka odjechała spod prokuratury tym samym samochodem co Birgfellner i Giertych? Twierdzą, że to był zwykły gest uprzejmości, bo podwozili ją na przystanek autobusowy.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl