„Bóg nie umarł” – historia mojego nawrócenia. Rozmowa z chińskim lekarzem mieszkającym w USA

  

Na początku marca trafił na nasze ekrany amerykański film „Bóg nie umarł”. Za oceanem produkcja odniosła komercyjny sukces, zarabiając ponad 60 mln dolarów przy zaledwie dwumilionowym budżecie. Inspiracją filmowej opowieści, ukazującej siłę wiary, była historia urodzonego w Chinach, a dziś mieszkającego w USA doktora Wanga Minga.

W jaki sposób film „Bóg nie umarł” został zainspirowany historią Pańskiego życia?

Najpierw powstała książka pt. „Bóg nie umarł”, napisana przez dr. Rice Brooksa. Zawierała ona historie sześciu osób, które odnalazły drogę do Boga. Jedną z nich była moja droga. Książka zainspirowała twórców filmu pod tym samym tytułem, jest on jednak dość luźną jej adaptacją. Twórcy zdecydowali się zachować postać studenta z Chińskiej Republiki Ludowej, który zaczyna odkrywać Boga dopiero na amerykańskiej uczelni [chiński bohater w filmie nazywa się Martin Yin i gra go pochodzący z Hongkongu Paul Kwo – przyp. H.S. ] i spędzili nieco czasu, studiując mój życiorys. Martin poszukując wiary, tak jak ja, napotyka ostry sprzeciw ojca. Moi rodzice obawiali się, że gdyby władze chińskie odkryły, że interesuję się wiarą, a nie tylko studiami w USA, mogłyby uniemożliwić wyjazd na studia do Stanów Zjednoczonych mojemu bratu. Mój ojciec nie rozumiał, jaką wartość ma wiara. Jednak ja nie poddałem się, tak samo jak bohater filmu. Ale mogę też powiedzieć, że część mnie można znaleźć także w głównym bohaterze – Joshu Wheatonie. Niektóre z argumentów, jakich używa Josh w klasie, broniąc tezy na istnienie Boga, są moje i były wcześniej opisane w książce.
 
Dorastał Pan w Chinach w okresie rewolucji kulturalnej i przybył do Stanów, aby studiować medycynę na Uniwersytecie Harvarda. I tu rozpoczyna się Pana transformacja z ateisty w chrześcijanina. Jak to było możliwe?

Pochodzę z kraju, w którym obowiązuje ateizm, kraju doświadczonego kulturalnym holocaustem przeprowadzonym w okresie rewolucji kulturalnej. W moim domu zawsze przykładano ogromną wagę do nauki. Jestem lekarzem, chirurgiem okulistą, mam też doktorat z fizyki. W czasie studiów odkryłem, że nauka nie jest w stanie odpowiedzieć na wszystkie moje pytania. Zastanawiałem się np., jak to możliwe, że oko może być tak złożonym organem, a jednocześnie efektem przypadkowej ewolucji. Zdrowy mózg przechowuje ok. 200 mld komórek nerwowych, połączonych ze sobą setkami bilionów synaps. Czyli liczba synaps w mózgu jednej osoby jest większa niż liczba gwiazd, jakie do tej pory odkryliśmy w całym wszechświecie. Wyliczyłem matematycznie, że wytworzenie się na drodze ewolucji struktury tak skomplikowanej jak ludzkie oko zajęłoby bilion bilionów lat, a przecież wszechświat przypuszczalnie istnieje 13 mld lat. Takich wątpliwości, na które nauka nie umiała mi dać odpowiedzi, było więcej. Jeden z moich profesorów na Harvardzie, chrześcijanin, zauważył, że przeżywam kryzys, i zaczął ze mną rozmawiać o Bogu. Pewnego razu zapytał mnie, czy uwierzyłbym, że samochód może powstać bez jakiegokolwiek twórcy, projektanta. – Oczywiście że nie – odpowiedziałem. – To w takim razie jak to możliwe, że organy dużo bardziej skomplikowane, takie jak mózg czy oko, mogły powstać bez udziału inteligentnego twórcy – kontynuował mój profesor. To wtedy zrozumiałem, że życia nie da się wytłumaczyć tylko za pomocą nauki. Można to zrobić tylko za pomocą wiary i nauki. Te dwie sfery się uzupełniają. Stałem się chrześcijaninem, ponieważ nie byłem w stanie znaleźć odpowiedzi na najbardziej fundamentalne pytania, bazując wyłącznie na nauce.
 
Porozmawiajmy o Chinach. Opuścił je Pan w latach 80. Dziś wciąż nie jest to wolny, demokratyczny kraj, nadal prześladowani są tam chrześcijanie, ale mimo to ich liczba rośnie. Dane mówią, że w 2030 r. Chiny będą miał ok. 250 mln chrześcijan, czyli staną się krajem o największej liczbie chrześcijan na świecie. Jak wiara w Chrystusa może zmienić Państwo Środka?

Jeśli zadacie dziś pytanie Chińczykom, jaki jest największy problem w ich kraju, większość odpowie jednym słowem: korupcja. Chiny były bardzo biednym państwem. W ciągu ostatnich 30 lat nastąpił tam niespotykany w historii świata wzrost gospodarczy. Kraj ten przypomina trochę nastolatka, który nagle zaczął rosnąć tak szybko, że wyrósł ze swoich ubrań i teraz nie ma co na siebie włożyć. Dzisiejsze Chiny to bardzo dziwny kraj – z jednej strony mamy do czynienia ze znaczącym wzrostem ekonomicznym, ale i z silnymi materialistycznymi pokusami, a z drugiej, jako państwo, jest ono bardzo niedojrzałe. Brak tam struktur prawnych, które regulowałyby niektóre zachowania. Mamy więc ogromną korupcję, nieuczciwość i brak odpowiedzialności.
40, 50 lat temu Chińczycy mówili, że jeśli będą mieli więcej jedzenia i ubrań, to będą też bardziej moralni. Ale tak się nie stało. Dziś mają więcej jedzenia, ubrań i samochodów, ale ich poziom etyczny nie tylko się nie podniósł, ale wręcz zmalał.
Gdzie szukać rozwiązania? Szczerze wierzę, że może je przynieść chrześcijaństwo, które wnosi przecież ogromne poczucie odpowiedzialności przed Bogiem. Chiny będą musiały zbudować rządy prawa i właśnie chrześcijaństwo ma i będzie miało coraz większy wpływ na odradzanie się chińskiego społeczeństwa, a to pomoże np. zatrzymać korupcję. Tak więc 250 mln chrześcijan to nie tylko imponująca liczba, ale to także czynnik, który zmieni tkankę tego narodu.

Całość rozmowy w najnowszym wydaniu tygodnika "Gazeta Polska"
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska


Wczytuję komentarze...

"Chcemy szkoły wolnej od ideologii". Licealiści z Gdańska sprzeciwili się programowi "Zdrovve Love"

zdjęcie ilustracyjne / fot. Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

  

Młodzież z trójmiejskich szkół średnich zorganizowała w piątek pod Nowym Ratuszem w Gdańsku happening przeciwko programowi edukacji seksualnej "Zdrovve Love". Uczniowie apelują, że chcą szkoły wolnej od ideologii.

- Chcemy szkoły wolnej od ideologii - pod takim hasłem młodzież z gdańskich szkół ponadpodstawowych zorganizowała w piątek pod siedzibą Rady Miasta happening przeciwko programowi edukacji seksualnej "Zdrovve Love". Zdaniem uczniów treść programu jest sprzeczna z tradycyjnymi, polskimi wartościami i może mieć negatywny wpływ na wychowanie i psychikę młodych ludzi.

W piątek, przed Nowym Ratuszem w Gdańsku, młodzież z I, II i IV Liceum Ogólnokształcącego, Zespołu Szkół Łączności im. Obrońców Poczty Polskiej w Gdańsku oraz II Liceum Ogólnokształcącego w Sopocie zorganizowała happening pod nazwą "Chcemy szkoły wolnej od ideologii".

Inicjatywa była odpowiedzią na środową konferencję kilkunastu uczniów z gdańskich szkół, którzy poparli działania władz miasta w sprawie wprowadzania programu edukacji seksualnej.

Uczniowie są zaniepokojeni treścią miejskiego programu wsparcia prokreacji "Zdrovve Love", zakładającego edukację seksualną w gdańskich szkołach. W ich imieniu głos zabrał uczeń IV Liceum Ogólnokształcącego w Gdańsku oraz radny Młodzieżowej Rady Miasta Gdańska Daniel Nawrocki. Mówił o potrzebie obiektywnej edukacji seksualnej, która nie wchodzi w sferę ideologii. [polecam:https://niezalezna.pl/311816-bedzie-debata-nad-zdrovve-love]

Nawrocki wskazywał, że program uczy masturbacji dzieci w wieku 4 lat, propaguje stosowanie antykoncepcji i "pigułek dzień po", oraz koncepcję płci kulturowej. Według programu - mówił Nawrocki - dziecko ma przyzwolenie na regularne uprawianie seksu dla zdrowia.

Licealiści przyznali, że w ich ocenie zajęcia "Zdrovve Love" demoralizują. Ich zdaniem treści zawarte w programie mogą wywoływać negatywne skutki w psychice młodych ludzi, którzy bardzo często są niedojrzali fizycznie i emocjonalnie.

W ocenie Daniela Nawrockiego, edukacja seksualna proponowana w gdańskich szkołach jest sprzeczna z tradycyjnymi polskimi wartościami. Jak mówił, zajęcia uczą krytycznego podejścia do norm religijnych i kulturowych w odniesieniu do rodzicielstwa.

- Nie chcemy, aby obcy ludzie pokazywali nam, jak wychowywać dzieci

 - dodał. [polecam:https://niezalezna.pl/293549-teczowy-piatek-i-zdrovve-love-w-szkolach-protest-radnych-przeciwko-promocji-ideologii-lgbt]

Mateusz Owsiany z Technikum Łączności im. Poczty Polskiej w Gdańsku wskazywał, że "Zdrovve Love" szerzy groźną ideologię gender.

W happeningu uczestniczyli również rodzice. Ojciec siedmiorga dzieci - Krystian Borkowski - przestrzegał, że treści, które proponuje miejski program wsparcia prokreacji mogą doprowadzić do spustoszenia psychiki dzieci i młodzieży. Jego zdaniem "Zdrovve Love" uderza w system wartości moralnych i religijnych.

Na koniec uczniowie wypuścili w niebo białe gołębie na znak pokoju.

Miejski program wsparcia prokreacji dla mieszkańców Miasta Gdańska na lata 2017–2020 "Zdrovve Love" wprowadzono do szkół w 2018 roku. Został opracowany według standardów Światowej Organizacji Zdrowia i odnosi się do siedmiu praw seksualnych człowieka. Porusza między innymi tematy związane z antykoncepcją, nowoczesnym modelem rodziny, metodami planowania rodziny, ryzykownymi zachowaniami seksualnymi. Program jest dobrowolny, za zgodą rodziców lub opiekunów prawnych mogą z niego korzystać uczniowie szkół ponadpodstawowych. W roku szkolnym 2018/2019 w projekcie udział wzięło siedem szkół, a w zajęciach uczestniczyło 151 osób.

Inicjatywa od samego początku wzbudzała kontrowersje. Działacze Stowarzyszenia Odpowiedzialny Gdańsk uważają, że program przekazuje treści deprawujące młodzież, do których zaliczają m.in. informacje na temat antykoncepcji, seksu analnego. Według nich, zajęcia zachęcają dzieci do masturbacji. Aktywiści protestowali na ulicach Gdańska i przed Urzędem Miasta, rozdawali ulotki. Zorganizowali kampanię informacyjną "Mato, tato, pomóż. Stop Zdrovve Love". Po mieście jeździł specjalny samochód ostrzegający gdańszczan przed "seksualizacją dzieci".

W środę w gdańskim magistracie odbyło się spotkanie władz miasta z przedstawicielami SOD. Zastępca prezydenta Gdańska ds. edukacji i usług społecznych Piotr Kowalczuk oraz prezes Stowarzyszenia Odpowiedzialny Gdańsk Mark Skiba poinformowali, że planują zorganizować debatę na temat edukacji seksualnej w szkołach, podczas której głos zabraliby przede wszystkim eksperci, między innymi lekarze.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts