Jarosław Pinkas uniewinniony. „Złamano mi życie, dowody były szyte i preparowane”

  

Oskarżony o korupcję były wiceminister zdrowia w rządzie PiS, Jarosław Pinkas, został po siedmiu latach uniewinniony przez sąd. – W końcu udało się doprowadzić do sytuacji, że wykazałem swoją niewinność za pomocą twardych danych, również za pomocą wykazania, że nie brano pod uwagę elementów świadczących o mojej niewinności. Zdarzały tam się także elementy, kiedy było widać wyraźnie, że te rzekome dowody były szyte, że były one preparowane – mówi portalowi niezalezna.pl Pinkas.

Gehenna byłego wiceministra rozpoczęła się w kwietniu 2008 roku, kiedy został zatrzymany przez funkcjonariuszy ABW pod zarzutem korupcji w kontaktach z jedną z firm farmaceutycznych. – 16 kwietnia 2008 roku, czyli prawie równo siedem lat temu, złamano mi życie. Zostałem aresztowany na podstawie fałszywych oskarżeń i pomówień. One były związane z moją pracą w Instytucie Kardiologii w Aninie wiele lat wcześniej. Zarzuty były natury korupcyjnej – opowiada Pinkas.

Już dwa dni później, czyli 18 kwietnia 2008 roku, sąd wydał nakaz trzymiesięcznego tymczasowego aresztowania. – Popełniłem gigantyczny błąd dlatego, że w dniu, kiedy wychodziłem z domu (chodzi o dzień aresztowania – przyp. red.), powiedziałem małżonce – żadnych prawników. Nie miałem sobie nic do zarzucenia, więc byłem przekonany, że sam sobie potrafię poradzić z tzw. „sprawiedliwością” – teraz już o tym wiem, że należy używać tego słowa w cudzysłowie – mówi były wiceminister zdrowia.

W rozmowie z nami podkreśla, że postawione zarzuty był dla niego irracjonalne i był przekonany, że sprawa zakończy się błyskawicznie. – Niestety, był pięciotygodniowy areszt, brak możliwości kontaktów z rodziną, bardzo późno prawnik... No i zorientowałem się, że jestem w matrixie. Po pięciu tygodniach dramatycznej walki, przede wszystkim mojej małżonki i moich znakomitych prawników, zostałem wypuszczony. I tak naprawdę po tamtym czasie nikt już o mnie nie pamiętał. Oczywiście zostałem wypluty, nie miałem pracy, musiałem ją znaleźć po prawie rocznym okresie, kiedy i trochę chorowałem i miałem duże problemy – opowiada Jarosław Pinkas.

Jak tłumaczy, przez kolejne trzy i pół roku od wyjścia na wolność prokuratura nic nie zrobiła w jego sprawie, bo nie zostały przeprowadzone żadne czynności operacyjne między okresem, kiedy go aresztowano, a czasem późniejszym. – Rozpoczął się bardzo długi proces sądowy, przy czym tu akurat zdecydowanie nie mogę powiedzieć, że były jakiekolwiek opóźnienia. W sumie 44 rozprawy – niezmiernie drobiazgowo prowadzona sprawa, z ogromną ilością świadków. W końcu udało się doprowadzić do sytuacji, że wykazałem swoją niewinność za pomocą twardych danych, również za pomocą wykazania, że nie brano pod uwagę elementów świadczących o mojej niewinności. Zdarzały tam się także elementy, kiedy było widać wyraźnie, że te rzekome dowody były szyte, że były one preparowane – zaznacza.

W marcu 2015 roku warszawski sąd podejmując decyzję nie miał wątpliwości, że były wiceminister nie przyjął korzyści majątkowej. Jak wyjaśniał w mowie końcowej sędzia, prokuratorzy nie przedstawili na to żadnych dowodów, a świadkowie zeznający w procesie również nie potwierdzili wersji wydarzeń kreowanej przez śledczych.

Cóż mogę powiedzieć? Jestem teraz człowiekiem niewinnym. Dla siebie i większości moich przyjaciół byłem taki od początku. Nikt się ode mnie nie odwrócił, byłem powszechnie znany w środowisku medycznym i ludzie wiedzieli, jakim jestem człowiekiem. To dawało mi szansę na normalne funkcjonowanie – wspomina Pinkas. – Miałem gigantyczne wsparcie ze strony rodziny, gigantyczne wsparcie ze strony przyjaciół. Przez pewien czas dostawałem też wsparcie od mojego szefa, z którym pracowałem przez 22 lata, przez pana profesora Zbigniewa Religę, który w tych trudnych czasach wspierał moją rodzinę, a później mnie. Niestety, w rok po całej sprawie (aresztowaniu – przyp. red.) pan profesor zmarł. Aczkolwiek mam pewną gorzką satysfakcję, że pan profesor widzi z góry, jak ta sprawa się skończyła i pewnie cieszy się razem ze mną, bo był przekonany, że ja niczego złego nie zrobiłem, czemu wielokrotnie dawał publicznie wyraz – dodaje.

Jarosław Pinkas pytany o kulisy zatrzymania, nie chce zbyt wiele mówić na ten temat. – Ta sprawa ma pewnie drugie i trzecie dno, czego ja w tej chwili nie znam. Staram się nawet tego nie dociekać. To pewnie kwestia, która wyjdzie w jakimś tam czasie, pewnie w miarę nieodległym. Ludzie zaczną więcej mówić na ten temat – tłumaczy.

Podkreśla też, że stara się nie żyć nienawiścią i nie wracać do przeszłości. – To straszne uczucie, kiedy człowiek kładzie się przez siedem lat spać i myśli, że musi toczyć strasznie nierówną, dramatyczną walkę. Na razie nie jestem przygotowany, żeby zbyt wiele o tym mówić, muszę się poddać rzekłbym duchowej i mentalnej rehabilitacji, aby spojrzeć na wszystko z dużego dystansu, zobiektywizować to, co się działo – mówi.
 

Jarosław Pinkas ukończył studia na Wydziale Lekarskim Akademii Medycznej w Warszawie (specjalizacja II stopnia w zakresie medycyny rodzinnej i II stopnia w zakresie zdrowia publicznego). Jest doktorem nauk medycznych. Przez lata był jednym z najbliższych współpracowników prof. Zbigniewa Religi, a później jego zastępcą w Instytucie Kardiologii. Oprócz funkcji wiceministra zdrowia kierował też Kolegium Lekarzy Rodzinnych, był prezesem Polskiego Czerwonego Krzyża, a także dyrektorem Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego.
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl,medexpress.pl


Wczytuję komentarze...

Rozważasz wypad w Tatry? Ratownik TOPR radzi. WIDEO

Zdjęcie ilustracyjne, Tatry / youtube.com/print screen

  

Aby wyruszyć zimą w wysokie góry, nie wystarczy jeden kurs turystyki zimowej, trzeba latami zdobywać wiedzę i doświadczenie. Podstawą jest dobry ubiór, wyposażenie i przygotowanie kondycyjne – mówił dziś ratownik TOPR Adam Marasek.

Na konferencji prasowej w Krakowie zaprezentowano dziewięciominutowy film, który powstał w ramach kampanii edukacyjnej "Bezpieczni i rozważni w Tatrach zimą", przygotowanej przez Stowarzyszenie Kulturalno-Oświatowe im. Adolfa Hyły. Znalazły się w nim informacje, jak się ubrać i w co wyposażyć, wyruszając zimą na wędrówkę w Tatry. Film jest dostępny na stronie stowarzyszenia i w mediach społecznościowych.

"Chcemy podnieść świadomość osób, które idą w góry, korzystając z wiedzy ekspertów. Chodzi o bezpieczeństwo turystów, ochronę tatrzańskiej przyrody, ale też o bezpieczeństwo ratowników, bo wypadki się zdarzają, ale przez naszą brawurę i nieodpowiedzialność możemy narazić bezpieczeństwo tych, którzy będą nam szli z pomocą"

– mówił prezes Stowarzyszenia Kulturalno-Oświatowego im. Adolfa Hyły Jan Cięciak.

Doświadczony ratownik TOPR Adam Marasek podkreślił, że aby wyruszyć zimą w wysokie góry, nie wystarczy jeden kurs turystyki zimowej, trzeba latami zdobywać wiedzę i doświadczenie.

"Zimą turystyka w wyższych partiach Tatr jest trudna i bardzo wymagająca. Trzeba się odpowiednio przygotować, m.in. dobrze zaplanować wyprawę: sprawdzić prognozę pogodę, stopień zagrożenia lawinowego i warunki panujące w górach. Dla towarzystwa należy dobrać sobie znajomych czy przyjaciół o podobnej kondycji i podobnym rozumieniu gór" – mówił Marasek.

Podkreślił, że podstawą jest odpowiedni, chroniący przed zimnem i wiatrem ubiór, oraz odpowiedni ekwipunek. Wyruszając zimą w Tatry, trzeba mieć: naładowany telefon komórkowy, zimowe obuwie, raki, czekan i tzw. lawinowe ABC, czyli sondę, łopatki i detektory, a także umieć posługiwać się tym sprzętem.

"Od tego zależy życie kogoś, kto zostanie porwany przez lawinę" – mówił Marasek.

Dodał, że ratownicy TOPR od kilku lat obserwują "korporacyjne" podejście do chodzenia po górach. "Ktoś trzy miesiące wcześniej zaplanuje sobie, że tego i tego dnia będzie miał urlop, i wyjdzie w góry, a ponieważ jest plan, trzeba go wykonać, nie bacząc na panujące warunki, na pogodę czy zagrożenie lawinowe i własne przygotowanie" – mówił Marasek.

Osobom niedoświadczonym o wiele łatwiej podjąć decyzję o wyjściu w górach, o wiele trudniej decyzję, że trzeba się wycofać, bo zrobiło się niebezpiecznie

– podkreślił.

W 2018 r. Stowarzyszenie Kulturalno-Oświatowe im. Adolfa Hyły przygotowało wraz z TPN 30 tys. broszur "ABC tatrzańskiego turysty", a później projekt "Orla Perć – tradycja i współczesność", aby pokazać, że jest to szlak piękny, ale ekstremalnie niebezpieczny i nie każdy powinien się na niego wybierać.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl