„Podziemna Armia Powraca” to fantastyczne widowisko opowiadające o Żołnierzach Wyklętych. Zrealizowane z rozmachem, w formie teledysków, może dotrzeć do większej ilości osób – szczególnie młodzieży. Z Moniką Kobylańską i Anetą Wójcik rozmawia Sylwia Krasnodębska.
 
Jak to się stało, że znalazła się Pani na planie filmowym?
 
MK: Jestem nie tylko pracownikiem IPN, ale również działam w Stowarzyszeniu Pokolenie, więc niejako byłam po trochu po obydwu stronach kamery, ale też czułam szczególna odpowiedzialność za efekt finalny całości.  Zresztą z IPN byłam nie tylko ja, ale jeszcze 17 innych osób. Są sceny w których występują prawie sami pracownicy IPN jak na przykład „Ostatnie słowo księdza Gurgacza”, gdzie cały skład sędziowski i publiczność to właśnie moi koledzy i koleżanki z pracy.

Monika Kobylańska zaprosiła mnie do tego projektu i powiem szczerze, że wahałam się z uwagi na fakt, że miałam zagrać torturowaną dziewczynę z Armii Krajowej, i bałam się, że nie oddam tego właściwie jako amatorka. Z drugiej strony chciałam spróbować swoich sił w aktorstwie. Zdecydowała potrzeba oddania hołdu Żołnierzom Wyklętym. Wcześniej moi rodzice występowali w produkcji o Powstaniu Styczniowym a mój brat grał górnika z KWK Wujek w widowisku upamiętniającym pacyfikację tej kopalni. Byłam z nich bardzo dumna gdy zobaczyłam ich na ekranie. Mimo tego, że trochę im zazdrościłam, to nie przypuszczałam, że będę mogła również spróbować swoich sił w aktorstwie.
 
To zadziwiająca sytuacja. Pracownicy IPN kojarzą się może z występami, ale jako wykładowcy opowiadający o historii, a w tym przypadku jest zupełnie inaczej- odgrywają role osób, o których sami piszą książki.
 
MK: Dla wielu z mich kolegów i koleżanek to było duże przeżycie, ale ja i dwójka przyjaciół  z IPN  występowałyśmy już w widowisku „Za Wolność 1863” więc można powiedzieć, że jesteśmy już „weteranami”, ale mówiąc na poważnie dla mnie to była również wspaniała przygoda.
 
Z tego co mówi Pani Aneta wynika, że cała rodzina jest nastawiona patriotycznie. Jeżeli rodzice występują w widowisku „Za wolność 1863” Pani w „Podziemna Armia Powraca” – czy jakieś tradycje rodzinne mają wpływ na to, że robicie tak fantastyczne rzeczy?
 
AW: Oczywiście. W domu rodzice zawsze kładli nacisk na znajomość historii własnego kraju, budowali we mnie i w moim rodzeństwie poczucie dumy narodowej, uwrażliwiali na los naszych przodków, na niesprawiedliwość i wartość Prawdy. Ale gdy jest się małym dzieckiem, wszystko się wydaje czarno-białe. Dopiero zderzenie z realnym życiem pokazuje, że tak nie jest. Bohaterowie często nie są doceniani a usprawiedliwiamy tylko ich oprawców. „Podziemna Armia Powraca” to fantastyczne widowisko opowiadające o Żołnierzach Wyklętych. Zrealizowane z rozmachem, w formie teledysków, może dotrzeć do większej ilości osób – szczególnie młodzieży.
 
Sceny w których Pani występuje są jednymi z najbardziej drastycznych. Jak Pani je przeżyła?
 
AW: Psychicznie najcięższe było rozstrzelanie, gdyż je kręciliśmy jako pierwsze. Jeszcze nie zdążyłam się dobrze wczuć w nastrój ponurego więzienia, a już miałam klękać przy ścianie i zginąć. Bardzo pomógł mi przy tej scenie operator Pan Krzysztof Miller, który wprowadzał mnie krok po kroku w totalną rozpacz tuż przed strzałem w tył głowy. Starałam się myśleć o mojej zmarłej babci, która jako historyk i założycielka Solidarności Nauczycielskiej w jej rodzinnym mieście, byłaby ze mnie pewnie bardzo dumna. I wtedy uroniłam swoją pierwszą łzę na planie.
Drugą ciężką próbą – szczególnie fizycznie – było oblewanie wodą. Siedziałam dosyć długo w samej koszuli w łaźni więziennej zanim nakręcono tę scenę pierwszy raz z dalekiego planu. Po pierwszym oblaniu wodą też sporo czekałam, zanim ustawiono drugą kamerę ze zbliżeniem na moją twarz. Wtedy naprawdę dygotałam z zimna. Ale z tej sceny byłam bardzo dumna.
 
Jak odebrały obydwie Panie efekt finalny. Widząc się na ekranie człowiek często traci dystans do tego co widzi i wszystko wydaje mu się genialne i pozbawione wad. Jak jest w Waszym przypadku?
 
AW: Początkowo nie byłam ze swojej gry zadowolona, ale gdy ujrzałam łzy na twarzy znajomych i rodziny podczas oglądania scen ze mną, zrozumiałam, że zrobiłam to jak należy. Im dłużej przebywałam w więzieniu tym bardziej zdawałam sobie sprawę, że dylemat – wydać innych członków AK lub nie wydać i być bitym czy rozstrzelanym, mógłby przecież dotyczyć również mnie . Był to czas na refleksję na temat własnej siły ducha i czy ja też potrafiłabym wytrzymać to piekło, czy dała się złamać...

Samo widowisko przyprawiło mnie o dreszcze i łzy wzruszenia. Nie brakowało w nim momentów dylematów moralnych, szczególnie w piosence „Egzekucja”, gdzie w rękach polskiego żołnierza spoczywał los żołnierza radzieckiego. Ta piosenka szczególnie mi utkwiła w pamięci, gdyż tekst polemizuje ze słowami Zbigniewa Herberta „Moja bezbronna ojczyzna przyjmie cię najeźdźco/ i da ci sążeń ziemi pod wierzbą i spokój/ by ci co po nas przyjdą uczyli się znowu/ najtrudniejszego kunsztu - odpuszczania win”.

Jestem dumna, że mogłam wziąć w nim udział, oraz cieszę się, że poznałam wiele wspaniałych osób podczas realizacji tego przedsięwzięcia.
 
MK: Dla mnie to widowisko jest fantastyczne  i odpowiada w 100%  naszej   dewizie, którą zawsze wyznajemy  w Pokoleniu: Precz z komuną.
 
 
Płyta w promocyjnej cenie 32 zł 90 gr + koszty przesyłki, do nabycia na www.pokolenie.org.pl. Zamówienia telefoniczne (32) 209 00 02. Informacje oraz sprzedaż Michał Szczepański 737 568 597 email: wydawnictwo@pokolenie.org.pl