Reżyserka ze wspomnień koleżanek, historii rodziny czy zapisków z pamiętnika Marii Kaczyńskiej tka jej portret. Obraz, który powstaje, nie jest ani bardzo wyraźny, ani bardzo jednoznaczny. I w tym tkwi jego wielka wartość. Ale z pewnością zaskakuje. Dłużewska pokazuje, jak niewiele wiedzieliśmy o Pierwszej Damie. Uświadamia też widzowi prostą prawdę – jak ważne jest, by wybierając prezydenta, poznać jego żonę.

„Mam trzy razy w tygodniu lekcję francuskiego i muzyki” – czyta Marta Kaczyńska, pochylona nad pamiętnikiem Marii Mackiewicz. Nie czyta sobie ani widzowi. Czyta swojej córce Ewie. Dziewczynka gra w innej scenie na pianinie stojącym pod wielkim portretem swojej babci. Szacunek do tradycji i rodziny nie bierze się znikąd.

Drzwi otwarte szeroko

Maria Kaczyńska jako prezydentowa właściwie codziennie dostawała zaproszenia na różne uroczystości. I starała się z nich korzystać. Widzimy, jak z lampką wina chętnie rozmawia z żonami prezydentów czy ambasadorów. Jak sama wspominała, choć nie lubiła się pakować, uwielbiała podróże z mężem prezydentem. Lubiła, gdy „drzwi były otwarte szeroko”. Jakkolwiek banalnie to zabrzmi, tak samo serdecznie rozmawiała z królową Elżbietą jak z panią z osiedlowego sklepu. Dłużewska daje nam szansę poczuć, że Kaczyńska w obu światach potrafiła być naturalna. – Mama tu kupowała, prawda? – pyta Marta Kaczyńska sprzedawcę warzyw na targowisku w Sopocie. Mężczyzna potwierdza. Widać, że wspomnienie tych spotkań z prezydentową wywołuje w nim ciepłe emocje. Sopot był dla Marii Kaczyńskiej jak przydomowe podwórko. Witała się z ludźmi na ulicy, przechodnie kłaniali się jej. Nie mogło więc dziwić, że niechętnie myślała o przeprowadzce do Warszawy. Tę serdeczność nadzwyczaj szybko jednak przeniosła do stolicy. Ci, którzy choć trochę ją znali, mówili o tym, jak ważny był dla niej szacunek do drugiego człowieka. Panie w sklepie mięsnym na Powiślu wciąż wspominały, jak przychodziła do nich miła, otwarta kobieta. Jak chętnie mówiła o swojej rodzinie, jak opowiadała, że chciałaby zaskoczyć męża jakimś daniem, jak machała im przez witrynę, przechodząc obok sklepu. Jakże były zdziwione, gdy dowiedziały się, że to żona – jeszcze wtedy – prezydenta Warszawy.

Tę serdeczność widać było również w relacjach małżeńskich. O niezwykłej i wciąż gorącej miłości mówią nie tylko członkowie rodziny Kaczyńskich. Mówią to też filmowe obrazki pierwszej pary. Mówi wzrok wpatrzonego w żonę prezydenta.

Dumka, katarynka, jazz

Proces odkrywania sposobu życia Pani Prezydentowej, jej systemu wartości i zasad, którymi się w życiu kierowała, oraz niezwykłego wdzięku, inteligencji i poczucia humoru był naprawdę fascynujący, a dla mnie osobiście również bardzo ważny – mówi Maria Dłużewska w rozmowie z „Gazetą Polską”. Reżyserka daje się „porwać” swojej bohaterce. – Uznałam, idąc za postacią i sposobem myślenia pani Marii, że równie ważny jak opowiadanie o niej samej jest kontekst, w jakim jej życie się toczy – mówi „Gazecie Polskiej”. To widać nie tylko w filmowym kadrze i czuć w mniej oficjalnych opowieściach bohaterów, ale słychać też w muzyce. Oprócz poruszającego utworu „Smoleńska droga” Bułata Okudżawy w wykonaniu Angeliki Koroszyńskiej-Górnej mamy muzykę ludową z Wileńszczyzny, która towarzyszy opowieści o tamtych stronach, słyszymy katarynkę, gdy jesteśmy Warszawie, muzykę w klimatach kultury japońskiej podczas zagranicznych wyjazdów, skomponowaną przez Janusza Grudzińskiego z „Kultu”, czy kawałki jazzowe, które przenoszą nas w czasy studenckie pani Marii w Sopocie.

Ich bliscy mówią, że Kaczyńscy mieli udane życie. Dłużewska bardzo subtelnie pokazuje, jak marzenia w życiu Marii Kaczyńskiej się spełniały. Gdy np. dowiadujemy się o biedzie, jaką cierpiała bohaterka na studiach, widzimy suto zastawione stoły pałacu prezydenckiego. Takich kontrastów w filmie jest więcej. I stanowią one ogromną wartość produkcji. Widać tu wprawną rękę montażysty Pawła Suchty, który wraz z Marią Dłużewską tworzył filmy „Polacy”, „Testament” czy „Córka”.

Cały czas szli za nami Rosjanie

– Cały czas szli za nami Rosjanie. Prześladowali od początku. Od Wileńszczyzny [gdzie urodziła się Maria Mackiewicz – przyp. red.], przez Człuchów, Warszawę i Katyń – mówi w filmie Henryk Mackiewicz, stryjeczny brat Marii Kaczyńskiej. Właściwie historię jej rodziny można zamknąć jednym zdaniem Danuty Mackiewicz, stryjecznej siostry Marii Kaczyńskiej, która mówi: – Jesteśmy spadkobiercami Workuty, Syberii, Monte Cassino, Katynia i teraz Smoleńska. Film, przybliżając sylwetkę Pani Prezydentowej, pokazuje, że nie stała ona w cieniu swojego męża. Ten cień, jeśli się pojawiał, to właśnie albo w dramatycznej historii rodziny, która przelewała krew za wolność, albo był to cień… skrzydeł tupolewa. Ciarki przebiegają po plecach, gdy słyszymy w filmie, że Maria podczas swojego ostatniego sylwestra wpatrywała się w ciemność za oknem. Była nieobecna. Coś ją martwiło…