– Mam zamiar rozpocząć własną, prywatną kampanię pod hasłem: „Nie daj się nabrać operatorom” – mówi portalowi niezalezna.pl Tomasz Sakiewicz. Redaktor naczelny „Gazety Polskiej” zapowiada też, że będzie namawiał innych – którzy również poczuli się przez operatora pokrzywdzeni – aby zgłaszali się do nas i informowali o tym.

T-Mobile zaproponowało mi wymianę aparatu telefonicznego za 429 złotych – płacę tam duże rachunki, ponieważ używam wyłącznie prywatnej komórki – na co się zgodziłem. Po jakimś czasie przysłano mi aparat o sto złotych droższy i dużo gorszy. Nie przyjąłem go i powiadomiłem, że przenoszę się do innego operatora. Podczas rozmowy konsultant zaproponował, że w ramach rekompensaty obniżą mi cenę – opowiada Tomasz Sakiewicz.

Na tym się jednak nie skończyło. – Okazało się, iż nowa propozycja polegała na tym, że mam teraz aparat dwa razy droższy. Poinformowano mnie też, że skoro tak długo czekałem i się zastanawiałem, nie mają dla mnie żadnej oferty. Chciałem rozmawiać z kimkolwiek z kierownictwa, ale powiedziano mi, że nie ma takiej możliwości i albo rozmawiam z nimi, albo do widzenia. Trzeba dodać, że jestem w tej sieci przez dziesięć lat – podkreśla redaktor naczelny „Gazety Polskiej”.

Opisaliśmy całą sprawę w e-mailu, którego wysłaliśmy do biura prasowego T-Mobile. Dołączyliśmy także kilka pytań. Niestety, do momentu publikacji tekstu, odpowiedzi na pytania, czy choćby kontaktu telefonicznego, nie doczekaliśmy się.

Zdaniem Tomasza Sakiewicza, jego przypadek nie jest odosobniony. – Słyszałem, że ta praktyka jest tam powszechna – konsultant umawia się na jedno, a otrzymuje się drugie. Jednocześnie nie ma żadnego trybu, dzięki któremu można by się odwołać. Gdybym wiedział, że zostanę tak potraktowany, zmieniłbym operatora dużo wcześniej – zaznacza Sakiewicz.

Naczelny „GP” nie zamierza jednak na tym poprzestać. – Chyba źle trafili. Zachęcam też wszystkich, których spotkało to samo, co mnie, aby zgłaszali się do nas i informowali o tym – mówi Tomasz Sakiewicz.