- Na WKU można uzyskać informacje na temat form służby i szkolenia ochotników i one są spełnione. Mamy jednak pewien dysonans między oczekiwaniami a faktami. Miałem wczoraj telefon od pana, który powiedział, żebym go zapisał, bo on w sobotę i niedzielę przyjdzie na strzelanie z synami i my mu zapłacimy po 70 zł za każdy dzień tego szkolenia. Przecież nie o to tutaj chodzi - tłumaczy portalowi niezalezna.pl kmdr Janusz Walczak, dyrektor Departamentu Prasowo-Informacyjnego MON. W ten sposób skomentował coraz częściej pojawiające się informacje, że WKU odsyła ochotników z kwitkiem.

"Od 1 marca każdy mężczyzna podlegający powszechnemu obowiązkowi obrony może ochotniczo zgłaszać się do swojej macierzystej Wojskowej Komendy Uzupełnień, by złożyć akces do odbycia szkolenia wojskowego. Taką samą deklarację mogą składać także kobiety zainteresowane odbyciem szkolenia. Jest to oferta skierowana przede wszystkim do osób w wieku 18-50 lat, które nie były w wojsku, a chciałyby odbyć przeszkolenie wojskowe. Dotyczy ona także tych chętnych w wieku 18-60 lat, którzy odbyli służbę wojskową, a teraz mogą zostać przeszkoleni w ramach ćwiczeń rezerwy" - informują Wojskowe Komendy Uzupełnień w całym kraju. 

Tymczasem w WKU
Jak wygląda to w "realu"? Portal TVN24.pl podał przykład mieszkańca Sanoka. "Po informacji w mediach o przyjmowaniu zgłoszeń do odbycia szkoleń wojskowych, odwiedziłem w poniedziałek nasze WKU. I co się okazało? Nie mają pojęcia o takiej akcji" - napisał na Kontakt 24 mężczyzna. Podobne problemy pojawiły się w stolicy. "Właśnie wracam z WKU, gdzie nic nie wiedzą o żadnych zapisach na ćwiczenia" - pisał w poniedziałek na Twitterze mężczyzna, który odszedł z kwitkiem z WKU Warszawa-Śródmieście na Żoliborzu. "Powiedziano mi, że WKU działa w oparciu o prawo, a żadne rozporządzenie/zarządzenie/nowelizacja ustawy do nich nie dotarła" - dodawał. Pod tymi przykładami pojawił się też inny komentarz: "Dzisiaj z rana dzwoniłem do swojej WKU, żeby się upewnić, czy jest sens urywania się z roboty w Warszawie. No i okazało się, że gdzieś nie zatrybiło, bo nie wiedziano o czym mówię. Tyle, że na szczęście obsługująca mnie Pani wzięła moje dane i będzie na bieżąco informować w sprawie". 


Opinie na temat szkoleń
Na forum kpasg.net można przeczytać opinie: "Większość ochotników traktuje wojo jako "pracę" od 7 do 15 od pon-pt a nie jako służbę. Nęceni mundurówkami, stabilnym zatrudnieniem i pracą "państwową". Pasjonaci nie mają szans na przebicie się. Widać to na poziomie szkolenia w przestarzałym sprzęcie, procedurach oraz podejściu osób szkolących" czy "Podejście Naszej armii jest wręcz powalające, nastawione na wyzysk "szarego człowieka", który da się omamić niebotycznymi wizjami kariery, zarobku itp. Co w rzeczywistości mamy? Armie emerytowanych oficerów jeszcze z czasów słynnego powiedzenia "nie matura, a chęć szczera...." blokujących etaty i robiących wszystko by się przy żłobie utrzymać, nie mając pojęcia o przyszłości ani Matki armii, ani kraju bo liczy się tylko tu i teraz".

Jest też również analiza jednego z internautów: "Tak z ciekawości - w jakim celu ma być to szkolenie?? Ma być to dla tych którzy chcą iść na chwilę pobawić się w wojsku i się później pochwalić że tam byli (czyli przeszkolenie dla przeszkolenia) czy ma to zastąpić NSR i być przepustką do dalszej możliwości starania się o zostanie w służbie zawodowej?? 
Bo jeśli to pierwsze to powiem tyle - jeśli ktoś chce się nauczyć tak przydatnych rzeczy jak:
- chlanie na kompanii kitrając się po kątach i przemycania wódy na kompanię - to polecam iść z kumplami do baru, też się napijecie ale w cywilizowany sposó i bez ryzyka kryminału jak Was ktoś przyłapie
- jazdy ze szmatą/mopem na rejonach - to lepiej pomóżcie żonie/dziewczynie/matce, przynajmniej zapunktujecie u ww
- czyszczenia i pastowania butów - to weźcie się za swoje cywilne, przynajmniej zawsze będziecie chodzić w czystych
- ścielenia łóżka - to samo co w przypadku sprzątania rejonów
- ładnego chodzenia - po wuja to komu?? (pomijam fakt że to ładne chodzenie wygląda tak na prawdę kretyńsko a nie ładnie)
- nauki tony kretyńskich regulaminów - to lepiej nauczcie się czegoś do szkoły/na studia/douczcie się języka, będzie z tego przynajmniej jakaś wymierna korzyść
- zakładanie archaicznych kombinezonów p-chem i masek p-gaz, rozpieprzonych i zdekompletowanych jak się tylko da, starszych od większości z nas tutaj - po wuja to komu?? a jak już ktoś ma ciśnienie to komplecik w 100 razy lepszym stanie można kupić na allegro za 20-40PLN
- poznania nowoczesnego oporządzenia typu pasoszelki i parciana ładownica, pamiętających bitwę pod Austerlitz - zakładam że wszyscy jesteśmy normalni więc po raz kolejny - po wuja to komu?? a jak już ktoś ma ciśnienie to komplecik w 100 razy lepszym stanie można kupić na allegro za 5-10PLN
- kopania rowów żeby się w nim położyć nie wiedzieć po co - skopcie ogródek albo idźcie pobiegać, większy pożytek + możliwość zapunktowania u Pań wymienionych w punkcie o sprzątaniu
- strzelania w powietrze (nazywanego hucznie strzelanie p-lot z kbk AK) - bo nikt nie za bardzo wie co lecącego można strącić kałachem w XXI wieku (balonów meteo nie liczymy), (rzucania kałachem też nie mimo że, wbrew pozorom, byłoby to zapewne skuteczniejsze niż strzelania z niego w powietrze)
- czołgania się w jedyny słuszny sposób - bo przecież jak wiadomo czynność jest tak skomplikowana że trzeba się jej uczyć a technika czołgania prawidłowa jest tylko jedna i miliona innych takich samych albo większych bzdur jak te powyżej a których wymieniać mi się już nie chce, to polecam gorąco, to szkolenie jest właśnie dla Ciebie.
Natomiast jeśli ta druga opcja czyli przepustka do zawodowej służby wojskowej to radzę zapomnieć słowo "chętni" bo będzie tak jak teraz - jak nie masz wysoko postawionego ojca/wujka to i tak się nie dostaniesz a nawet jak po paru latach czekania uda się komuś dostać na szkolenie to o etacie i tak może zapomnieć (chyba że kogoś bawi siedzenie na zadupiu w środku lasu, bez możliwości przeniesienia się do innej jednostki bliżej cywilizacji i bez możliwości awansu a tym samym dostania kopa po 12 latach służby). To mówiłem ja - człowiek który po 2 latach szarpania się, robienia kursów i latania z kwitami ma za sobą NSR, ćwiczenia rotacyjne (i za tydzień kolejne przede mną) i brak szansy na etat inny niż zadupie na 12 lat o czym wspominałem powyżej".


Co na to MON?
- Na WKU można uzyskać informacje na temat form służby i szkolenia ochotników i one są spełnione. Mamy jednak pewien dysonans między oczekiwaniami a faktami. Miałem wczoraj telefon od pana, który powiedział, żebym go zapisał, bo on w sobotę i niedzielę przyjdzie na strzelanie z synami i my mu zapłacimy po 70 zł za każdy dzień tego szkolenia. To przecież nie o to tutaj chodzi - mówi portalowi niezalezna.pl kmdr Janusz Walczak dyrektor Departamentu Prasowo-Informacyjnego MON.

Podaje przykłady obecnych typów szkoleń: - Szkolenie jest dla rezerwistów, którzy chcą się w tym nadal doskonalić co już umieją. Pierwsza jego forma polega na tym, że armia wybiera z nich ludzi, których chce przeszkolić ponieważ mają unikatowe umiejętności i trzeba ich dostosować do obecnych warunków, a jest dysonans między tym co było w wojsku gdy oni służyli i tym co jest obecnie. Takie szkolenie trwa jeden, kilka dni, albo nawet 90, ale kończy się zazwyczaj w ciągu 30 dni. Jest też inna formuła. Narodowe Siły Rezerwowe poprzez WKU prowadzą szkolenie przygotowawcze ochotników przez 4 miesiące w sposób stacjonarny, co kończy się przysięgą i nadaniem i nadaniem przydziałów mobilizacyjnych. Taka osoba może wstąpić do NSR, albo ma otwartą furtkę by zostać żołnierzem kontraktowym czy zawodowym w polskiej armii. Trzecią formą są kwalifikacje wojskowe gdzie w tym roku ok. 270 tys. ludzi stawi się przed komisjami WKU i oni zweryfikują tych kandydatów. Jednym z warunków szkolenia jest przejście przez komisję lekarską - mówi. 

Walczak pytany o to, że wojsko kojarzone jest dziś z ciągle kadrą pracującą do godz. 15.00, bez etosu deklaruje: - Żołnierze pracują tak jak wszyscy, ale jak są ćwiczenia na poligonie to nikt nie schodzi przecież z poligonu o 15.00. Jeśli chodzi o badania opinii publicznej to zaufanie społeczne do wojska wynosi 76 proc. poparcia i jest najwyższe. Dziś żołnierze jak się szkolą to nie zajmują się sprzątaniem, grabieniem trawników czy malowaniem - bo jest to jako usługa wykupywanie na rynku publicznym i żołnierz jest za wartościowym elementem by tracił na to czas. On ma się zajmować swoimi rzeczami. Zostałem żołnierzem zawodowym w listopadzie 1989 r. i nie odczuwam braku etosu w wojsku, może dlatego, że służyłem w marynarce. Nasza 100 tys. armia naprawdę nie ma dziś się czego wstydzić. Jest na pewno bardziej efektywna niż 260 tys. żołnierzy którzy służyli, gdy ja zaczynałem swoją służbę w wojsku - podsumowuje Walczak.