Złożyła protest wyborczy przeciw ważności wyborów samorządowych, teraz jej rodzina jest zastraszana. Dorota Stańczyk, członek Wojewódzkiej Komisji Wyborczej w Katowicach podczas niedawnych wyborów samorządowych, w rozmowie z niezalezna.pl zapewnia, że nie zamierza się poddawać. – Jest to przykre, bo moja rodzina się boi. Niewątpliwie działania tych osób mają związek z moją walką z fałszerstwami. Chcę jednak jasno powiedzieć, że nie mam zamiaru rezygnować, nie poddam się! – podkreśla. Z powagą  dodaje też, że nie zamierza popełniać samobójstwa.
  
Ja się nie zastanawiam czy te wybory były uczciwe czy nie. Bo to dla mnie jest zupełnie jasne. Po wszystkich błędach, które widziałam, nieprawidłowościach i chaosie, którego byłam świadkiem zastanawiające jest tylko to, czy to była tylko zła wola czy umyślne fałszerstwo – mówiła portalowi niezalezna.pl Stańczyk. CZYTAJ WIĘCEJ

Teraz dowiedzieliśmy się, że rodzina kobiety dostaje pogróżki. Dwóch mężczyzn przyszło do pracy mojego taty. Jeden powiedział o mnie: „Jeśli ona zamknie ryja, to pomożemy” – opowiada Dorota Stańczyk w rozmowie z niezalezna.pl. Kobieta przyznaje, że ostatnio ktoś zaczął straszyć jej rodzinę.
 
Jest to przykre, bo moi najbliżsi się boją. Niewątpliwie ma to związek z tym co robię, z walką z fałszerstwami wyborczymi. Chcę jednak jasno powiedzieć, że nie mam zamiaru rezygnować. Cokolwiek nie zrobią, to nie poddam się – tłumaczy.
 
Dopuszczono się też aktu wandalizmu. Zniszczono mienie Stańczyk. – W sobotę w nocy zniszczono nam kłódki na zewnątrz budynku. Rodzina jest śmiertelnie przerażona. Ktoś nas zastrasza – mówi i dodaje poważnie: Samobójstwa nie mam zamiaru popełniać, jestem zdrowa na umyśle. Cieszę się życiem.
 

Dorota Stańczyk, członek Wojewódzkiej Komisji Wyborczej złożyła protest wyborczy przeciw ważności wyborów samorządowych. Dotyczył on posłużenia się przez przewodniczącego PKW Stefana Jaworskiego danymi ze sfałszowanego w Katowicach protokołu Wojewódzkiej Komisji Wyborczej, zawierającego dodane „fikcyjne” 130 tysięcy głosów. W praktyce prawdziwy protokół wyniku wyborów został zastąpiony falsyfikatem, ale Dorota Stańczyk dysponuje fotokopią obu dokumentów.



Stańczyk złożyła osiem wniosków dowodowych, ale w połowie stycznia Sąd Okręgowy w Katowicach zdecydował o odrzuceniu wszystkich. Wywołało to protest osób zebranych na sali rozpraw. Skandowano: „na Białoruś!”.
 
W połowie lutego zapadł wyrok w tej sprawie. Sąd badający jak "znikło" 130 tysięcy głosów w jesiennych wyborach do Sejmiku Województwa Śląskiego, uznał, że wszystko było w porządku. W ten sposób protest wyborczy został oddalony. CZYTAJ WIĘCEJ

Do dnia dzisiejszego nie ma uzasadnienia oddalenia tego protestu wyborczego – przyznaje w rozmowie z nami Dorota Stańczyk.

Cały czas czekamy, co wymyśli sąd...