Harce już były, efekty też są

  

Zdaniem Autora Jakuba Pilarka powołanie Ruchu Kontroli Wyborów otworzyło drogę do gier operacyjnych i agenturalnych harców, bez ruchu, jak wiadomo, żadnych gier by nie było. Faktycznie gdybyśmy nic nie robili, to z pewnością infiltracja byłaby zbędna.

Szanowny Autor pisząc, że „jedyną siłą zdolną przeprowadzić realną kontrolę wyborów jest Prawo i Sprawiedliwość”, zapewne bezwiednie właśnie wykonał swoją rolę w harcach, których tak się obawia. Zmusił mnie bowiem do postawienia pytania: gdzie są wyniki kontroli wyborów autorstwa PiS-u
– bo już tą kontrolą się zajmował. No czekam. PiS już pokazał, co potrafi. Jeśli zadanie kontroli „przekracza możliwości ruchów społecznych” i może tego dokonać tylko PiS, to nie widzę rezultatów tej kontroli, którą PiS zapowiadał i wykonał. Czyżby więc sabotaż? Ale przecież sabotaż występuje tylko w formule otwartej, a „struktury partyjne dawałyby tu daleko większe możliwości weryfikacji”. Co więc się stało, że nie dały? Czyżby nie chcieli dokonać weryfikacji? A może infiltracja? Ale ta przecież jest niemożliwa, więc pozostaje jednak sabotaż.

Otwarta formuła

I tak Autor, broniąc aparatu PiS-u, oddał mu niedźwiedzią przysługę, kompromitując ideę dokonania kontroli przez tę, zresztą przez każdą, partię. Mógłbym dalej znęcać się nad PiS-em, ale myślę, że wystarczy, by pokazać, że recepta proponowana przez Autora już poniosła klęskę. Zlituję się też, bo nie sądzę, by aparat PiS-u darował Autorowi wyniki tej prowokacji.

Jak Autor twierdzi, niemożliwe jest powołanie „całkowicie niezależnego ruchu wolnego od osób z bogatą kartoteką kompromitowania prawicy”. Rozumiem, że utworzenie zhierarchizowanej partii daje taką możliwość. Nie będę dalej znęcał się nad Autorem, wymieniając długą listę nazwisk, które kompromitowały takie organizacje, a zwłaszcza PiS, rzekomo odporny na „osobników z kartoteką” jako organizacja ściśle zhierarchizowana. Nazwisko „Kaczmarek” coś mówi?

Autor udaje czy nie wie, że osoby chcące włączyć się w ową legendarną kontrolę wyborów rzekomo wykonaną przez PiS były odrzucane przez aparat, który wolał, by nikogo w komisjach nie było. I kandydatów odrzucono nie dlatego, że zostali zidentyfikowani jako agenci, ale raczej dlatego, że agentami nie byli, a postrzegano ich jako konkurentów, którzy czegoś dokonają, a więc będą lepsi. Czy mam kontynuować?

Agentura i infiltracja w ustroju totalitarnym lub autorytarnym są zawsze obecne. Nie da się tego uniknąć, ale można je i ich skutki ograniczyć i właśnie otwarta formuła, brak hierarchii i amorficzna struktura daje takie możliwości. Dziwię się, że Autor tego nie rozumie, żyjąc w epoce Al-Kaidy – jedynej organizacji, która jest na infiltrację odporna.

Ciekawość Dukaczewskiego

To właśnie zhierarchizowane zamknięte struktury są marzeniem bezpieki. Wystarczy wtedy kilku agentów, by nimi sterować. Bezpieka i wywiad zawsze rekrutują sekretarki i ludzi drugiego planu, którzy mogą sterować liderami. Ta metoda zawodzi, gdy liderów jest wielu, a jedne ogniwa mogą przejmować zadania innych. Co więcej, najlepszym lekarstwem na infiltrację jest masowość. I każdy, kto zna historię Solidarności, o tym wie. Dopiero zniszczenie masowego ruchu dało bezpiece kontrolę nad organami kierowniczymi podziemia. O infiltracji TKK słyszeliśmy?

A tak na marginesie. Przecież redakcje pism niezależnych, portale, telewizje są dość zhierarchizowanymi organizacjami. Gdzie są gwarancje, że tam nie zalęgła się agentura i bezpieka nie prowadzi gier operacyjnych? Czy mam kontynuować, podając przykłady? Może by tak w ramach walki z infiltracją wszystkie tytuły zlikwidować?

Autor oburza się, że Ruch jest „zarządzany przez wszystkich-i-nikogo”. To samo spędza sen z oczu Dukaczewskiemu. Gdyby wszystko było wiadomo, wystarczyłoby unieszkodliwić te kilka osób, a tak ich zadania przejmą inni. Przypomina się historia Powstania Styczniowego, gdy władzę miał ten, kto zdobył pieczątkę Rządu Narodowego. Na szczęście Ruch takiej jednej pieczątki nie ma, więc nie można go opanować od góry.

Autor odkrył, że „grożą nam gry operacyjne, których celem jest rozbijanie…”. I okazuje się, że gdyby Ruchu Kontroli Wyborów nie było, to zagrożenie by znikło albo się zmniejszyło. Mam lepszy pomysł. Rozwiążmy PiS, to zagrożenie jeszcze bardziej się zmniejszy.

Najlepiej, jak Autor sądzi, o fałszerstwach nie gadać, bo po co. Mam pomysł: może też nie gadać o korupcji, bezprawiu, kłamstwach. To przecież zniechęca ludzi, gdyż takie jest pesymistyczne i mogą na PiS nie zagłosować. No to mówmy o tym, jak Polska się pięknie rozwija, jest radośnie, optymistycznie i „tak swobodno dyszit cziełowiek”. Na pewno wygramy.

A co zrobimy, jak znów sfałszują – pyta Autor? A o tym Autor i pan Dukaczewski dowiedzą się, kiedy przyjdzie na to czas. Nie będzie z góry informacji.

Uśpiony aparat

Autor odkrył, że „poszerzając elektorat, fałszerstwa utrudniamy”. O ile wiem, ostatnio poszerzyliśmy elektorat, rozumiem więc, że fałszerstwa utrudniliśmy. Ale mieli trudno, żeby uznać ponad 5,2 mln głosów za nieważne. Jak to musieli się napocić, ile wysiłku. Jak następnym razem znów poszerzymy elektorat, to rozumiem, że utrudnimy fałszerzom życie, bo będą musieli uznać 10 mln głosów za nieważne. Już się zapewne martwią, jak będą musieli się męczyć. Ale na szczęście Ruch Kontroli Wyborów im tę pracę ułatwi. Co innego, gdyby go nie było. Zgroza. Harakiri.

Pisząc o promocji Andrzeja Dudy, Autor nie rozumie, że celem Ruchu nie jest promowanie kogokolwiek, a zerwanie z tradycją fałszowania wyborów. Gdyby bowiem Andrzej Duda zdobył nawet 100 proc. głosów, to fałszerze podadzą, że nikt na niego nie głosował, a my nie będziemy wiedzieli nawet, ile liczy nasz elektorat i czym się charakteryzuje. Bez tego zaś wszelka dalsza strategia jest niemożliwa.
Ruch nie promuje nikogo, tylko umożliwia dowiedzenie się, ilu zwolenników naprawdę ma każdy kandydat. I w takie zadanie mogą się włączyć również rywale Dudy z pożytkiem dla wszystkich, a na promocję innego kandydata niż własny nawet pięciu minut nie poświęcą. Czyli daje to masowość Ruchu, co jest właśnie najlepszym lekarstwem na ograniczenie skuteczności infiltracji.

Autor nie rozumie, że nas aparaty partyjne nie obchodzą. Ruch jest ofertą dla bezpartyjnych i dołów partyjnych – największego wroga aparatu, który zażiriłsia (stłuściał) i marzy tylko o jednym – świętym spokoju.

Autor nie rozumie, że ani Paweł Kukiz, ani Grzegorz Braun, ani Jarosław Kaczyński o doborze kadr nie decydują. Kadry wykuwają się w pracy. To działanie jest najlepszym selekcjonerem.

Ruch aktywizuje ludzi, jest dla nich ofertą działania, aparat ich usypia. I tak przecież będą musieli głosować na nas, bo nie mają wyboru, więc nie musimy się z nimi liczyć. A o tym, ile uznają nam głosów, decyduje kto inny. To ten ktoś inny jest ważnym interlokutorem, nie wyborcy.

Bez aktywizacji mas żadnych zmian nie będzie. Autorowi polecam jednak aktywizować aparat. Będę miał duży ubaw.

Powyższy artykuł jest odpowiedzią na tekst Jakuba Pilarka „Zapraszamy do agenturalnych harców”, który ukazał się we wczorajszym wydaniu „Codziennej”.
 

cały czas zbieramy podpisy pod petycją do OBWE ws. przysłania obserwatorów. Zwrócimy się też bezpośrednio do centrali o Parlamentu Europejskiego
http://citizengo.org/pl/signit/19312/view
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts