Gdybyśmy mieli płacić stawki filmowe dla statystów, to ta produkcja nigdy by nie powstała. Chciałbym podziękować wszystkim, którzy z patriotycznych pobudek i chęci zrobienia czegoś fajnego włączyli się w projekt „Podziemna Armia Powraca” – ku czci Żołnierzy Wyklętych – mówi w rozmowie z Sylwią Krasnodębską, Przemysław Miśkiewicz, pomysłodawca widowiska „Podziemna armia powraca”.
 
Widowisko „Podziemna Armia Powraca” to duża produkcja patriotyczna. Zaangażowali się w nią nie tylko muzycy, ale też aktorzy, statyści i… sami Wyklęci. Za dwa dni na rynku pojawi się płyta DVD z zarejestrowanym multimedialnym koncertem. Skąd pomysł na taki projekt?
To jest już trzecia płyta DVD o treści patriotycznej, którą wydaliśmy. Poprzednie to: „16.12.1981”mbędąca zapisem koncertu sprzed kopalni Wujek w XXX rocznicę zamordowania górników, „Za wolność 1863”, która  była poświęcona Powstaniu Styczniowemu. Właściwie mówienie o koncertach i płytach jest w pewnym sensie nie do końca zgodne ze stanem faktycznym. W obydwu wypadkach były to zapisy widowisk. Ale zawsze chcieliśmy zrobić coś o Żołnierzach Wyklętych, więc gdy się nadarzyła okazja…
 
Co znaczy „nadarzyła się okazja”? Pojawił się Święty Mikołaj i powiedział: masz tu pół miliona i zrób fajne widowisko? Bo chyba o takim budżecie można tu mówić?
No, tak dobrze to nie było, kwota była o wiele mniejsza, ale taki Święty Mikołaj rzeczywiście się pojawił. Tylko jak to ma w zwyczaju, nie chciał, żeby go ktośœzobaczył. Dlatego nigdzie nie jest wymieniony. Zadzwoniłem do Pawła Piekarczyka i powiedziałem mu, że chcemy wydać „Podziemną Armię” w najlepszym rynkowym stylu. Z dobrym dźwiękiem, wizualizacjami, z nagraniem koncertu z kilku kamer. Paweł zgodził się od pierwszego strzału i po jakimśœczasie spotkaliśmy się z Nim i z Leszkiem Czajkowskim w naszym biurze w Katowicach. Koledzy powiedzieli, że Pan Jerzy Zelnik również jest zainteresowany udziałem w projekcie i wtedy stało się jasne, że musi się udać. Na spotkaniu był też mój współpracownik Łukasz Kobiela, człowiek renesansu, który posiada wszelkie możliwe umiejętności, żeby móc stworzyć wizualizacje, wyreżyserować koncert, pospinać wszystko i potem dopilnować montażu płyty.
 
Spotkaliście się i co dalej? Przecież koncert trwa prawie godzinę, do wszystkich utworów są zrobione konkretne filmiki, z których każdy jest osobną całością. To była poważna produkcja filmowa. W niektórych utworach doliczyłam się ok. 30 statystów. To wszystko kosztuje.
Tak, gdybyśmy mieli płacić stawki filmowe dla statystów, to ta produkcja nigdy by nie powstała. A płacić nie mieliśmy z czego. Przy tej okazji chciałbym podziękować wszystkim, którzy z patriotycznych pobudek i chęci zrobienia czegoś fajnego włączyli się w ten projekt.
 
Kto konkretnie?
 
Członkowie grup rekonstrukcyjnych, pracownicy IPN-u Katowice, koledzy ze Stowarzyszenia Cześć i Chwała Bohaterom z Jastrzębia i cała masa innych patriotów, w tym członkowie Pokolenia. Gdyby nie udało się znaleźć tylu chętnych do patriotycznej pracy społecznej, nic by z tego nie wyszło. Bardzo symboliczna jest krótka rólka zagrana przez Włodzimierza Kapczyńskiego, który na przełomie lat 40. i 50. odsiedział sześć lat za udział w zbrojnym związku, czyli antykomunistycznej organizacji młodzieżowej, a w 1981 r. do połowy 1982 r. był internowany. Oprócz tego role Andrzeja Rozpłochowskiego – legendy antykomunistycznej opozycji, więźnia stanu wojennego, i Zygmunta Miernika, dwukrotnie internowanego w stanie wojennym, a obecnie wciąż ściganego i włóczonego po rozprawach za demonstracje przeciw reliktom komunistycznym. Zygmunt znany jest obecnie ze słynnego rzutu tortem w sędzię podczas procesu Kiszczaka. Innymi słowy, mieliśmy na planie praktycznie samych ideowych antykomunistów.
 
Ale żeby to wszystko pospinać, potrzeba profesjonalistów znających się na rzeczy.
Jednego z nich ma Pani przed sobą [śmiech]. Jak mówiłem, robiliśmy już takie sztuki, więc mieliśmy doświadczenie. Ale powiem szczerze, że tym razem efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. W tym momencie wielki szacun dla Łukasza Kobieli, który wspiął się na prawdziwe wyżyny. Bez niego byłoby to zupełnie niemożliwe. Łukasz po raz kolejny okazał się stuprocentowym profesjonalistą. Drugą osobą, tym razem z zawodowym przygotowaniem, był Krzysztof Miller – efekty jego pracy jako operatora kamery na planie wizualizacji, jak i podczas koncertu będziecie państwo mogli podziwiać podczas oglądania zapisu widowiska.
 
Wizualizacje, które Państwo przygotowali, mają tak mocny przekaz, że chwilami człowiek ma wrażenie, że sam jest wśród strzelających w lesie.
Głupio chwalić się czymś, co trochę samemu się zrobiło, ale powiem tak: zrobiliśmy najciekawsze przedsięwzięcie muzyczno-wizualne, jakie dotychczas powstało na rynku patriotycznym. Ciekawe jest to, że na DVD będzie można obejrzeć zapis koncertu, a po przełączeniu się na tak zwany kąt kamery (brzmi to groźnie, ale ta opcja jest w menu) będzie można zobaczyć same wizualizacje, słuchając równocześnie zapisu dźwiękowego.
 
Dziękuję Panu bardzo. Czy jeszcze zechce Pan powiedzieć dwa zdania do czytelników?
Wystarczy jedno: precz z komuną!