Gdy jedni mówią, że to amerykańskie patriotyczne arcydzieło, a inni, że pochwała zbrodni, my spróbujemy odgadnąć, co Clint Eastwood naprawdę chciał nam powiedzieć filmem „Snajper”. Superprodukcja, która zarobiła już grubo ponad 200 mln dol. i przyniosła największy kasowym sukces Eastwoodowi, jest już w polskich kinach - informuje "Gazeta Polska Codziennie".

W ponaddwugodzinnym filmie Clinta Eastwooda, speca od pokazywania w kinie wojennych weteranów, mamy próbę psychologicznego przedstawienia złożonej sylwetki żołnierza na misji. Snajpera z elitarnej jednostki SEAL, który bierze udział w krwawych akcjach w Iraku. Postać grana przez Bradleya Coopera jest autentyczna – to Chris Kyle, który w szeregach amerykańskich żołnierzy szybko zdobył przydomek „Legenda”, a w szeregach wroga – „Diabeł”. Wszystko za sprawą niebywałej skuteczności snajpera, który miał na koncie m.in. celny strzał z blisko 2 km do terrorysty uzbrojonego w wyrzutnię rakietową. Oficjalna liczba jego ofiar to 160, nieoficjalna 255. Komandos, którego zadaniem było celowanie do terrorystów z Iraku, osłaniał m.in. amerykańskie oddziały szturmowe. Chris pracował w Iraku również z naszym GROM em i nie krył ani w wywiadach, ani w swojej książce „Cel snajpera”, że był pod wielkim wrażeniem wyszkolenia polskich żołnierzy.

Reżyser i odtwórca głównej roli wielokrotnie podkreślali, że chcieli pokazać żywot żołnierzy na wielu płaszczyznach. Że adrenalina, która buzuje w ich organizmach, nadając im cechy zarazem polującego zwierzęcia i bezwzględnej maszyny, nie znika po wejściu na bezpieczny teren domowego ogródka. Że niebezpieczna misja zaszczepia w umyśle żołnierza wirus, który wyniszcza nie tylko jego organizm, ale też jego rodzinę. Eastwood w tych emocjonalnych sekwencjach nie jest mistrzem. Ale scena, w której Chris po powrocie z dziewięciomiesięcznej misji, choć bardzo tego pragnie, nie potrafi wrócić do domu, w którym czeka na niego stęskniona rodzina, mówi wszystko. Ta historia zarówno w rzeczywistości, jak i w filmie zatoczyła tragiczne koło. Snajper, za którego głowę płacono w Iraku 180 tys. dol., ginie w swoim rodzimym Teksasie z rąk weterana nieradzącego sobie ze stresem wywołanym traumami wojny...

Więcej w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie".