Chwieje się strategia gospodarcza i polityczna, którą przyjęto w Unii pod wpływem Niemiec, będąca wyrazem ich przywództwa w Europie. Chodzi o politykę finansową, koncentrującą się niemal wyłącznie na dyscyplinie budżetowej, oraz o dotychczasową politykę w konflikcie ukraińskim, wykluczającą pomoc militarną dla Ukrainy przez dostarczanie broni i szkolenie armii ukraińskiej, stawiającą na sankcje gospodarcze i negocjacje z Rosją - pisze Zdzisław Krasnodębski w „Gazecie Polskiej”.

Bunt Greków, którzy w demokratycznych wyborach powierzyli władzę lewicowej Syrizie, wywołał w establishmencie europejskim popłoch. W Berlinie i Brukseli obawiano się, że Grekom uda się zbudować koalicję wspierającą ich postulaty radykalnej zmiany polityki gospodarczej. Wydawało się, że Niemcy mogą zostać wyizolowane, a ich przywództwo zostanie zakwestionowane. „Czy wkrótce Merkel nie będzie miała w Europie nic do powiedzenia?” – pytał „Die Welt” w przeddzień wizyty nowego premiera Grecji Ciprasa we Francji, obawiając się, że Hollande poprze Ciprasa i że potem w jego ślady pójdzie premier Włoch Renzi.

Pojawiły się także napięcia między Niemcami a Centralnym Bankiem Europejskim w związku z zapowiedzią tzw. luzowania ilościowego, czyli skupowania na wielką skalę z rynku wtórnego aktywów państwowych i prywatnych. Z tego powodu szykuje się kolejny pozew przed niemiecki Trybunał Konstytucyjny, przygotowany między innymi przez Alternatywę dla Niemiec.

Antyniemieckie Południe

Obawy niemieckie wobec działań nowego rządu Grecji były tym większe, że w Europie istnieją silne, choć często skrywane resentymenty antyniemieckie. Pamięć o II wojnie światowej ciągle ma istotne znaczenie. Cipras rozpoczął swoje urzędowanie od odwiedzin w Kaisariani, miejscowości pod Atenami, gdzie Niemcy rozstrzelali w czasie II wojny światowej 600 członków greckiego ruchu oporu. „Die Welt” komentował to wydarzenie następująco: „Odwiedziny tego historycznego miejsca były politycznym oświadczeniem. Wówczas Wehrmacht okupował Grecję, dzisiaj Hellada znowu znajduje się pod niemieckim knutem. (...) Takie porównania można uznać za naciągane, a nawet za niesmaczne. Ale takie symboliczne gesty są pojmowane w lot nie tylko w Grecji”. Rzeczywiście, od podobnych gestów nie stronią Francuzi czy Włosi. A Grecy, jak wiadomo, domagają się coraz natarczywiej reparacji wojennych.

Po tygodniu greckiej ofensywy, w czasie której minister finansów Grecji Janis Warufakis, który zadziwia wszystkich swoją dezynwolturą i ubiorem, wypowiedział współpracę z tzw. Trojką, Berlin odetchnął – przynajmniej na chwilę. Okazało się, że poza wyrazami sympatii Grecja niczego konkretnego nie uzyskała. Nikt nie chce płacić za Ateny. Francja nie zdecydowała się na ostrą zmianę kursu, choć byłoby to tylko wypełnieniem obietnic wyborczych Hollande’a. Można rzec, że zwyciężył egoizm narodowy, gdyż mimo utyskiwań na obecną politykę zaciskania pasa, nikt nie chciał się zgodzić na umorzenie greckiego długu.

Niemcy od początku mogły liczyć na wsparcie krajów Europy Północnej. W czasie niedawnej wizyty w Finlandii EKR – grupy politycznej w PE, do której należy PiS – mogliśmy się przysłuchiwać w parlamencie fińskim przemówieniu przywódcy opozycyjnej Partii Finów, składającego wniosek o wotum nieufności w związku z sytuacją w Grecji i domagającego się od Greków zwrotu pieniędzy, które Finlandia wydała w ramach programów pomocy dla tego kraju.

Najistotniejsze wsparcie w tłumieniu buntu greckiego przyszło jednak z Frankfurtu, gdy Europejski Bank Centralny ogłosił, że przestaje akceptować greckie obligacje państwowe jako zabezpieczenie kredytów. Przywódca radykalnej lewicy francuskiej Jean-Luc Melenchon, poseł do PE, wysłał dramatyczny list do wszystkich ugrupowań politycznych PE, w którym mówił o tendencjach autorytarnych w Europie, wzywał Hollande’a do sprzeciwu, a swoich zwolenników do wyjścia na ulicę. Pisał: Ta decyzja i katastrofalna deklaracja Junckera, że „nie może być demokratycznego wyboru przeciw traktatom europejskim", to proklamowanie teorii ograniczonej suwerenności narodów Europy. Dzisiejszy dzień jest czarnym dniem w historii Unii Europejskiej.

Na razie sytuacja wydaje się opanowana, choć Grecy w tamtym tygodniu odrzucili uzgodnienia ministrów finansów. Opanowana – do wyborów w Hiszpanii. Tam do władzy może dojść podobna do Syriza partia Podemos, której przewodniczy równie charyzmatyczny jak Cirpas, Pabli Iglesias, obecnie także poseł do PE. A potem są wybory w Wielkiej Brytanii, gdzie UKIP może pokonać konserwatystów, oraz we Francji, gdzie w siłę rośnie Front Narodowy.

Którędy pójdzie Unia?

Dalsze istnienie Unii w obecnym kształcie nie jest już wcale pewne.

Dlatego nawet eurokraci uważają, że pewne modyfikacje dotychczasowej polityki są niezbędne. Wszyscy już są zgodni, że jest potrzeba impulsów inwestycyjnych i polityki gospodarczej nastawionej na wzrost, czego wyrazem jest plan Junckera. Zdaje się, że sławetna Trojka także odchodzi do lamusa.

Fakt, że w Grecji koalicja rządząca składa się z partii z dwóch biegunów spectrum politycznego, pokazuje, że w Europie zrodził się nowy podział polityczny – nie na lewicę i prawicę, lecz na tych, którzy są „in” i tych, którzy są „out”, na europejski establishment i partie protestu. „Insiderami” w UE są partie rządzące o proweniencji socjaldemokratycznej czy chadeckiej, a także Zieloni i liberałowie, „outsiderami” – partie z prawej i lewej strony oskarżane o populizm, odrzucające dotychczasową politykę w imię interesów „ludu”, „narodu”, „zwykłych ludzi”.

Ci, którzy występują przeciw obecnej, niemieckiej Europie, zerkają na Rosję. Powoli Rosja staje się protektorem tych sił politycznych, które nie akceptują kierunku obranego przez Unię, a więc też dominacji Niemiec, oraz są niechętne USA. Radykalna lewica i prawica zgodnie bronią Rosji na forum PE, krytykują wielki kapitał i politykę oszczędnościową. Gdy Ukraińcy widzą w Unii obietnice lepszej przyszłości, na południu Europy, w oczach wielu ludzi, zdominowana przez Niemcy Unia coraz bardziej staje się opresorem, a pomoc Rosji szansą na zmniejszenie gospodarczego i politycznego ucisku.

Ale skutki polityki Putina dla Europy nie są jednoznaczne, gdyż interwencja rosyjska na Ukrainie budziła lęk wszystkich Europejczyków. Sprawiła, że odżył sojusz francusko-niemiecki. Kryzys ukraiński wzmocnił pozycję silnych państw w Europie kosztem instytucji unijnych. Kolejna umowa w Mińsku uznana została za sukces Merkel. Jeśli jednak nie zostanie zrealizowana przez Putina, sukces szybko może przerodzić się w klęskę.

Gdzie będzie Polska

Widać zatem, że dla III RP czasy spokojnego „płynięcia z głównym nurtem”, czasy gnuśnej postpolityki, skończyły się. Choćby dlatego, że nie wiadomo, dokąd ów nurt – dziś burzliwy, pełen rozwidleń i odnóg – będzie zmierzał. Polska, która teraz, po zakończeniu haniebnego „pojednania smoleńskiego”, uchodzi za zwolennika twardego kursu wobec Rosji, tak naprawdę nie ma nic do powiedzenia, bo w ostatnich latach opierała swoją politykę przede wszystkim na relacjach z Niemcami. Gdy te zdecydowały, że sprawa Ukrainy jest zbyt poważna, przestały korzystać z pomocy polskiego asystenta.

Natomiast w sprawach zarządzania ekonomicznego Unią nigdy nie odegraliśmy żadnej roli. Widać też już wyraźnie, że Tusk jest tylko figurantem, bez żadnej siły politycznej i bez żadnej nowej idei. O ile Juncker rozpoczął urzędowanie silnym akordem i nowymi inicjatywami, a Mogherini stara się nadawać nowe akcenty polityce zagranicznej, o tyle Tusk nie przejawia żadnej inicjatywy i ogranicza się do sekretarzowania Merkel. Wydaje się – co kiedyś uznano by za niewiarygodne – że nie będzie nawet w stanie dorównać van Rompuyowi.

Zmiana władzy w Polsce miałaby wszakże ogromne znaczenie dla całej Europy. Mogłaby zmienić układ sił. W sporze wewnątrzeuropejskim Polska mogłaby odegrać istotną rolę. Dzisiejsza sytuacja, choć ryzykowna, stwarza możliwość prowadzenia samodzielnej i twórczej polityki. Daje szansę podjęcia próby zrealizowania dwóch wielkich zadań – reindustrializacji Polski i odzyskanie podmiotowości gospodarczej oraz umocnienia pozycji Polski na Wschodzie, jeśli strefa wpływów Rosji rzeczywiście cofnie się do linii z 1654 r. Jeśli tylko Polacy wykażą odwagę i zdecydowanie – i podejmą właściwe decyzje wyborcze.