Gorycz porażki po szczycie w Monachium. Putin skłócił Waszyngton z Berlinem?

Zakończyła się 51. Międzynarodowa Konferencja Bezpieczeństwa w Monachium. Od lat jest to olbrzymie forum polityczne, gdzie spotykają się najważniejsi politycy świata.

The Official White House Photostream; Pete Souza; en.wikipedia.org/wiki/Public_domain
Zakończyła się 51. Międzynarodowa Konferencja Bezpieczeństwa w Monachium. Od lat jest to olbrzymie forum polityczne, gdzie spotykają się najważniejsi politycy świata. W tym roku wojna na Ukrainie w zasadzie zdominowała całe obrady. Pierwsze pokonferencyjne komentarze nie napawają zbyt dużym optymizmem, albowiem zgodnie z opiniami wielu komentatorów jedynym zwycięzcą zmagań dyplomatycznych „na szczycie” jest wielki nieobecny w Monachium: Władimir Putin.

Już w poniedziałek w kuluarach monachijskiej konferencji, wśród dziennikarzy dominowała opinia, że w tej chwili zwycięzcą ostrego dyplomatycznego kryzysu spowodowanego wojną (w Niemczech konsekwentnie słowo "wojna" zastępuje się określeniem "konflikt" i to w dodatku bez wskazywania winowajcy) na Ukrainie jest Władimir Putin, który co prawda sam nie pojawił się w Monachium, ale wysłał swojego szefa dyplomacji Siergieja Ławrowa. Ten ostatni zakpił sobie z uczestników konferencji, ewidentnie kłamiąc podczas swojego wystąpienia na temat przyczyn i przebiegu wojny na Ukrainie w żywe oczy. O lekceważącym wszystko i wszystkich rosyjskim podejściu może świadczyć fakt, że Ławrow - pomimo iż oficjalnym językiem obrad zawsze w Monachium był język angielski - cały czas mówił po rosyjsku (pomimo dobrej znajomości angielskiego).

Polityka Putina z punktu widzenia Moskwy odniosła sukces, albowiem udało mu się jeszcze bardziej skłócić Waszyngton z Berlinem, a także wprowadzić duże zamieszanie w szeregi państw unijnych. Działania Paryża i Berlina w roli samozwańczego duetu negocjacyjnego spotkały się z ostrą krytyką ze strony kilku krajów EU (m.in. krajów bałtyckich i Polski). Ponadto została już całkowicie złamana zasada solidarności unijnej. Doszło do tego, że berlińscy politycy nie informują już nikogo o swoich poczynaniach. Działają sami. Zresztą w odniesieniu do dwóch potencjalnych rozwiązań ukraińskiego kryzysu już oficjalnie używa się określeń: „droga amerykańska” i „droga niemiecka”. Po konferencji w Monachium już nikt nawet nie ukrywa, że nie ma wspólnej drogi unijnej – jej miejsce zajęła teraz droga niemiecka.

W rozmowie z portalem niezalezna.pl minister obrony Tomasz Siemoniak w Monachium wyraził się jasno, że niedawne rozmowy w Kijowie i w Moskwie kanclerz Merkel i prezydenta Hollanda były inicjatywą wyłącznie tych państw, a nie Unii Europejskiej ani NATO.

- Nie możemy nawet mówić, czy popieramy misję Berlina i Paryża, albowiem nie jesteśmy inicjatorami tych propozycji – powiedział w Monachium polski minister, dodając, że te działania nie dzieją się ani w formacie unijnym, ani w formacie w którym Polska uczestniczy.

To samo powtórzył nam były ambasador RP w Waszyngtonie Jan Reiter, który ponadto zaznaczył, że jak na razie to nie widać, aby ta inicjatywa przyniosła widoczne rezultaty.

Co będzie dalej? Jeszcze w sobotę minister Siemoniak nie chciał skomentować kuluarowych spekulacji sugerujących, jakoby Władimir Putin miał się zgodzić na pokój, ale pod korzystnymi dla niego warunkami: Krym będzie już utracony na zawsze i pozostanie w rosyjskich rękach, Ukraina musi natychmiast zakończyć działania wojenne na wschodzie kraju i musi natychmiast wycofać swoje wojska z terenów „wolnych Republik” Donieck i Ługansk. Ponadto Kijów musi zrezygnować ze swoich aspiracji prozachodnich i pronatowskich. 

To, co jeszcze w sobotę było jedynie spekulacjami, stało się faktem. Dzisiaj oficjalnie o takim właśnie scenariuszu mówią już niemieckie media, a sam Putin opowiada o swoich warunkach w wywiadach. Coraz częściej Niemcy godzą się z faktem, że Ukraina za ewentualny pokój będzie musiała zapłacić wysoką cenę. W tym kontekście szczególnie smutno brzmią zapewnienia Witalija Kliczki, który w rozmowie z portalem niezalezna.pl podczas konferencji w Monachium zapewniał, że jego naród nigdy nie zgodzi się na oddanie nawet małej cząstki swojego terytorium.

Amerykanie w prywatnych rozmowach nazywają Niemców tchórzami i naiwniakami. Republikański senator z USA John McCain w wywiadzie dla telewizji ZDF ostro skrytykował politykę kanclerz Angeli Merkel w sprawie Ukrainy, porównując ją do polityki appeasementu wobec Hitlera przed II wojną. Słowa te tak oburzyły wszystkich Niemców, że zaczęli żądać oficjalnych przeprosin, których jednak się nie doczekali.
 

 


Źródło: niezalezna.pl

Waldemar Maszewski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo