Niemieckojęzyczne media nie mają zamiaru przestać obrażać Polaków i nadal zarzucają nam antysemityzm i współudział w holokauście. Polskie ostre reakcje na podobne sformułowania nazywają zaś przewrażliwieniem i pieniactwem.

Hamburski „Zeit” informuje o tym, że w Krakowie rozpoczął się proces, jaki polski rencista, były więzień niemieckiego obozu koncentracyjnego Karol Tendera, wytoczył niemieckiej telewizji ZDF za użycie sformułowania „polskie obóz zagłady” w stosunku do Auschwitz i Majdanek. Komentując to wydarzenie, autorka materiału stwierdza, że taką reakcję spowodowała nadwrażliwość starego człowieka i całego kraju. Centrowy „Zeit” twierdzi, że takie reakcje są histeryczne i małostkowe, albowiem błędy się przecież zdarzają, szczególnie wśród dziennikarz.

Poprawki nie wystarczą

Niestety nie są to zwykłe błędy. Niemieckojęzyczne media regularnie obrażają Polskę i Polaków pisząc albo naszym współudziale w holokauście, albo o naszym wyjątkowym antysemityzmie. W tym czasie, gdy hamburski „Zeit” pisze o naszej nadwrażliwości w kwestii „obozowych pomyłek”, oficjalna strona internetowa miasta Dortmund oraz dziennik „Mittelbayerische” ponownie piszą o „polskich obozach zagłady”. Strona miasta Dortmund, którą czyta tysiące ludzi i za którą osobistą odpowiedzialność bierze burmistrz Ullrich Sierau, opisując organizowane przez siebie z wielką pompą uroczystości związane z „Dniem Pamięci Ofiar Narodowego Socjalizmu”, w pewnym momencie stwierdza, że 14-letnia żydowska dziewczyna została zamordowana w „polskim obozie zagłady Sobibór”. Dziennik „Mittelbayerische”, który opisując wspaniałe uroczystości upamiętnienia rocznicy wyzwolenia Auschwitz-Birkenau w gimnazjum w miejscowości Nittenau w Bawarii, także nas obraża. Szkoła zorganizowała bowiem dwuletni naukowy projekt „Auschwitz verstehen” (Zrozumieć Auschwitz), który obejmował m.in. wyjazd uczniów do obozu KL Auschwitz-Birkenau. W „Mittelbayerische” czytamy, że przez dwa lata uczniowie mieli możliwość dowiedzenia się o okropnościach nazistowskiego reżimu, a zwłaszcza o polskim obozie koncentracyjnym, który stał się synonimem ludobójstwa Żydów. (Im Rahmen eines Seminars „Auschwitz verstehen“ haben sich die Schüler zwei Jahre lang intensiv mit den Schrecken der Naziherrschaft und speziell dem polnischen Konzentrationslager beschäftigt, das quasi zum Synonym für den Völkermord an den Juden geworden ist).

Austriacka arogancja

Szef działu politycznego darmowego austriackiego „Heute” Erich Nuler najpierw zarzucił Polsce współudział w holokauście, a następnie w bezczelnym liście do polskiego ambasadora w Wiedniu, który odważył się skrytykować Nulera, ponownie nas wielokrotnie obraził. Austriak poczuł się urażony listem polskiego ambasadora i w odpowiedzi napisał, że polscy dyplomaci oraz polskie media celowo źle zinterpretowali jego artykuł o obchodach 70. rocznicy wyzwolenia Auschwitz. Nuler ma pretensje, że Polacy częściej zajmują się sowiecką zbrodnią w Katyniu niż... zbrodnią w Jedwabnem. Ponadto dziennikarz austriackiego „Heute” zarzuca Polakom, że wolą odgrywać rolę ofiar w drugiej wojnie niż rozliczyć się z własnymi donosicielami i kolaborantami. Nuler stwierdza np., że sprawcami wielu zbrodni w na Żydach byli Polacy. Austriak w swoim liście do ambasadora pomawia m.in. polskich żołnierzy AK, twierdząc, że dokonywali oni zbrodni na Żydach. Oszczerstwa Nulera idą jeszcze dalej - pisze on np., że żołnierze AK celowo bojkotowali żydowskie powstanie w Getcie (jego zdaniem mogli im dostarczyć więcej broni, ale nie chcieli). O istnieniu polskiego antysemityzmu dowodzą - przekonuje Austriak - pogromy Żydów po wojnie w Kielcach, Krakowie, Łodzi i Lublinie.

Tylko procesy mogą pomóc

W rozmowie z portalem niezalezna.pl adwokat Stefan Hambura mówi, że jedynie poważne procesy mogą powstrzymać tego typu fałszywe oskarżenia w stosunku do Polski i Polaków. Jego zdaniem jak najszybciej należy za tego typu sformułowania wytaczać procesy sądowe. Dotychczasowe wieloletnie doświadczenia pokazały, że w takich sytuacjach nie pomogą same protesty, czy to polskiej dyplomacji, polskich instytucji, czy prywatnych osób, szybko trzeba przejść do konkretnych wymiernych działań" – mówi nam adwokat, dodając, że same listy protestacyjne nie odstraszają ewentualnych sprawców, którzy co jakiś czas powtarzają te same obraźliwe dla nas zwroty. „Na razie działa to w następujący sposób: ten, kto użyje takiego sformułowania, po polskim proteście najpierw przeprosi, ewentualnie później przyzna się do błędu, ale w przyszłości często ponownie dokona takiego samego czynu” – twierdzi Hambura i dodaje: tylko strach przed ewentualnymi konsekwencjami prawnymi może pozwolić zakończyć taki proceder.