Niemcy uległy presji polskich przewoźników. Przepisy ws. płacy minimalnej zawieszone

Minister pracy Władysław Kosiniak-Kamysz poinformował, że po negocjacjach ze swym niemieckim odpowiednikiem – minister Andreą Nahles – czasowo zawieszono przepisy dotyczące płacy minimalnej, a

Richard Styles/SXC
Minister pracy Władysław Kosiniak-Kamysz poinformował, że po negocjacjach ze swym niemieckim odpowiednikiem – minister Andreą Nahles – czasowo zawieszono przepisy dotyczące płacy minimalnej, a co za tym idzie kwestii związanych z tranzytem towarów przez Niemcy.

Od 1 stycznia 2015 roku w Niemczech wzrosła płaca minimalna. Od nowego roku nasi zachodni sąsiedzi zarabiają minimum 8,5 euro za godzinę pracy. Dla porównania w Polsce również wzrosła minimalna płaca. Od 2015 roku pracownik nie może zarabiać mniej niż 1750 zł brutto miesięcznie, czyli tylko około 30 proc. płacy minimalnej w Niemczech.

Do tej pory rząd Angeli Merkel nie przejmował się skargami złożonymi do Komisji Europejskiej, zarzucającymi Niemcom naruszenie unijnego prawa, w związku z wprowadzeniem nowych przepisów dotyczących podwyższenia płacy minimalnej. Przepisy te od stycznia 2015 roku miały obowiązywać wszystkich kierowców z Unii Europejskiej, w tym również z Polski. Strona niemiecka zapowiadała również, że takie same regulacje obowiązują także przewoźników po niemieckich szlakach rzecznych, oraz (w części) spedytorów transportu szynowego.

Cała sprawa dotyczy nałożenia na wszystkich spedytorów z Unii Europejskiej obowiązku zatrudniania z niemiecką płacą minimalną pracowników przewożących towary przez terytorium Niemiec. Jak informował nasz niemiecki korespondent, w praktyce oznaczałoby to, iż także polski pracodawca musiałby zapłacić każdemu kierowcy płacę minimalną w wysokości 8.50 euro (ok. 40 PLN) brutto za każdą godzinę pracy na terytorium Niemiec.
 

Od stycznia na drogach pojawili się nawet kontrolerzy celni sprawdzający ten stan rzeczy.

Tymczasem jeszcze przed zakończeniem negocjacji na linii Warszawa-Berlin, nieoczekiwanie dla samych Niemców pomysł wprowadzenia regulacji prawnych dotyczących płacy minimalnej dla wszystkich, ostro krytykowany i oprotestowany przez wiele państw (w tym także Polskę) oraz przez Komisję Europejską, zyskał zwolenników w Polsce. Szefowie polskich związków zawodowych „Solidarność”, OPZZ oraz FZZ przesłali list do federalnej minister pracy i spraw socjalnych Andrei Nahles, w którym zachęcają ją do podtrzymania obecnego stanowiska przed Komisją Europejską.

Taka postawa związkowców dziwi przede wszystkim spedytorów i polskich kierowców, którzy nie rozumieją poparcia dla pomysłu niemieckiego rządu.
Zawiłość kwestii związanych z niemieckimi przepisami dotyczącymi płacy minimalnej najlepiej obrazuje rozmowa z polskim kierowcą TIR-a regularnie jeżdżącego z towarem do Hamburga. Twierdzi on, że czuje się zupełnie pogubiony.

- Najpierw wszyscy piszą, że niemiecka płaca minimalna dla polskich spedytorów jest dla nas kierowców dużym zagrożeniem, a teraz nasze związki zawodowe mówią coś odwrotnego, to, w co ja mam wierzyć – mówi polski kierowca.

Spedytorzy nie kryją zdziwienia postawą związków i podkreślają, że najprawdopodobniej liderzy związkowi nie do końca zrozumieli zagrożenia, jakie płyną do Polski w wyniku wprowadzenia płacy minimalnej także dla polskich firm. Podkreślają oni, że twierdzenie zawarte w liście, że jest to skuteczny sposób na zrównanie płacy polskiego i niemieckiego kierowcy jest zwykłą mrzonką, a poza tym warto przypomnieć, że groźba niemieckich regulacji znajduje się gdzie indziej. Mianowicie dane przepisy dają niemieckiej administracji możliwości nakładania horrendalnych kar i prowadzenia ścisłej kontroli polskich kierowców, ale także polskich firm.

 


Źródło: niezalezna.pl

Waldemar Maszewski,rz
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo