Prowadząc negocjacje z właścicielem kamienicy przy ul. Strzeleckiej, IPN nie miał żadnego wsparcia ze strony jakiejkolwiek instytucji. IPN przez kilka lat nakłaniał konserwatora do podjęcia działań, aż w końcu okazało się, że z niewiadomych powodów objął on ochroną tylko część piwnic. Zresztą w decyzji, która została wówczas przesłana do wiadomości IPN, konserwator zabytków poświadczył nieprawdę - mówi dr Tomasz Łabuszewski, naczelnik Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej IPN w Warszawie, w rozmowie z Jarosławem Wróblewskim.
 
Jaki na dzień dzisiejszy jest los piwnic dawnego aresztu NKWD przy ulicy Strzeleckiej 8 w Warszawie?
Z tym pytaniem powinien pan się zwrócić nie do IPN, ale do stołecznego konserwatora zabytków. Jedynie on ma możliwości prawne do podejmowania decyzji w tej sprawie. IPN od wielu lat konsekwentnie dąży do uratowania dziedzictwa narodowego przy Strzeleckiej 8.
 
W jaki sposób?
Prowadząc negocjacje z deweloperem – właścicielem kamienicy przy ul. Strzeleckiej, który jak do tej pory wykazywał zrozumienie dla inicjatyw mających na celu ratowanie pamiątek historycznych znajdujących się w tym obiekcie. Tyle tylko, że w tych negocjacjach IPN nie miał żadnego wsparcia ze strony jakiejkolwiek instytucji, mimo że wielokrotnie występował na tym polu z różnymi inicjatywami, udzielał stosownej pomocy np. konserwatorowi zabytków, dostarczając mu w latach minionych swoją dokumentację, aby podjął on wreszcie decyzję o ochronie ww. obiektu. IPN przez kilka lat nakłaniał konserwatora do podjęcia takich działań, aż w końcu okazało się, że z niewiadomych powodów objął on ochroną tylko część piwnic.
Zresztą w decyzji, która została wówczas przesłana do wiadomości IPN, konserwator zabytków poświadczył nieprawdę. Jest tam informacja, że w pozostałej (nieobjętej ochroną) części piwnic przy ul. Strzeleckiej 8 nie znajdują się kalendarze i inskrypcje. Ostatnio konserwator twierdził natomiast, że dlatego nie objął ochroną całości piwnic, gdyż do pozostałej ich części nie miał dostępu. Mamy jednak pewność, że dostęp do owych piwnic miał.... Czemu więc nie objął ich ochroną prawną i skąd to zamieszanie? To jest pytanie do niego.
 
Co warszawski IPN ma na chwilę obecną do ustalenia z deweloperem, który jest właścicielem budynku?
Dyrektor oddziału warszawskiego IPN prof. Jerzy Eisler podpisał z deweloperem umowę wstępną dotycząca organizacji - na bazie piwnic, które mają ochronę prawną i pomieszczeń znajdujących się nad nimi na parterze - placówki edukacyjnej i izby pamięci, która miałaby przedstawiać nie tylko historię tego obiektu, ale i działalność komunistycznego aparatu bezpieczeństwa w Warszawie. Według tej umowy deweloper zobowiązał się do przebudowy pomieszczeń parterowych do celów edukacyjnych według projektu konsultowanego z IPN, a także do uprzątnięcia i przygotowania piwnic objętych ochroną do roli izby pamięci, a także do tego, aby z pozostałej części nieobjętej ochroną - przenieść te fragmenty, które zawierają jakiekolwiek pamiątki i inskrypcje.
 
Jednak piwnice nieobjęte dziś ochroną konserwatora zabytków powinny być również chronione?
Tak. IPN informował konserwatora już w 2007-2008  r. o istnieniu takich pamiątek w piwnicach tego budynku i że na całej ich długości od strony ulicy Strzeleckiej znajdują się inskrypcje.
 
Co wyjątkowego znajduje się w tych piwnicach?
Od 2006 do 2010 r. byłem koordynatorem realizowanego przez IPN ogólnopolskiego projektu dokumentacyjno-badawczego o nazwie „Śladami zbrodni”. Dotyczył on identyfikacji miejsc działania komunistycznego aparatu represji w całej Polsce. Obiekt na Strzeleckiej 8 ma charakter unikatowy. Obiektów, w których zachowały się inskrypcje ryte przez więźniów, jest wprawdzie kilkadziesiąt, jednak w żadnym z nich nie było takiego nawarstwienia owych świadectw. Co więcej, ten areszt w całości zachował się w stanie praktycznie nietkniętym. Począwszy od drzwi, które mają prowizoryczne judasze, skończywszy na inskrypcjach rytych na ścianach. Jeśli chodzi o rangę tego miejsca, to też jest to absolutny unikat.
W zimie 1945 r. mieściła się tam jedna z dwóch głównych central NKWD na Polskę, druga była na ul. Cienistej 14/16 we Włochach. Na Strzeleckiej urzędował gen. Iwan Sierow, pełnomocnik NKWD ds. I Frontu Białoruskiego. W okolicznych budynkach miał swoją kwaterę płk Paweł Michajłow, dowódca warszawskiej grupy operacyjnej NKWD. Urzędowali w tej centrali funkcjonariusze pionu operacyjnego, którzy wysyłali stamtąd więźniów do obozu NKWD w Rembertowie. Później w budynku przy Strzeleckiej  była pierwsza siedziba Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Warszawie, funkcjonująca aż do 1948 r. Dla samej historii Warszawy jest to jedno z pierwszoplanowych miejsc, gdzie w piwnicach są dziesiątki czy setki śladów tamtego czasu.
 
Które z inskrypcji tych piwnic najbardziej utkwiły panu w pamięci?

Napis na całej ścianie piwnicy, która nie została objęta ochroną: „Śmierć naszym wybawieniem”. Jest wstrząsający. Są też napisy Janusza Szlaskiego „Prawdzica” komendanta Okręgu Nowogródzkiego Armii Krajowej, w 1945 r. Delegata Sił Zbrojnych na Okręg Kielecki. Inny wpis dotyczy Mieczysława Grygorcewicza „Miecza”, komendanta Okręgu Białostockiego Narodowej Organizacji Wojskowej.
 
Co by pan dziś, przy tej całej aferze usunięcia przez dewelopera futryny i wyciągnięcia drzwi od piwnic dawnego aresztu, powiedział konserwatorowi zabytków, który o to nie zadbał?
Powiedziałbym mu, że trzeba uczciwie wykonywać swoje obowiązki, w których jest się prawnie umocowanym.
 
To jest wynik zaniedbania czy celowej polityki?
Mogę to tylko skomentować od strony merytorycznej, a nie politycznej - że w decyzji, którą podjął parę lat temu, poświadczył nieprawdę.

Pani Magdalena Łań z biura prasowego warszawskiego ratusza poinformowała portal niezalezna.pl, że wczoraj stołeczny konserwator zabytków wstrzymał prace dewelopera w piwnicach na Strzeleckiej 8. Jej zdaniem dalsze decyzje należą do wojewódzkiego konserwatora zabytków.