Po lekturze książki Wojciecha Muchy „Krew i ziemia”, bez względu na polityczne poglądy i ocenę bieżących wydarzeń, nasze myślenie o sytuacji na Ukrainie nie będzie już nigdy takie samo. A to dzięki nie tylko poruszającym reporterskim relacjom z kijowskiego majdanu, lecz także temu, że autorowi udało się wniknąć niejako w umysły Ukraińców i przedstawić ich wymykające się jednoznacznej ocenie postawy i motywacje. Gorąco polecamy!

W ciągu roku od grudnia 2013 r. Wojciech Mucha był na Ukrainie 12 razy, w najważniejszych miejscach i równie istotnym czasie. We wstępie jego książki Paweł Kowal, były wiceminister spraw zagranicznych, pisze o tym, że polscy dziennikarze byli pierwsi w miejscu startu krwawej drogi Ukraińców do samostanowienia i może to oni swoimi tekstami uratowali rewolucję, gdy jeszcze się tliła i gdy jeszcze łatwo było ją zgasić. Jednym z takich dziennikarzy był właśnie Mucha. Jego książka to znacznie więcej niż relacje z kijowskich walk. Tym poświęcona jest pierwsza część książki zatytułowana „Krew”. Reporter „Codziennej”, który w ciągu kilku godzin zamienił się w korespondenta wojennego, nakreślił nam nie tylko obraz dramatu rozgrywającego się u naszych sąsiadów, który wyraża się jako portret ich zakrwawionych twarzy. Pokazał nam też europejską niemoc i hipokryzję najważniejszych polskich i unijnych polityków. Przyglądał się opozycjonistom chodzącym pod flagami UPA i owijającym się szalikami z wizerunkiem Bandery. Próbował, wraz z czytelnikiem, zrozumieć ukraińskie znaczenie pojęcia „nacjonalizm”.

Druga część książki zatytułowana „Ziemia” pokazuje, że Wojtek Mucha wykracza daleko poza utarty schemat, którym posługują się wojenni żurnaliści. Dziennikarz udał się do południowej części kraju. Szukał Polaków w Kamieniu Podolskim, we Lwowie, na Zakarpaciu czy w sercu Wołynia. Szukał też przyczyn, dla których młodzi mężczyźni pochodzący z bardzo ubogich mieszkających tam rodzin przemierzali setki kilometrów, by stawić czoła berkutowcom na majdanie. Z każdą kolejną kartą ten reportaż przeradza się w powieść drogi. Czytelnik wiele korzysta na fakcie, że Mucha poza tym, iż jest bardzo wnikliwym i wrażliwym obserwatorem, jest też kulturoznawcą. I przede wszystkim odważnym, trzeźwo i w sposób dojrzały patrzącym na rzeczywistość dziennikarzem, który podejmuje próby umiejscowienia bieżących wydarzeń w konkretnych kontekstach historycznych. Mucha dzieli się tu również swoją receptą na zbudowanie szczerych, a nie tylko poprawnych, relacji z Ukraińcami.

Ukraina, którą próbuje nam opisać, dopiero się rodzi. Jest to proces trudny i jak to określa sam autor, owiany piekielnym absurdem. Z lektury „Krwi i ziemi” wyłania się też pewna niepisana puenta. Złowieszcza. Dotycząca również naszych relacji z Rosją. Jeśli chcesz pokoju, gotuj się na wojnę.

ZOBACZ RELACJE WIDEO ZE SPOTKANIA Z WOJCIECHEM MUCHĄ