– Często nie wierzyłem w to, co widzę. Gdy na majdanie pojawili się snajperzy i śmiertelne statystyki rosły myśleliśmy, że gorzej być nie może być. Potem Rosjanie zajęli Krym, Doniec przejęli terroryści, teraz obserwujemy atak na Mariupol. I teraz też nam się wydaje, że gorzej być nie może. Jednak ta historia skończyć się nie chce, wbrew temu, czego chcieliby intelektualiści z zachodu – mówił podczas warszawskiej premiery książki „Krew i ziemia”, Wojciech Mucha, autor książki.

Na promocji obecny był również Konrad Falęcki, fotoreporter „Gazety Polskiej Codziennie”, który razem z Muchą jeździł na Ukrainę m.in. w czasie walk na majdanie. – Dziennikarze, ale też fotoreporterzy często czuli się tak, jakby byli z jednej redakcji. Często razem wychodziliśmy na majdan, gdzie pracowaliśmy kilkanaście godzin. Jak to wytrzymaliśmy? Zwyczajnie. Sytuacja wymagała naszej obecności – mówił Konrad Falęcki. – W tamtym czasie nie miało znaczenia, kto jest z jakiej redakcji. W Polsce to sytuacja niemożliwa – dodał fotograf. O solidarności dziennikarzy mówił też Wojciech Mucha: – Byliśmy swoistą grupą wsparcia. Mówiliśmy jednym głosem, nie było przemilczania faktów. Do tej grupy oczywiście nie należeli dziennikarze, którzy relacjonowali wydarzenia z balkonu hotelu, a byli i tacy.


fot. Krzysztof Sitkowski

Dziennikarz opowiadał podczas premiery o zdziczałych oddziałach Berkutu i niebezpieczeństwach, jakie czyhały na nich na każdym metrze kwadratowym centrum Kijowa. Mówił o zupełnie nieracjonalnym zachowaniu władz i państwowych służb podczas zamieszek. Wskazywał na dramaty Ukraińców, którzy nie mogą doczekać się sprawiedliwości dla tych, którzy mordowali protestujących. Mówił w końcu o opozycjonistach, którzy wykorzystywali symbolikę UPA. W książce pisze o nich dużo, zadaje im niewygodne pytania. – Pamiętajmy jednak, ze w interesie Kremla jest podsycanie konfliktów między Polakami a Ukraińcami – powiedział Wojciech Much.

Reporter „Codziennej” był na Ukrainie w ciągu 12 miesięcy, 12 razy. W grudniu 2013 roku oraz styczniu, lutym i kwietniu ub. r. podczas najważniejszym momentów walk na majdanie, w tym w „Czarny Czwartek”. Był również w opanowanym przez terrorystów Doniecku podczas majowych wyborów prezydenckich, w strefie działań antyterrorystycznych w bazach przyfrontowych w ramach konwoju „Jestem Polakiem – pomagam Ukrainie” i obserwował październikowe wybory parlamentarne w miejscowości Czerkasy w środkowej Ukrainie.

Jego trzeźwe spojrzenie na złożoność ukraińskiego konfliktu przynosi opowieść jakiej nie znamy.

Więcej na temat warszawskiej premiery książki „Krew i ziemia” Wojciecha Muchy we wtorkowym wydaniu „Gazety Polskiej Codziennie”.


fot. Krzysztof Sitkowski