Grupa polskich żołnierzy napisała list, który zostanie rozesłany do pięćdziesięciu posłów oraz telewizji. „Wojsko Polskie z roku na rok staje się coraz słabsze i papierowe – mamy blisko 23 tys. oficerów, 41 tys. podoficerów i tylko 33 tys. szeregowych!” – napisali zdesperowani żołnierze.

Opublikowany na Facebooku przed dwoma dniami list rozchodzi się w sieci błyskawicznie. Ma już prawie 1400 polubień i ponad 2,5 tys. udostępnień.

Żołnierze piszą w nim: „III Rzeczpospolita Polska w swojej 25-letniej historii nigdy dotąd nie była w stanie tak wielkiego i realnego zagrożenia, nie ukierunkowanego jedynie zza wschodniej granicy, ale także – po obserwacji tego co dzieje się w sojuszniczych krajach zachodniej Europy – niebezpieczeństwa wewnętrznego” i dodają, że przez ostatnie dwie kadencje Sejmu „koalicja rządząca doprowadza do sukcesywnej degradacji Wojska Polskiego, jednocześnie ukazując propagandowe „sukcesy” w świetle jupiterów”.

Przypominają jednocześnie, że przez ostatnie lata – dzięki uczestniczeniu Polaków w misjach zagranicznym – udało się wyszkolić i obyć z realnym polem walki tysiące żołnierzy. „Skok taktyczny, dowódczy czy materiałowy okazał się dobrem, którego nie da się wypracować tutaj w kraju” – podkreślają. Jednocześnie dodają, że przez zmiany, które wprowadził były szef MON Bogdan Klich, „polska armia pozbywa się tychże wykształconych fachowców, wybitnych specjalistów i prawdziwych żołnierzy, doświadczonych na polu walki”.

Autorzy listu zaznaczają też, że szeregowi, jako jedyny korpus osobowy w polskiej armii, „nie mogą służyć z powodu braku możliwości przejścia na służbę stałą, dłużej niż 12 lat”. Dodają też, że „do 2021 roku z mundurem pożegna się ponad 15 tysięcy dobrze wyszkolonych i wykwalifikowanych żołnierzy z korpusu szeregowych, często po wielu misjach”. Co ciekawe, taka sytuacja ma miejsce tylko w siłach Ministerstwa Obrony Narodowej, a w resorcie Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji ten system nie obowiązuje.

Żołnierze alarmują: „Wojsko Polskie z roku na rok staje się coraz słabsze i papierowe – mamy blisko 23 tys. oficerów, 41 tys. podoficerów i tylko 33 tys. szeregowych!”. I zaraz po tym wyliczają, że 90-tysięczna polska armia „ma więcej generałów w służbie czynnej od armii II Rzeczpospolitej Polskiej, choć wówczas dywizji było 10 razy więcej niż obecnie”. Z danych, które przywołują, wynika np., że w większości jednostek pozostaje nieobsadzone nawet 40 proc. etatów szeregowych, ale za to wszystkie oficerskie i podoficerskie. Natomiast wolne etaty są przypisane dla zupełnie niewyszkolonych żołnierzy Narodowych Sił Rezerwowych i nieprzewidziane do obsadzenia na stałe. „Od tych niedoświadczonych żołnierzy będzie zależał los całych pododdziałów, zgodnie z zasadą, że najsłabsze ogniwo zawsze pęka pierwsze. Pododdział musi być sprawnym, uzupełniającym się organizmem, a nie zbiorem przypadkowych osób. Trzeba tutaj zaznaczyć, że Narodowe Siły Rezerwowe nie są w stanie wyszkolić żołnierzy tak, aby byli wartościowym uzupełnieniem w jednostkach. W jednostkach tych przez charakter ich działań (zmianowy, dyżury, ciągła gotowość, dyżury bojowe, wyjścia w morze, ćwiczenia poligonowe) nie ma czasu i możliwości szkolenia” – wyliczają autorzy listu do parlamentarzystów.

Przypominają też, że jednym z argumentów, na którym opierał się Klich, wprowadzając zmiany w ustawie, było to, że po 15 latach służby żołnierz nabywa prawa emerytalne, a w związku z tym jest to okres, po którym kadry i tak przechodziłyby do cywila. „Jest to jednak błędna ocena rzeczywistości, gdyż wysoce zmotywowany i wyspecjalizowany żołnierz, którego rodzina przyzwyczaiła się do trudów służby, zazwyczaj dodatkowo obarczony kosztami życia, nie odejdzie na emeryturę z 40 proc. wynagrodzeniem. Wystarczy sprawdzić ilu żołnierzy lub ilu funkcjonariuszy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, np. policjantów odchodzi po 15 latach służby” – piszą żołnierze. Kolejnym argumentem reformy była chęć „odmłodzenia” korpusu, ale, jak czytamy w liście, do służby przyjmowani są żołnierze urodzeni nawet w latach 70. „Armia nie chce mieć w swoich szeregach ludzi w podeszłym wieku, a jednak podoficer, który walczy w polu ramię w ramię z szeregowym, może służyć w wojsku nawet do 60. roku życia. Mówi się o tym, że w wojsku mają zostać i zostają najlepsi, jednak jest to kłamstwem i manipulacją” – zaznaczają.

Według autorów listu, „morale w korpusie są najniższe od lat, można powiedzieć że sięgają dna”. Jak dodają, „nie można mówić o zmotywowanym wojsku, gdy praktycznie codziennie żegnasz profesjonalnego żołnierza, który niejednokrotnie uratował ci życie”, a jednocześnie „działalność organów powołanych do obrony praw szeregowych to fikcja”.

Ich zdaniem, są traktowani niesprawiedliwie i z ogromną stratą dla obronności kraju. „Władza wykorzystuje fakt naszego podporządkowania oraz to, że nie mamy związków zawodowych. Zawsze wszystkie niedogodności znosiliśmy z honorem i szacunkiem do ojczyzny, której szczerze i godnie chcemy służyć. Warto nadmienić, że zostaliśmy oszukani także przez premiera rządu – Donalda Tuska” – zaznaczają.

Na koniec żołnierze zwracają uwagę, że w tym roku odbędą się wybory parlamentarne i prezydenckie. „Media, do których się zwracamy odmawiają przyjrzenia się temu tematowi, niektóre wprost odpowiadają, że istnieje „rozkaz z góry”, aby o tym nie mówić. Sondaże wyborcze pokazują remis poparcia. Głosy grupy 40 tys. osób i ich rodzin mogą być kartą przetargową w tym starciu” – przypominają.