Rząd robi z Polaków łosie. Minister tłumaczy się z zaginionych milionów od Lasów Państwowych

Jacek Liziniewicz

Dziennikarz „Gazety Polskiej” oraz „Gazety Polskiej Codziennie”. W \"GP\" kieruje działem dotyczącym tematyki środowiska.

Kontakt z autorem

  

Minister finansów nie chce ujawnić, gdzie trafiły pieniądze z Lasów Państwowych. Na pytanie, co się stało z funduszami z zeszłorocznego haraczu, który Lasy musiały zapłacić do budżetu państwa, Mateusz Szczurek twierdzi, że nie da się wskazać, na jakie cele w ramach budżetu trafiły te środki. Wszystko wskazuje jednak na to, że rząd i minister finansów naruszyli ustawę o finansach publicznych, uszczuplając zasoby funduszu celowego finansującego budowę dróg lokalnych, bez konsultacji sejmowych komisji. O sprawie pisze dzisiejsza "Gazeta Polska Codziennie".

W środę Mateusz Szczurek tłumaczył w Senacie, na co zostało przeznaczone 800 mln zł z Lasów Państwowych. – Tak jak wszystkie dochody, również te nie są znakowane. Tak samo, jak nie jestem w stanie odpowiedzieć panu senatorowi na pytanie, na co idą dochody z VAT, który zapłaciłem na przykład dzisiaj rano w stołówce… – jąkał się minister Szczurek. A chwilę potem wyjaśniał: – Oczywiście wtedy, kiedy ustawa wprowadzająca te opłaty była wdrażana, było jasno powiedziane, i to uwzględniono w ustawie budżetowej, że część tych środków… że razem z tym obciążeniem zostaną zwiększone środki na drogi lokalne. I tak się stało, i to ma swoje odzwierciedlenie w budżecie na 2015 r. Kwota przeznaczona na drogi jest niższa od 800 mln zł – mówił Szczurek, zasłaniając się informacją na temat deficytu budżetowego.

To jednak część prawdy. W uzasadnieniu do przyjętej w ubiegłym roku ustawy wyraźnie zaznaczono, że pieniądze mają iść częściowo na załatanie dziury budżetowej (150 mln zł) i częściowo na fundusz celowy finansujący budowę dróg lokalnych (650 mln zł). Ustawa znalazła swoje odzwierciedlenie w ustawie budżetowej na 2014 r., gdzie na Program Budowy Dróg Lokalnych przeznaczono 900 mln zł (początkowo zagwarantowano na ten cel 250 mln zł). Później jednak z pieniędzmi zaczęły dziać się cuda. Najpierw Donald Tusk zaznaczył, że zabierze 200 mln zł z funduszu celowego, by przekazać je dla opiekunów dzieci niepełnosprawnych. Bez przyjęcia stosownej poprawki w komisji sejmowej zmniejszono więc o tę kwotę środki funduszu celowego na budowę lokalnych dróg. Jednak we wrześniu ub.r. sejmowa komisja finansów uszczupliła fundusz na drogi lokalne tylko o 70,3 mln zł, czyli o niecałe 130 mln zł mniej, niż zarządził Donald Tusk.

Więcej w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie".
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie


Wczytuję komentarze...

Opowieść wielkanocna o najlepszych z nas. „Stasiu Suchowolec, Sylwek Zych... Oni się ich bali”. WIDEO

  

Ginęli jeszcze w okolicach „okrągłego stołu”. - Przyjechał po mnie biskup z kanclerzem, pokazali dekret i powiedzieli, że mam półtorej godziny na spakowanie rzeczy. I mnie wywieźli – tak usunięcie z parafii na Łazarzu wspomina ks. Leszek Marciniak. Pośpiech wynikał z obaw, że robotnicy siłą zatrzymają księdza. Być może wtedy ocalił życie, bo wkrótce zaczęli ginąć jego przyjaciele, mówiący podobne kazania. – Ks. Stefan Niedzielak zginał za swoją ideę, próbował pokazać, jak wielu ludzi zginęło na Wschodzie, nie tylko w Katyniu, ale wszyscy, którzy byli tam wywiezieni, przecież to miliony – mówi ks. Leszek Marciniak.  Obejrzyj poniżej rozmowę z legendarnym księdzem w „Wywiadzie z chuliganem”.

Stasiu Suchowolec, cudowny człowiek, wspaniały, przyjaciel księdza Jerzego, opiekun jego rodziców, był bardzo niepokorny. I bardzo niewygodny dla wielu tam, w tym Białostockiem, dlatego zginął

– mówi w rozmowie z Piotrem Lisiewiczem ks. Leszek Marciniak.Ks. Stefan Niedzielak zginął na dwa tygodnie przed „okrągłym stołem”, ks. Stanisław Suchowolec tydzień później, a ks. Sylwester Zych pięć tygodni po wyborach z 4 czerwca 1989.

Tym, co łączyło mordowanych w czasie historycznej zmiany ustrojowej księży, było to, że mówili o historii, o Katyniu, o tym, o czym nawet duża część opozycji nie chciała mówić. Zdaniem księdza Leszka Marciniaka, można było to zrozumieć jako demonstrację, że wykuwająca się „nowa” Polska ma być pokracznym tworem oderwanym od korzeni.

Jesteśmy odcinani od historii, nie przypadkiem historię wyrzucano ze szkół. Jeśli do niej nie powrócimy, będzie tragedia. Bo naród tracąc pamięć, traci życie

– mówi ks. Leszek Marciniak. Wobec tych zbrodni na najodważniejszych polski księżach w tamtych dniach panować miała obojętność.

Sylwka Zycha spotkałem jeszcze na pogrzebie księdza prałata Teofila Boguckiego, proboszcza księdza Jerzego. Wyszedł z tego więzienia, trochę opowiadał o tym. Nie wiedziałem, że za chwilę przeczytam, że nie żyje.

Ks. Leszek Marciniak podkreśla, że nie ma pretensji do śp. arcybiskupa Jerzego Stroby, że go usunął z parafii.

Też miałem pogróżki. Nie wiadomo, jakby się to skończyło. Myślę, że arcybiskup podejmując tą decyzję, wyrzucając mnie z Poznania, uratował mi życie.Ślubowałem biskupowi i posłuszeństwo i uważam, że ono jest w kościele bardzo ważne, mimo wszystko, mimo bólu

– stwierdza.

Obejrzyj rozmowę z niezwykle odważnym polskim księdzem:

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl