Dymisja Bondaryka z funkcji szefa Narodowego Centrum Kryptologii może oznaczać, że zadania NCK wchodzą w fazę, w której obecność cywilnych funkcjonariuszy staje się zbędna. Kulisy tej dymisji trzeba będzie oceniać w kontekście nominacji nowego szefa NCK oraz belwederskiej „koncepcji kułaka”, w której armia i służby wojskowe stanowią fundament reżimu prezydenckiego - pisze Aleksander Ścios w najnowszym numerze tygodnika „Gazeta Polska”.

Wygląda na to, że styczeń można nazwać miesiącem dymisji Krzysztofa Bondaryka. Zaledwie przed dwoma laty ten wszechwładny (jak sądzono) szef ABW zrezygnował z kierowania Agencją, by po kilku miesiącach objąć zwierzchnictwo nad Narodowym Centrum Kryptologii (NCK) – jednostką wojskową powołaną w kwietniu 2013 r. przez zarządzenie ministra obrony narodowej. Przed kilkoma dniami poinformowano, że Bondaryk złożył rezygnację również z tej funkcji i została ona natychmiast przyjęta.

Przyczyny dymisji byłego szefa ABW nadal pozostają zagadką, a prawidłowa ocena sytuacji w obszarze służb specjalnych stanowi dla analityków poważny problem. Przez wiele lat publicyści i eksperci kojarzeni z PiS utrzymywali, że siła koalicji PO–PSL opiera się na „systemie Tuska”, w ostatnim zaś okresie wszechwładnym decydentem służb specjalnych miał być szef MSW Bartłomiej Sienkiewicz. Według tego błędnego wzorca oraz w perspektywie wszechwładzy ministrów rządu Tuska definiowano niemal wszystkie procesy zachodzące w służbach. Co więcej – o autorstwo tzw. reformy służb posądzano ludzi równie niekompetentnych, jak Cichocki, Siemoniak czy Sienkiewicz, samą zaś reformę, choć skrajnie niekorzystną i wymierzoną w grupę premiera, okrzyknięto „rządową”.

Dymisja Krzysztofa Bondaryka, złożona w styczniu 2013 r., wprowadzała głęboki zamęt w tego rodzaju schematy. Przez wcześniejsze lata byliśmy bowiem świadkami celowej „bondaryzacji” służb i ciągłego poszerzania uprawnień Agencji. Decyzje legislacyjne podejmowane przez reżim w sprawach bezpieczeństwa zmierzały zawsze do skupienia władzy w rękach szefa ABW i uczynienia z Agencji „zbrojnego ramienia” partii rządzącej. To on i kierowana przezeń formacja mieli być gwarantem trwałości triumwiratu służb, biznesu oraz polityki i chronić interesy układu rządzącego.

Ci, którzy utrzymywali, że decydentami ówczesnej „reformy” byli ludzie z ekipy Tuska, musieli zmierzyć się z faktem, że po raz pierwszy w dziejach III RP doszło do sytuacji, w której ośrodek rządowy dobrowolnie ograniczał swoje wpływy na formacje specjalne, pozbawiał władzy człowieka ściśle związanego z PO i utrącał kompetencje „własnej” służby.

Centrum dowodzenia

Dopiero dostrzeżenie roli ośrodka belwederskiego pozwalało prawidłowo ocenić ówczesne wydarzenia i wskazać logikę roszad personalnych. Po zakończeniu tzw. Strategicznego Przeglądu Bezpieczeństwa Narodowego (SPBN) Belweder przeszedł bowiem do kolejnej fazy budowania reżimu prezydenckiego, podczas której przeprowadzono reformy systemu kierowania i dowodzenia armią oraz niemniej ważną reformę służb specjalnych. Kilka legislacyjnych posunięć zwiększyło wpływy Belwederu na armię (w tak newralgicznych kwestiach jak obsada stanowisk, rozbudowa „potencjału obronnego”, rola prezydenta podczas stanu wojennego i wyjątkowego, modernizacja przemysłu zbrojeniowego) i dało podstawę do wdrożenia „koncepcji kułaka”, w której znacząco ograniczono uprawnienia cywilnego wywiadu i kontrwywiadu, utworzono nową służbę (Narodowe Centrum Kryptologii) i umocniono formacje wojskowe.

Powierzenie Bondarykowi szefostwa NCK było o tyle ważną wskazówką, że pozwalało przypuszczać, iż jego wiedza stanowi cenny depozyt, a nowa służba przejmie zadania realizowane dotychczas przez ABW. Oficjalnie NCK miało prowadzić prace nad „konsolidacją kompetencji i zasobów resortu obrony narodowej w obszarze kryptologii”, istniała jednak obawa, że zostanie ono wykorzystane do monitorowania internetu i doskonalenia kontroli elektronicznej. W październiku 2013 r. szef MON udzielił Bondarykowi pełnomocnictw do „reprezentowania Skarbu Państwa – Ministra Obrony Narodowej w sprawach dotyczących realizacji i rozliczenia projektu p.k. ROTOR”. Ten tajemniczy projekt jest finansowany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, a jego celem miała być „budowa systemu organizacyjnego mającego na celu zagwarantowanie najwyższego poziomu ochrony kryptograficznej krajowych informacji niejawnych”. Z raportu ABW za rok 2013 wynika natomiast, że ROTOR może być zadziwiająco zbliżony do rosyjskiego systemu inwigilacji, znanego pod nazwą SORM 3. W raporcie stwierdzono, iż „w celu modernizacji systemów teleinformatycznych związanych z konstrukcją urządzeń do ochrony informacji niejawnych opracowano w ABW autorskie rozwiązania w postaci demodulatorów i dekoderów służących do nasłuchu określonych typów transmisji radiowych”.

Należy przypuszczać, iż właśnie ta okoliczność oraz plany środowiska belwederskiego związane z budową „centrum cyberbezpieczeństwa” zdecydowały o nominacji Bondaryka. Pełnomocnictwo Siemoniaka oznaczało tyle, że projekt ROTOR został przejęty przez NCK i wojskowych specjalistów.

Nowa służba prezydenta

Wyjątkową rolę Centrum podkreśla fakt, że na jego potrzeby przeznaczono ogromny kompleks laboratoryjno-obliczeniowy, który w przyszłości ma stać się główną siedzibą NCK. W sierpniu 2014 r. Centrum przejęło w użytkowanie 27 ha na terenie kompleksu wojskowego nr 8602, znajdującego się w podwarszawskim Legionowie. Wcześniejszy przydział (12 ha) okazał się zbyt mały na projekt budowy 16 obiektów, z przeznaczeniem na „pracę merytoryczną” NCK. Wśród nich ma powstać największe w Polsce centrum przetwarzania danych, z którego będą mogły korzystać pozostałe służby. Na potrzeby NCK przekazano także nieruchomości zlokalizowane na terenie Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie, o powierzchni około 6300 mkw. oraz pomieszczenia w bloku VIII budynku głównego WAT.

Ze stenogramu z posiedzenia sejmowej Komisji Obrony Narodowej z 7 maja 2014 r. wynika natomiast, że „przewidywany stan etatowy NCK został określony na 300 żołnierzy i pracowników wojskowych”, a prowadzona w ramach NCK „konsolidacja zasobów w sferze »cyber« i »krypto« jest wstępem do utworzenia Centrum Operacji Cybernetycznych”.

Projekt zbudowania elitarnej i doskonale uposażonej służby trzeba oceniać w perspektywie planów ośrodka belwederskiego. Szef BBN Stanisław Koziej przed kilkoma dniami przypomniał, że w 2015 r. zostanie przygotowana tzw. Doktryna Cyberbezpieczeństwa RP. Zdaniem Kozieja: „Powinna ona dać impuls do przyspieszenia prac nad budową narodowego systemu cyberbezpieczeństwa, niezbędnego wobec coraz to nowych wyzwań i zagrożeń związanych z funkcjonowaniem państwa, jego struktur i obywateli w cyberprzestrzeni”. Jeśli podobne plany ujawnia środowisko politycznego patrona Wojskowych Służb Informacyjnych, a na ich realizację przeznacza się ogromne kwoty z budżetu państwa, sytuacja związana z NCK musi wzbudzać najwyższe zaniepokojenie. Należy przypuszczać, że w gronie owych fachowców od cyberbezpieczeństwa i kryptografii narodowej znajdą się przede wszystkim ludzie związani z byłymi WSI lub rekomendowani przez to środowisko.

Natychmiast po przejęciu władzy reżim PO–PSL zniszczył wszystkie projekty narodowej kryptografii, powstałe w latach 2006–2007. Zablokowano prace laboratorium badania ulotu elektromagnetycznego, prowadzone w SKW pod kierunkiem śp. prof. Urbanowicza, pozbyto się wszystkich młodych naukowców, porzucono budowę systemu łączności utajnionej (opartego na polskich urządzeniach kryptograficznych), dokończono wyprzedaż narodowej infrastruktury telekomunikacyjnej oraz zmieniono sposób zarządzania tzw. infrastrukturą krytyczną.

Środowisko belwederskie, zainteresowane dziś budową „polskiego bezpieczeństwa kryptograficznego”, z całą pewnością nie sięgnie po dorobek powstały w latach rządów PiS, lecz skorzysta z doświadczeń „specjalistów” z byłych służb wojskowych.

Obecna dymisja Bondaryka może oznaczać, że zadania NCK (w tym dotyczące projektu ROTOR) wchodzą w fazę, w której obecność cywilnych funkcjonariuszy staje się zbędna. Kulisy tej dymisji trzeba będzie oceniać w kontekście nominacji nowego szefa NCK oraz belwederskiej „koncepcji kułaka”, w której armia i służby wojskowe stanowią fundament reżimu prezydenckiego.