Niemieckie przepisy wykończą polskich przewoźników. Protesty w Berlinie lekceważą

Rząd Angeli Merkel nie przejmuje się skargami złożonymi do Komisji Europejskiej, zarzucającymi Niemcom naruszenie unijnego prawa, w związku z wprowadzeniem nowych przepisów dotyczących podwyżs

Tomasz Hamrat
Rząd Angeli Merkel nie przejmuje się skargami złożonymi do Komisji Europejskiej, zarzucającymi Niemcom naruszenie unijnego prawa, w związku z wprowadzeniem nowych przepisów dotyczących podwyższenia płacy minimalnej i powtarza, iż przepisy te od pierwszego stycznia obowiązują wszystkich kierowców z Unii Europejskiej, w tym również z Polski. Strona niemiecka zapowiada, że takie same regulacje obowiązują także przewoźników po niemieckich szlakach rzecznych, oraz (w części) spedytorów transportu szynowego.
 
Federalna minister pracy Andrea Nahles, ale także rzecznik rządu, oraz biuro prasowe niemieckiej Służby Celnej potwierdzają, że od pierwszego stycznia tego roku, wszystkich spedytorów z Unii obowiązują na niemieckich drogach przepisy nakazujące zatrudnianie pracowników z płacą minimalną. W praktyce oznacza to, iż także polski pracodawca musi zapłacić każdemu kierowcy płacę minimalną w wysokości 8.50 euro (ok. 40 PLN) brutto za każdą godzinę pracy na terytorium Niemiec.

Od stycznia na drogach pojawili się kontrolerzy celni sprawdzający ten stan rzeczy. Czytając niemieckie komentarze prasowe odnosi się wrażenie, że nikt tu się nie przejmuje ani polskimi protestami, ani skargami na Niemcy złożonymi przez rządy czeski czy polski. Często cytowane są słowa rzecznika komisarza unijnego ds. transportu, który stwierdził, że wprowadzenie przez Niemcy zasady płacy minimalnej jest w pełni zgodne z prowadzoną przez Komisję Europejską polityką socjalną. Niemcy nie dość, iż nie obawiają się polskich protestów, to jeszcze informują, że podobne przepisy obowiązują także polskich przewoźników po szlakach rzecznych, jeżeli wpłyną na niemieckie wody terytorialne, oraz (w części) także spedytorów transportu szynowego (na razie nie uzyskaliśmy odpowiedzi na pytanie w jakim zakresie).
 
Niemcy wprowadziły przepis i już...

W sierpniu Bundestag przyjął ustawę o regulacji ogólnej płacy minimalnej. Od 1 stycznia 2015 roku weszła w życie ustawa (Mindeslohngesetz) ustalająca płacę minimalną w wysokości 8.50 euro za godzinę. Takie wynagrodzenie przysługuje wszystkim pracownikom wykonującym pracę w Niemczech. Najnowsze regulacje prawne obowiązują na całym obszarze RFN i podporządkować im się muszą także zagraniczne podmioty delegujące pracowników do pracy na terenie Niemiec, ale także te, których kierowcy przejeżdżają przez ten kraj tylko tranzytem. Ten przepis prawny dotyczy także firm transportowych, które nie mają siedziby w Niemczech, a które jedynie świadczą usługi transportowe na terenie tego kraju. W tym wypadku niemiecki rząd oparł się na przepisach unijnej dyrektywy 96/71/WE, która zobowiązuje zagraniczne podmioty delegujące pracowników do pracy na terenie Niemiec do przestrzegania warunków m.in. dotyczących płacy minimalnej. Zgodnie z niemieckimi przepisami każda firma spedycyjna mająca zamiar wysłać do Niemiec lub przez Niemcy swojego pracownika z ciężarówką, musi wcześniej wejść na stronę niemieckiego Urzędy Celnego (Deutsche Zoll – Bundesfinanzdirektion West) gdzie musi odnaleźć dwustronicowy dokument (www.formulare-bfinv.de), wydrukować go, wypełnić po niemiecku i przesłać faksem na numer oddziału celnego w Kolonii (0049 221 964870). Taka rejestracja jest już obowiązkowa.
 
Ciągle nie chcą uwierzyć

Część polskich prawników, z którymi rozmawialiśmy twierdzi, że zakres podmiotowy niemieckiej ustawy nie jest jednoznaczny i w zależności od interpretacji może się okazać, że przepisy jednak nie dotyczą polskich firm transportowych. Ci prawnicy uważają, że polscy kierowcy pracujący na terenie Niemiec, wykonujący przewozy pojazdami zarejestrowanymi w Polsce, w oparciu o licencję wydaną w Polsce, nie są pracownikami delegowanymi do pracy na terenie Niemiec, zatem nie powinna ich obejmować nowelizacja niemieckiej ustawy odnośnie płacy minimalnej. Także większość polskich firm spedycyjnych jest zdania, że niemieckie interpretacje prawne nie są niczym innym, jak niezgodnym z unijnym prawem wymuszaniem podpisywania oświadczeń przez polskich kierowców. Niemcy nie przejmują się polskimi wątpliwościami i twierdzą, iż zgodnie z literalnym brzmieniem 20 paragrafem ustawy pracodawcy, z siedzibą w kraju i za granicą, mają obowiązek wypłacić pracownikom zatrudnionym w kraju (czyli w Niemczech) wynagrodzenie za pracę w wysokości co najmniej równej płacy minimalnej. Tym samym dotyczy zarówno pracodawców niemieckich, jak i zagranicznych, którzy zatrudniają pracowników w Niemczech.
 
Niemcy już straszą wielkimi karami

Niemiecka strona straszy i ostrzega, że będzie karać wszystkich, którzy złapani na niemieckiej drodze nie będą mogli się okazać dokumentem poświadczającym wypłacanie minimalnego wynagrodzenia. Kary będą ogromne, bowiem z tego co się dowiedzieliśmy, w przypadku ustalenia, iż kierowca jedzie bez ważnych dokumentów, kara wyniesie do 50.000 euro, a za udowodnienie iż pracodawca korzysta z pracowników (kierowców) bez zapewnienia im wynagrodzenia minimalnego, kara może wynieść nawet 500.000 euro. Strona niemiecka zapowiada ostre kontrole na drogach, za które odpowiedzialne będą służby graniczne i celnicy.

Na oficjalnych stronach internetowych niemieckiej służby celnej, oraz na stronach centrali związkowej tej służby umieszczono informacje, że Mindeslohngesetz dotyczy zarówno niemieckich, jak i zagranicznych spedytorów, nawet tych, którzy przez Niemcy jadą tylko tranzytem. Umieszczono tam konkretny przykład polskiej ciężarówki, która jedzie z Polski, przez Niemcy do Francji. Jak czytamy w tym przypadku od pierwszego stycznia polski kierowca musi po pierwsze mieć od pracodawcy dokumenty potwierdzające, że za czas potrzebny do przejechania terytorium niemieckiego, otrzyma minimalne wynagrodzenie w wysokości 8.50 euro (ok. 40 PLN) za godzinę. Część niemieckich prawników twierdzi, że niemieckie służby celne otrzymają dodatkowo możliwość wglądu do papierów polskiej (i innych zagranicznych firm), aby skontrolować faktyczne wypłacenie wynagrodzenia. Na razie rzecznik federalnego ministerstwa finansów nie był w stanie potwierdzić, ani zaprzeczyć temu, że strona niemiecka uzyska prawo wglądu w księgi wypłat w polskich firmach. Tutejsza prasa pisze, że takie postępowanie będzie konieczne do prowadzenia skutecznej kontroli.
 
Czy wystarczy determinacji?

Jako, że większość pracy przewozowej polskich firm w transporcie międzynarodowym odbywa się po niemieckich drogach, takie przepisy wykończą polskie firmy. We wtorek informację o sytuacji przewoźników rozpatrywała rada ministrów. Rzecznik rządu Iwona Sulik poinformowała, że po zakończeniu obrad, premier Ewa Kopacz kontynuowała rozmowy dotyczące nowej sytuacji polskich przedsiębiorców branży transportowej z ministrami pracy Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem oraz infrastruktury Marią Wasiak. Ta druga wysłała list do federalnego ministra transportu i infrastruktury cyfrowej, w którym znalazła się propozycja bezpośredniego spotkania w sprawie nowych przepisów o płacy minimalnej w Niemczech. Nie wiadomo, czy i kiedy dojdzie do takiego spotkania. Rzecznik federalnego ministerstwa pracy powtórzył w środę, że regulacje płacy minimalnej obowiązują wszystkich, którzy w danym momencie pracują na trenie Niemiec, a „jakiekolwiek wyjątki od tej zasady byłyby szkodliwe dla tych przepisów”.

 


Źródło: niezalezna.pl

Waldemar Maszewski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo