Ministerstwo Edukacji Narodowej wchodzi w buty samorządów i chce samo decydować o tym, kto może być dyrektorem szkoły, a kto nie. Zmiany te „pozwolą brutalnie narzucać szkołom ideologiczne treści, które budzą sprzeciw rodziców” – alarmuje Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris.

Zmiany poparła sejmowa podkomisja ds. kształcenia. Forsowane przez Ministerstwo Edukacji zmiany mają radykalnie poszerzyć uprawnienia urzędników nadzoru, jednocześnie znacznie ograniczając kompetencje samorządów i wpływ rodziców na funkcjonowanie szkół. Chociaż z projektu ustawy wykreślono przepis, który wprost pozwalał ministerstwu na samodzielne zwalnianie dyrektorów według własnego widzimisię, resort edukacji pozostawił sobie furtkę do sprawowania całkowitej kontroli nad władzami szkół. W jaki sposób?

Nowe przepisy „pozwolą na prowadzenie w szkołach i przedszkolach niezapowiedzianych zajęć, kończących się formułowaniem zaleceń, których niewykonanie będzie oznaczało utratę pracy przez dyrektorów placówek, bez względu na opinię organu prowadzącego szkołę” – wykazuje Instytut Ordo Iuris. Co ciekawe, kryteria nadzoru pedagogicznego ustalać będzie właśnie minister edukacji. Czyli dyrektor, który nie zgodzi się na promowanie ideologicznych treści forsowanych przez postępowców z MEN‐u, będzie mógł czuć się zagrożony. Zdaniem ekspertów z Instytutu projektowana zmiana przepisów jest sprzeczna z konstytucją, „szczególnie z zasadą pomocniczości oraz gwarancjami praw rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami” – podkreśla Instytut.