Mimo pierwotnego ustalenia co do charakteru programu, według zasady "jeden na jeden", w studio TVP posła Prawa i Sprawiedliwości przysłuchiwało aż dwóch dziennikarzy. Rzecznik tej partii, który był gościem programu zaprotestował przeciwko naciskom władz telewizji publicznej ws. doboru gości. Dwójka dziennikarzy twardo broniła szefostwa stacji.

- Nie chciał pan wystąpić z innym politykiem? - zaczął rozmowę prowadzący poranny program w TVP. - Rano się umówiliśmy, że jestem sam, później wieczorem dostaliśmy w biurze prasowym informację, że kierownictwo pana telewizji nie chce samego parlamentarzysty Prawa i Sprawiedliwości. Zmienianie reguł dlatego, że kierownictwo kazało, że nie może być posła PiS samego, wydaje nam się to dziwne - odpowiedział Mastalerek. Między prowadzącymi a politykiem opozycji wywiązała się dyskusja.

- Nie uważa pan, że rozmowa jest ciekawsza, kiedy jeden polityk z drugim mogą wymieć się poglądami, odeprzeć nawzajem swoje argumenty? - pytała rzecznika Prawa i Sprawiedliwości, Marcina Mastalerka, dziennikarka TVP Info. Kilka minut wcześniej, co zauważył polityk PiS, rzeczniczka prezydenta Bronisława Komorowskiego rozmawiała bez towarzystwa przedstawiciela opozycji. - Dlaczego przed chwilą pani Trzaska-Wieczorek, która reprezentuje prezydenta była sama? - pytał Mastalerek. - Prezydenta mamy jednego - odpowiedział prowadzący.

W dalszej częsci rozmowy pojawił się temat zmierzania w kierunku białoruskich standardów, który poruszył przedstawiciel Prawa i Sprawiedliwości. Proszony o wymienienie przykładów na taki wschodni kurs, zaczął wymieniać: "Wejście ABW do redakcji tygodnika „Wprost”, zatrzymanie dziennikarzy pełniących obowiązki służbowe w PKW, sfałszowanie wyborów samorządowych i jeszcze jeden przykład…" Wyliczenia przerwał jednak prowadzący program: Zaraz, zaraz, nie, nie, moment, moment, moment! Trzy wystarczą.

ZOBACZ FILM