Dzisiaj o godzinie 19.00 w warszawskim kinie Wisła odbędzie się premiera naszej produkcji pt. „Tam, gdzie da się żyć”. Film Magdaleny Piejko, dziennikarki „Gazety Polskiej Codziennie” i portalu niezalezna.pl, opowiada o losach najnowszej polskiej emigracji, o pokoleniu dwudziesto-trzydziestoparolatków, którzy wyjeżdżają z Polski i osiedlają się w Irlandii oraz Wielkiej Brytanii. Wstęp na pokaz filmu jest WOLNY! Serdecznie zapraszamy!

Polacy na emigracji odzyskali poczucie wartości, bo widzą, że mają znacznie lepsze wykształcenie i wiedzę od przeciętnego Brytyjczyka czy Irlandczyka, są zaradni, znają języki… Inaczej też zaczynają postrzegać najnowszą historię Polski, polską religijność. Lepiej smakuje im również słowo „patriotyzm”. Z Magdaleną Piejko, reżyser filmu „Tam, gdzie da się żyć”, rozmawia Sylwia Krasnodębska.

W filmie „Tam, gdzie da się żyć” pokazuje Pani Polaków, którzy z powodu braku szans na godziwą pracę wyemigrowali. Trzy lata temu emigranci zagłosowali w wyborach parlamentarnych w przeważającej części na Platformę Obywatelską. Nie widać tych ludzi w Pani filmie. Czy w ciągu trzech ostatnich lat zmienili poglądy?
Kwestia, o którą Pani mnie pyta, nie została w tym filmie ujęta. Tu nie ma politycznej tezy. Nie pytałam moich bohaterów, na kogo głosowali. To film o czymś innym.

Ale w każdej wypowiedzi emigranta było czuć wielki zawód Polską. Polską, która ich w pewnym sensie wygnała z domu.
Nie tyle Polską, ile władzą w kraju, która – jak mówi jeden z bohaterów – „tylko czeka, żeby nas oskubać”. Emigranci mówili o biurokracji, podatkach, niezrozumiałym prawie, jakie panuje w Polsce. O gaszeniu w kraju przedsiębiorczości Polaków, czyli o problemach z uzyskaniem dotacji na wystartowanie z biznesem, o najwyższych w regionie podatkach, kuriozalnej wysokości składki na ZUS.

Mówią też o trudnych początkach dla młodych rodzin. Małżeństwo w Polsce, które musi wziąć kredyt na mieszkanie, najczęściej nie ma szans, by mieć więcej niż jedno dziecko.
Ci, którzy brali kredyty kilka lat temu (czyli większość dzisiejszych trzydziestoparolatków), muszą obecnie, po drastycznej zmianie na rynku mieszkaniowym i walutowym, spłacać czasem nawet czterokrotność tego, ile realnie warte jest ich mieszkanie. Miesięcznie po spłaceniu raty nie zostaje im już zbyt wiele na normalne życie.

Gdy bohaterowie filmu po kilku latach mieszkania na Wyspach spotykają się ze znajomymi z Polski, słyszą często, że bardzo się zmienili, „że są tacy wyluzowani”. Na czym to wyluzowanie polega?
Myślę, że gdyby w Polsce ludzie nie musieli walczyć o to, by zapłacić wszystkim rachunki i przetrwać do pierwszego, gdyby o wszystkim nie decydowały przeróżne układy, mniej by na siebie warczeli. Wypadła z filmu taka scena… Polacy przechodzili w Irlandii na czerwonym świetle. Policjant prowadzący radiowóz zatrzymał się przed przejściem i po prostu ich przepuścił. Z uśmiechem na ustach. W Polsce to niewyobrażalne, bo tacy piesi zapłaciliby mandat. W Polsce ludzie boją się policji, tak samo jak urzędników. Tam zadaniem ludzi pracujących w służbie publicznej jest ułatwienie życia obywatelom. Jedna z bohaterek, Iwa, opowiada o szoku, który przeżyła, gdy dowiedziała się od brytyjskiej urzędniczki, że do prowadzenia firmy wystarczy szesnastokartkowy zeszyt w kratkę, w którym miała zapisywać wpływy i wydatki firmy. Usłyszała, że dopiero gdy firma zacznie przynosić zyski, będzie płacić podatek.

Ta łatwość życia wygrywa z tęsknotą za krajem? Pokazuje Pani przecież, że emigranci są głęboko rozbici, że brakuje im Polski i pozostawionych w niej rodzin.
W Irlandii Północnej i w Wielkiej Brytanii Polacy zaczynają być nawet prześladowani. To temat, który będziemy kontynuowali w „Gazecie Polskiej Codziennie”. Piotr Szlachtowicz z polskiego radia emigracyjnego Nowy Polski Show opowiadał nam o coraz liczniejszych wypadkach prześladowań polskich mieszkańców na Wyspach. Dobrobyt Brytyjczyków zaczyna się kończyć, a wraz z nim zaczynają rosnąć frustracje i agresja wymierzona w Polaków, którzy według nich zabierają im pracę. Pod Brighton bandyci pobili prawie na śmierć Polkę na oczach jej dzieci z powodu jej narodowości. Wiele razy bywałam w Londynie, ale dopiero w tym roku po raz pierwszy spotkałam się z sytuacją, że kiedy rozmawiałam w metrze przez telefon po polsku, ktoś zwrócił mi uwagę, że skoro jestem w Wielkiej Brytanii, mam mówić po angielsku. Najsmutniejsze jednak jest to, że mimo tych prześladowań Polakom wciąż lepiej żyje się w Wielkiej Brytanii niż w ojczyźnie.

Co Panią najbardziej chwyciło za serce podczas spotkań z emigrantami?
Poczucie wspólnoty naszego pokolenia dwudziesto-, trzydziestoparolatków. Paradoksalnie emigranci odzyskali poczucie wartości, bo widzą, że mają znacznie lepsze wykształcenie i wiedzę od przeciętnego Brytyjczyka czy Irlandczyka, są zaradni, znają języki… I inaczej zaczynają patrzeć na najnowszą historię Polski, polską religijność, lepiej smakuje im słowo „patriotyzm”, mają więcej odwagi. Gdyby zostali w Polsce albo do niej wrócili, może razem z tymi, którzy pozostali w kraju, udałoby się nam i im w polskiej szarej rzeczywistości coś zmienić. Bez względu na to, gdzie mieszkamy, mamy pewien wspólny mianownik.

O jakim wspólnym mianowniku Pani mówi?
Krytyczna ocena ustaleń Okrągłego Stołu, tzw. bohaterów Solidarności jak Adam Michnik czy Lech Wałęsa, poczucie dumy z dokonań niezłomnych bohaterów Armii Krajowej czy Żołnierzy Wyklętych. Pamięć o testamencie, jaki pozostawił nam Jan Paweł II. Dzięki Polakom w Waterford w Irlandii odrodziła się np. tradycja procesji Bożego Ciała. Wielu z nich po uzyskaniu stabilizacji finansowej powróciło do polskich lektur; do Mickiewicza, Sienkiewicza, do wielu innych, które na emigracji odkryli na nowo…

Pokazuje Pani grupę Polaków, którzy zrobili w Irlandii Północnej wystawę o Powstaniu Warszawskim. Po co im to było?
Jeden z bohaterów to tłumaczy. Chcieli pokazać Irlandczykom, że mają swoją historię i swoich bohaterów. Że Powstanie Warszawskie było największym zrywem niepodległościowym w całej II wojnie światowej. Że w powstaniu walczyli też Irlandczycy…

Czy to znaczy, że łatwiej jest być dumnym z Polski, będąc poza granicą Polski?
Chyba tak. Emigranci są poza siłą manipulacji TVN-u czy „Gazety Wyborczej”, która deprecjonuje wszelkie przejawy postaw patriotycznych. Emigranci widzą, że dla Europejczyka tożsamość narodowa nie jest obciachowa.


Pokaz filmu dziś o godz. 19 w warszawskim kinie Wisła przy pl. Wilsona. Wstęp wolny! Polecamy!

Zobacz zwiastun FILMU: