To frapujące kino Krzysztofa Zanussiego i duża rola Agnieszki Grochowskiej. Ale nie tylko. Bo „Obce ciało” to policzek celnie wymierzony środowiskom feministycznym. Na tyle celnie, by nożyce się odezwały - pisze "Gazeta Polska Codziennie". Obraz nie mógł znaleźć się na Festiwalu Filmowym w Gdyni.

- My, ludzie sukcesu i postępu, popieramy wyzwolenie z wszystkich więzów i zobowiązań, łącznie z przyzwoitością – mówi Kris Nilska (Agnieszka Grochowska). Życie według tych zasad poprowadziło ją na tzw. sam szczyt. Kierując się instynktami korporacyjnego zwierzęcia, zostaje dyrektorem wielkiej firmy. Jest kobietą wyrachowaną, „sfokusowaną” na karierę i ceniącą w życiu jedynie niezależność. Zanussi nie tworzy karykatury feministki. Przedstawia raczej ideał tej rzekomo „prokobiecej” ideologii. Kris ma zawsze pod ręką pigułki „po”. Jest podłym facetem w wysokich szpilkach. Z pełnym kontem i gronem zastraszonych mężczyzn „na telefon”. W tej filmowej opowieści mamy też Katarzynę. Rozmodloną kobietę, która postanawia zostać zakonnicą. Kobiety będące jak ogień i woda łączy, o zgrozo dla niego, mężczyzna. Włoch Angelo, który ukochaną Katarzynę próbuje odwieść od pomysłu zakonnego życia, a swoją szefową Kris nawrócić na drogę uczciwości. Zadanie to nie jest dla niego łatwe. Wodzony za nos przez jedną kobietę i wykorzystywany przez drugą niebawem stanie się ofiarą ich obu. Jednak nie największą w tej opowieści. 

Za obnażenie mizerii feministycznych poglądów Zanussi, jak sam powiedział w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”, został posłany do kąta. – Ten film nie znalazł się też na festiwalu w Gdyni. Jak się ma inne poglądy, to traci się kredyt. Cóż, okazało się, że wykazuję niezgodność z główną linią. No więc jesteśmy tolerancyjni, ale tylko wobec podobnych do nas. I to na moim przykładzie chyba da się zauważyć – mówi Zanussi. Reżyser zrobił kawałek dobrego kina. Wykorzystując potencjał aktorów, prowadząc inteligentną grę z widzem, bawiąc się niedopowiedzeniami. A w przekazie filmu potwierdzając regułę, że to, co staje się niewygodne, najczęściej zawiera w sobie prawdę. Bo największą ofiarą w jego opowieści jest nie Angelo, a Kris. Realizowanie recept na „sukces” drąży w życiu kobiety ogromną pustkę. Zalewaną jedynie rzekami drogiego wina albo wydzielinami fizjologicznymi kochanków.