Uważam, że znaczna część głosów, na których są dwa krzyżyki, jest wynikiem oszustwa, a nie nieumiejętności głosowania – mówi prof. Kazimierz Rzążewski z Polskiej Akademii Nauk, współautor książki „Każdy głos się liczy”, w rozmowie z Dorotą Łomicką.

Każdy głos ma znaczenie? Nawet nieważny?
Oczywiście, nawet głos nieważny o czymś świadczy, ale problem jest gdzie indziej. Nigdy nie dowiemy się bowiem bardzo istotnej rzeczy, mianowicie tego, ile spośród głosów nieważnych zostało unieważnionych dlatego, że oddano pustką kartkę, a ile z powodu zaznaczenia dwóch krzyżyków. Nowe prawo wyborcze, obowiązujące od 2011 r., nie przewiduje udzielenia nam takich informacji.

Co to oznacza w praktyce?
Moim zdaniem znaczna część głosów, na których są dwa krzyżyki, jest wynikiem oszustwa i nie jest to brak umiejętności głosowania czy nieprzemyślany wybór, tylko świadome działanie komisji wyborczych. Oczywiście jest jakiś procent ludzi, którzy nie radzą sobie z głosowaniem, ale wyniki analiz prof. Przemysława Śleszyńskiego (PAN), dotyczących właśnie tych dwóch krzyżyków z kolejnych wyborów w 2002, 2006 i 2010 r., są uderzające. Widać tam wyraźnie, że jest pewna bardzo określona geografia, są miejsca, w których masowo oddaje się głosy nieważne – nie jest przecież tak, że na Mazowszu naprawdę ludzie są głupsi niż na Lubelszczyźnie.

Co należy zmienić?
Można oczywiście uczyć ludzi głosować, ale moim zdaniem należałoby przede wszystkim uruchomić potężne siły społeczne, zmierzające do tego, by dobrze kontrolować proces zliczania głosów. W każdej komisji powinna być spora liczba mężów zaufania, którzy patrzyliby na ręce komisji. Tego niestety nie ma.