Jeden z najbardziej znanych polskich aktorów udzielił wywiadu Wirtualnej Polsce. Wywiadu dość specyficznego. Krzysztof Kowalewski o tym, na czym zna się najlepiej – czyli aktorstwie – mówi tam bowiem niewiele. Aktor postanowił dać się za to poznać jako fachowiec od „obłąkania” Jarosława Kaczyńskiego, „kretynizmu” Ewy Stankiewicz oraz „draki” związanej z upamiętnieniem ofiar tragedii smoleńskiej.

Zacznijmy od polskiego antysemityzmu. Dopytywany o to Kowalewski – którego matka była Żydówką – przyznaje, że oprócz malowania na murach swastyk i haseł typu „Jude raus” obecnie „w Polsce antysemityzmu za bardzo nie ma”. Jednak nie do końca. Według aktora, współczesny polski antysemityzm lęgnie się np. w głowach „biednych babć, które biskupów całują po rękach”.

Już po chwili Kowalewski rozwinął się jednak zdecydowanie bardziej, kiedy dziennikarka wp.pl zapytała go, czy zagrałby w filmie „Smoleńsk” Antoniego Krauzego. Przytaczamy wypowiedź aktora w całości.

Na Boga, nie! Uważam tę całą drakę, pochody, msze za absolutny fałsz. To jest straszne, ci pseudonaukowcy, a ostatnio szczyty kretynizmu osiągnęła Ewa Stankiewicz opowiadając o „zamachu” w Katowicach, który jej zdaniem był dziełem rosyjskiej agentury. Mówię na wyrost, bo nie wiem, jakie Antek Krauze zaprezentuje poglądy w tym filmie, bo jeśli będzie chciał to wszystko ośmieszyć, to proszę, bo do tego ta draka narodowa się nadaje. To kreacja, która nie ma nic wspólnego z prawdą, jedyne co jest prawdziwe i tragiczne to posługiwanie się rozpaczą tych ludzi, którzy przez stratę bliskich zostali najbardziej skrzywdzeni. Połowa z nich została przez PiS zapędzona w kozi róg – odpowiedział Kowalewski.

Dalej aktor tłumaczył, dlaczego znalazł się w społecznym komitecie poparcia Bronisława Komorowskiego, kiedy ten ubiegał się o fotel prezydenta RP. – Z pełnym przekonaniem go popierałem. Lubię tego faceta (śmiech). Cenię go za rozum, to punkt wyjścia – wyjaśniał.

Następnie przyznał, że co prawda widzi w PO „błędy i rozmaite szemrane interesy, które wyłażą od czasu do czasu”, ale to jest nic przy Prawie i Sprawiedliwości. – Jak patrzę na twarze z PiS-u, to kojarzy mi się to z pierwszą stroną „Trybuny Ludu” i prezentacją nowych twarzy Biura Politycznego KC PZPR. Jak patrzę na Jarosława Kaczyńskiego to widzę człowieka obłąkanego. Bardzo mu współczuję, ale bardziej tym, których dotyka swoim działaniami – wypalił Kowalewski.

Dziennikarka wp.pl, najwyraźniej czując, że temat da się pociągnąć, postanowiła dopytać aktora, czy za rok, jeśli partia Jarosława Kaczyńskiego wygra wybory parlamentarne, wyemigruje z Polski.

Oby nie skończyło się to tragicznie dla Polski – zafrasował się Kowalewski. – Ale takie uroki demokracji, że nieraz naród głupio wybiera. To widać w sejmie. Jedna trzecia posłów jest udanych, ale reszta jakby pochodziła z łapanki. Niedorzecznicy. PiS-owska czołówka ma nawet tę samą manierę mówienia, nie próbują jej choć trochę zróżnicować, charakterystyczna jest dla nich totalna negacja, wszystko jest dla nich katastrofą. Ten styl jest beznadziejny, głupawy – wytłumaczył dziennikarce i czytelnikom aktor.

No cóż, najwyraźniej po rodzinie Sthurów, Danielu Olbrychskim i całej masie innych celebrytów, Kowalewski również zapragnął stać się gwiazdą salonów oraz mainstreamowych mediów. A szkoda, bo mógł pozostać przy aktorstwie, na którym – co nie raz udowodnił – zna się bardzo dobrze.