Udało mu się! Wpłynął na zakazaną ziemię Amazonii. Tam, gdzie od kilkunastu lat nie widuje się białych ludzi, gdzie od czasów Hugo Chaveza dostać nie udało się nawet Wojciechowi Cejrowskiemu. Stefan Czerniecki dotarł na objęte zakazem wstępu tereny w dorzeczu Orinoko w stanie Amazonas w południowej Wenezueli. A jego fascynująca książka „Czekając na Duida” jest niczym zaproszenie do jego indiańskiej łodzi.

Tak spektakularnego podróżniczego sukcesu nic nie będzie w stanie przyćmić. 31-letni podróżnik, autor również „Gazety Polskiej Codziennie”, „Nowego Państwa” i prowadzący program „Za siódmą górą” w telewizji Republika wpłynął na wody Orinoko i zdobył zdjęcia z tepui Duida. Tepui, czyli potężnej góry stołowej w sercu amazońskiej dżungli.

Niedostępność tego terenu nie wynika tylko z tego, że Orinoko to świątynia anakondy i dom kajmanów, kraina, w której śmiertelne niebezpieczeństwo czeka na człowieka właściwie na każdym metrze kwadratowym. Od czasów urzędowania Hugo Chaveza to tereny wojskowe. Tamtejsi Indianie opowiadają Czernieckiemu, że u podnóży wielkich gór trwają prace w kopalniach. Nie byle jakich. – Czy którykolwiek z waszych dowódców zdołałby ukryć przed społeczeństwem fakt, że kraj wydobywa na wielką skalę diamenty, srebro, złoto i cynę? Dlatego tu nie wpłyniemy. To ziemia władzy – mówi Czernieckiemu jego miejscowy przewodnik Carlos.

Ostrzeżenia Wenezuelczyka nie są na wyrost. Dlatego czytelnik książki nieraz będzie narażony na stres i emocje sięgające zenitu. Od pierwszego kroku postawionego w tym południowoamerykańskim kraju na naszego podróżnika czyha… śmierć. Nie tylko ze strony zwierząt Amazonii, ale też ze strony bandytów napadających na turystów czy żołnierzy stojących na straży państwowego reżimu. W jednej z mocniejszych scen, straż mierzy karabinami w rozebranego podróżnika w samym sercu dżungli.

Poza mrożącymi krew w żyłach emocjami jest to, co chyba każdy czytelnik uwielbia. Opisy przepięknej dziewiczej przyrody, dżungli, która jest niczym zaczarowany las. Kto wiedział, że dżungla to miejsce, w którym panuje potworny hałas? Gdzie uciążliwość odgłosu ulewy można porównać do pneumatycznego młota? Gdzie małpy nie skrzeczą jak w zoo, tylko dosłownie dudnią diabolicznymi odgłosami? Gdzie po kilku godzinach wędrówki traci się głos, bo trzeba krzyczeć do współtowarzyszy podróży, by mieli szansę cię usłyszeć?

W książce Czernieckiego dostajemy też mnóstwo zdjęć! Zarówno tubylców, jak i zwierząt. A do tego podwójnej tęczy, dzikiej laguny, małych chatek z dala od cywilizacji.

„Czekając na Duida” to z pewnością najlepsza książka Czernieckiego. Podróżnik nie tylko świetnie włada wiosłem i aparatem fotograficznym, ale też słowem. Z precyzją chirurga opisuje to, co zobaczył. Pod jednym ze zdjęć zrobionych na rzece Orinoko autor pisze: „Gra świateł, pastele obłoków, codzienna zmiana niebiańskiej kompozycji. Zachody słońca serwowane nam każdego wieczora przez Stwórcę zasługują na Nobla”. A młody polski podróżnik Stefan Czerniecki na wyrazy największego uznania.