Wyczerpanie

Opublikowany niedawno raport Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju stanowi szczególne podsumowanie ćwierćwiecza niepodległości.

Opublikowany niedawno raport Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju stanowi szczególne podsumowanie ćwierćwiecza niepodległości. Okazało się, że wśród krajów OECD Polska jest jednym z najtrudniejszych miejsc do życia – gorzej jest tylko w Turcji i Meksyku.

Ulokowaliśmy się na końcu stawki z uwagi na dramatycznie niską punktację uzyskaną w takich dziedzinach, jak poziom zarobków (1,5 pkt. w dziesięciopunktowej skali), skala bezrobocia, dostępność mieszkań (0,3 pkt.) oraz jakość służby zdrowia (2,8 pkt.) i usług publicznych. Źle prezentuje się stopień rozwarstwienia dochodów: zarobki 20 proc. najlepiej sytuowanych Polaków są niemal pięciokrotnie większe niż 20 proc. najmniej zarabiających, co niewątpliwie gruntuje poczucie krzywdy i niesprawiedliwości oraz wpływa na poziom zadowolenia z życia, który w badaniach osiągnął przygnębiająco niski pułap 3,4 pkt.

Tę niepokojącą ocenę potwierdzają inne obserwacje: zapaść demograficzna, alarmujący wzrost liczby samobójstw (45 proc. więcej w 2013 r. niż w poprzednim), w których wyniku w Polsce ginie więcej osób niż w wypadkach drogowych.

Co gorsza, jak się wydaje, frustracja pogłębia raczej apatię społeczną, niż mobilizuje do działania. W raporcie OECD zaangażowanie społeczne Polaków sklasyfikowano na poziomie 1,3 pkt. Atrofię aktywności obywatelskiej możemy też ocenić gołym okiem: na kilka tygodni przed wyborami kampania samorządowa raczej niemrawo się ślimaczy, niż dynamicznie rozwija. Nawet środowiska prawicowe, zamiast zwierać szeregi u progu roku wyborczego, marnują energię na wewnętrzne spory, zdradzają objawy wyczerpania i rozprzężenia.

Wielka ucieczka

Wygląda to tak, jakby Polacy utracili wiarę w przyszłość, nie widzieli sensu w podejmowaniu zabiegów o poprawę swojego zbiorowego losu. Ci, którzy nie mogą się pogodzić z utratą nadziei, po prostu wyjeżdżają. Gwałtownie wzbiera kolejna fala emigracji, którą na łamach ostatniego „Wprost” określono mianem „wielkiej ucieczki”. Wydaje się, że jest to dezercja nie tylko w rozumieniu geograficznym, ale także duchowym – to ucieczka od polskości, „nienormalności”, przeklętego tutejszego fatum, zakompleksienia, beznadziei. Od kultury przedstawianej i w ślad za tym – postrzeganej jako nieatrakcyjna, anachroniczna, zawstydzająca.

„Coraz bardziej pogłębiający się kryzys nadziei, który grozi – i to wcale w nieodległej perspektywie – wręcz fizyczną zagładą narodu, ma swoje korzenie o wiele głębiej niż tylko w wymiarze polityczno-ekonomicznym – przestrzega Zbigniew Stawrowski, filozof polityki. – Chodzi tu przecież przede wszystkim o kryzys duchowy, dotykający podstawowych wartości, na których osadzone jest nasze osobiste życie i które pozostają ściśle związane z dziejami naszego narodu”.

Słowa te pochodzą z niewielkiej książeczki ogłoszonej staraniem Ośrodka Myśli Politycznej pt. „Budowanie na piasku. Szkice o III Rzeczypospolitej”. Jest to wybór tekstów publikowanych przez autora w ciągu ostatnich 25 lat. Wybór uderzający wagą i przenikliwością refleksji, wskazującej przyczyny, dla których nasza państwowa nawa osiadła na mieliźnie, a załoga i pasażerowie popadli w bezwład i inercję.

Dlaczego państwo nam zgniło?

„Źródło duchowego kryzysu, w którym znajduje się Polska – pisze Stawrowski we wstępie – odnajdziemy w rozstrzygnięciach, które 25 lat temu zadecydowały o etycznym i instytucjonalnym kształcie przestrzeni, w jakiej po dziś dzień toczy się życie naszej wspólnoty”.

Jak powstawała ta przestrzeń, można prześledzić w kolejnych tekstach, publikowanych przez autora od 1989 do 2010 r. W wielkim uproszczeniu da się streścić tę diagnozę następująco: kompromis Okrągłego Stołu uzasadniony był ówczesną przewagą komunistów nad zdziesiątkowaną i osłabioną Solidarnością. Odstąpiono od egzekwowania sprawiedliwości dla politycznej korzyści, jaką stanowiły reformy ustrojowe. Zważywszy, że wciąż istniał blok sowiecki, a władza dysponowała realną siłą, kompromis ten był usprawiedliwiony, ale tylko jako taktyczny manewr, rozwiązanie przejściowe, w drodze ku rządom prawa, przyjęte do czasu, gdy zmienią się okoliczności, tj. w praktyce gdy ekipa Jaruzelskiego utraci kontrolę nad sytuacją. Tymczasem w Polsce kompromis się ugruntował, stał się wręcz fundamentem porządku ustrojowego, przepoił ducha konstytucji przygotowanej pod kierunkiem postkomunistycznej większości sejmowej, zyskał potwierdzenie w konstrukcji ordynacji wyborczej i instytucji państwowych.

„Ów »założycielski deal« III RP – podkreśla autor książki – funkcjonuje jako miara i wypróbowany wzorzec działania w przestrzeni publicznej, zaś niepisana zasada, wedle której wymogi prawdy i sprawiedliwości mogą być zawieszane i lekceważone ze względu na priorytet interesów politycznych, stała się w naszym kraju trwałym elementem porządku, coraz mocniej określając działanie całej ponadpartyjnej kasty demokratycznych polityków, urzędników państwowych, sędziów czy przedstawicieli »czwartej władzy«.”.

Tym samym zamiast państwa prawa powstała struktura „zaprojektowana, by chronić interes nie tyle obywateli, co raczej ponadpartyjnej kasty zawodowych polityków”, w ramach której „znakomicie odnaleźli się i nadal odnajdują wszyscy aspirujący do owej kasty, niezależnie od ich partyjnej afiliacji, deklarowanych wartości i (nad)używanych symboli”. Dodatkowo sprzyjały temu spaczone wyobrażenia na temat sensu prawa i jego roli w państwie, pielęgnowane wśród opozycji, a zilustrowane w książce na przykładzie poglądów Jacka Kuronia, wyrosłych – zdaniem Stawrowskiego – z tradycji anarchicznej. Wybór fałszywej drogi ułatwiły błędy Kościoła, który w okresie przełomu nieco się zagubił, a jeszcze bardziej – rozpowszechnione wśród rodaków nawyki klientelizmu, wyniesione z PRL.

Całość artykułu w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"

 

Źródło:

Wanda Zwinogrodzka
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo