Sikorski jako Dyzma

Były minister spraw zagranicznych, a obecnie marszałek Sejmu Radosław Sikorski to postać szczególna, jednak nie z powodu tego, kim sam jest, ale dlatego, że odzwierciedla wszystkie słabości Po

Były minister spraw zagranicznych, a obecnie marszałek Sejmu Radosław Sikorski to postać szczególna, jednak nie z powodu tego, kim sam jest, ale dlatego, że odzwierciedla wszystkie słabości Polski, jej elit i jej klasy politycznej.

Zaczął swoją karierę jako oksfordczyk walczący z komunistami w Afganistanie. Wziął go jako wiceministra do swojego rządu Jan Olszewski, a później jako ministra Kazimierz Marcinkiewicz i, w spadku, Jarosław Kaczyński. Ale premier Kaczyński, a także prezydent Kaczyński szybko zorientowali się, że jest to człowiek lichy, więc go się pozbyli. Już to wystarczyło, by stał się atrakcyjny dla Platformy i dla mediów głównego nurtu. Szybko z nieuka, młokosa i awanturnika przedzierzgnął się w męża stanu, najlepszego polskiego ministra spraw zagranicznych, w człowieka, o którym „mówiła Europa”, którego chwalono, że zajmuje miejsce przy głównym stole, a nie w karcie dań.

W rzeczywistości Sikorski był najgorszym ministrem spraw zagranicznych, jakiego mieliśmy od 1989 r., a w tej kategorii konkurencja była naprawdę silna. Kto obserwował jego zachowania, słuchał wypowiedzi, a także czytał twitterowe popisy, ten musiał mocno się zasępić. Pytanie podstawowe, jakie się nasuwało, brzmi: czy w słowach i czynach Sikorskiego był jakiś sens, cel i porządek?

Polityczny schizofrenik

Po jednej stronie mamy takie oto jego deklaracje i działania:

- jako minister obrony mocno niechętnie odnosił się do rozwiązania WSI;

- popierał przyjęcie Rosji do NATO;

- popierał budowę tarczy rakietowej na terenie Rosji, co było pomysłem tak zdumiewająco absurdalnym, że aż brakuje słów;

- chwalił Rosję za demokratyzację i modernizację w czasach rosnącego tam zamordyzmu;

- składał hołd Niemcom i prosił ich o przywództwo w Unii, deklarując poparcie Polski (za co powinien wylecieć z polityki dożywotnio);

- chwalił charakter stosunków polsko-rosyjskich, a w roku 2013, już po wybuchu majdanu, podpisał mapę drogową z Siergiejem Ławrowem, mającą prowadzić do podniesienia tych stosunków na wyższy poziom do roku 2020;

- firmował swoim nazwiskiem tzw. zerwanie z polityką jagiellońską (nazwa kompletnie przypadkowa), polegające na oddaniu Wschodu Rosji oraz poddaniu się protekcji niemieckiej w Unii.

Po drugiej zaś stronie znajdujemy zupełnie inne stwierdzenia i działania:

- ostre deklaracje o tym, że żył i żyć musi w „strefie zdekomunizowanej”;

- wspomnienia o młodzieńczym pobycie w walczącym z Ruskimi Afganistanie, co później spowodowało gniewne sugestie Moskwy, że Sikorski do tychże Ruskich strzelał, a nawet ich zabijał;

- atak na Gazociąg Północny jako nowy układ Ribbentropp-Mołotow;

- depeszę, ujawnioną przez WikiLeaks, krytykującą nieświęte przymierze między Rosją a Niemcami, porównane do „konia trojańskiego”, zagrażające bezpieczeństwu europejskiemu;

- kilkakrotne deklaracje, że nigdy nie miał złudzeń co do rosyjskiego imperializmu;

- ostrą krytykę Rosji za prowadzenie wojny na Ukrainie;

- informację z 2008 r. o rzekomo interesujących rozmowach Tuska z Putinem, o których w ostatnio nagłośnionej rozmowie z „Politico” powie dziennikarzowi, stwierdzając, że Putin zaproponował Tuskowi rozbiór Ukrainy.

Rzekomy Machiavelli

Przykłady można mnożyć. Pominąłem tutaj oczywiście obfitą twórczość twitterową, która absorbuje ogromną część potencjału intelektualnego byłego ministra. Jeśli przyjrzymy się powyższym wypowiedziom, dostrzeżemy kompletny chaos, który jest nie tylko chaosem umysłowym, lecz także praktycznym. Za tym bałaganem myślowym szedł bowiem bałagan w polskiej polityce zagranicznej, czyli rzecz dla każdego kraju katastrofalna. Można odnieść wrażenie, że Sikorski nie tyle mówił i działał, ile raczej przez niego coś mówiło i działało. Zachowywał się jak zdezelowana maszyna, która już dawno utraciła zdolność poruszania się w porządku wyznaczonym przez konstruktora, odbijająca się od ściany do ściany, wydająca pomruki, zgrzyty i trzaski.

Są tacy, którzy twierdzą, że pod tym chaosem tkwił makiaweliczny porządek, a więc że Sikorski tak naprawdę rozgrywał sprytną grę dostosowaną do okoliczności. Ale gdyby tak było, to mielibyśmy fenomen na skalę światową. Wszystkie kraje, które jakoś sobie radzą, prowadzą konsekwentną politykę zagraniczną przez dziesięciolecia, a nawet stulecia. Tylko Polska byłaby wyjątkiem, makiawelicznie miotana od ściany do ściany przez swojego ministra i jego szefa.

Całość artykułu w "Gazecie Polskiej Codziennie"

 

Źródło:

Ryszard Legutko
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo