Wczorajszymi występami Radosław Sikorski wywołał kryzys w obozie władzy.  Po posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego prezydent odniósł się do wypowiedzi byłego szefa MSZ. - Jest czas aktywności politycznej i czas pisania pamiętników - podsumował burzę wywołaną przez Sikorskiego,  Bronisław Komorowski. - Nie ma sensu zamieniać RBN na organ omawiający trudne sprawy – dodał w swoim stylu prezydent.

Na początku konferencji prasowej Bronisław Komorowski powiedział krótko. - Na posiedzeniu RBN rozmawiano o sprawie Sikorskiego. Pytanie było skierowane do premiera i szefa MSZ, i szef MSZ odpowiedział. Żadnych pytań kierowanych do marszałka Sikorskiego nie było. Czy była reakcja Ukrainy na słowa Sikorskiego, szef MSZ odpowiedział, że nie – relacjonował prezydent.
 
Dziennikarze jednak dopytywali Komorowskiego o ocenę sytuacji, po kryzysie jaki wywołał Sikorski. - Stało się, co się stało. Źle się stało. Są z tego powodu straty. Nie w sferze zagranicznej, bo to jest wypowiedź byłego już ministra spraw zagranicznych, w dodatku jeszcze wycofana i zakwestionowana ze względu na dotarcie jakiejś porcji informacji i własnej pamięci - ocenił Komorowski. W takim razie o jakie straty chodzi prezydentowi? Partyjne?

Jeśli chodzi o wczorajsze kompromitujące konferencje Sikorskiego, Bronisław Komorowski tłumaczył, iż to dobrze, że Sikorski nagle "zapomniał" o spotkaniu Putin-Tusk. - Jeśli chodzi o zmianę stanowiska marszałka Radosława Sikorskiego w ciągu jednego dnia. Widzę, że jest to zmiana w dobrą stronę. Jest to okazja do wywikłania się z niezręcznej dla nas wszystkich sytuacji - powiedział Komorowski.