Paweł Bielawny, były wiceszef Biura Ochrony Rządu, na razie jako jedyny został oskarżony w śledztwie ws. organizacji lotów do Smoleńska. I chociaż zarzuty usłyszał już dwa lata temu, jego sprawa utknęła w kolejce między prokuraturą a sądem - informuje "Gazeta Polska Codziennie".

15 czerwca 2011 r., przeszło rok po katastrofie smoleńskiej, ówczesny wiceszef Biura Ochrony Rządu Paweł Bielawny odebrał od prezydenta Bronisława Komorowskiego szlify generalskie. Kilka miesięcy później wobec ujawnienia wielu zaniedbań został kozłem ofiarnym w śledztwie dotyczącym nieprawidłowości przy organizowaniu i zabezpieczaniu lotów do Smoleńska. W lutym 2012 r. usłyszał zarzut skandalicznego zaniedbania swoich obowiązków związanych z wizytą prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Smoleńsku oraz poświadczenia nieprawdy. 9 lutego 2012 r. został z tego powodu zdymisjonowany z zajmowanego stanowiska.

Sprawa już ponad dwa lata temu trafiła do XVIII Wydziału Karnego Sądu Okręgowego w Warszawie. W czerwcu 2012 r. skierowała go tam Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga. Jak dowiedziała się "Gazeta Polska Codziennie", do prowadzenia sprawy została wyznaczona sędzia Izabela Ledzion.

Proces Bielawnego do tej pory jednak nie ruszył. Akt oskarżenia sporządzony przez prokuraturę czeka w kolejce. "Gazeta Polska Codziennie" pytała w sądzie, czy istnieją jakieś szczególne przeszkody do tego, aby sprawa trafiła wreszcie na wokandę. „Nie ma szczególnych przeszkód. Sprawa po prostu czeka w kolejce spraw sędzi referenta” – dowiedzieli się dziennikarze "GPC" w sekcji prasowej. Okazuje się, że nic nie wskazuje na to, aby sprawa w najbliższym czasie trafiła na wokandę.

Więcej w "Gazecie Polskiej Codziennie".