Wątpliwości prokuratury. Na wraku były ślady materiałów wybuchowych? Będzie nowa opinia

  

Wojskowi prokuratorzy poprosili biegłych z Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Policji o uzupełniającą opinię dotyczącą badania próbek pobranych z wraku tupolewa na obecność materiałów wybuchowych. To efekt ekspertyzy dostarczonej śledczym przez mecenas Piotra Pszczółkowskiego. - Opinia przygotowana przez dwójkę profesorów wykazała karygodne błędy w pracy CLKP. Dlatego stratą czasu jest proszenie tę instytucję o ponowne badanie - tłumaczy portalowi niezalezna.pl mecenas Pszczółkowski.

- Wnioskowałem, aby badanie próbek przekazać innemu podmiotowi. Najlepiej zagranicznemu, ale prokuratura upiera się przy CLKP - dodaje pełnomocnik części rodzin smoleńskich.

W wypowiedzi dla Polskiej Agencji Prasowej ppłk Janusz Wójcik z Naczelnej Prokuratury Wojskowej potwierdził, że wniosek o uzupełniającą opinię ma na celu: "odniesienie się do kwestii podnoszonych w treści materiału dostarczonego przez jednego z pełnomocników pokrzywdzonych". I biegli CLKP dostali czas do 30 września.

Zapytaliśmy więc mecenasa Pszczółkowskiego, czy będzie to opinia, czy może prokuratura dała możliwość specjalistom CLKP na polemikę z niewygodnymi dla nich faktami.
- Formalnie będzie to opinia uzupełniająca, ale bardzo trafnie to pan określił - powiedział nam mecenas Pszczółkowski.

W opinii przygotowanej na potrzeby wojskowej prokuratury prowadzącej śledztwo smoleńskie, biegli CLKP stwierdzili, że ani na wraku samolotu, ani ciałach ofiar katastrofy, nie znaleziono śladów materiałów wybuchowych. Ale eksperci poproszeni przez prawnika reprezentującego rodziny smoleńskie o ocenę pracy biegłych CLKP, wręcz zmiażdżyli ich metody pracy.

- Wskazali między innymi, że wykorzystywane podczas badań urządzenia były brudne, a za najbardziej kompromitujący przykład podali fakt, że biegli wykazali obecność pewnej substancji, której wykrycie za pomocą przyrządów stosowanych przez biegłych jest niemożliwe - dodaje prawnik.

- Dlatego uważam, że proszenie CLKP o uzupełniającą opinię jest jedynie stratą czasu - podkreśla mecenas Pszczółkowski.
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl


Wczytuję komentarze...

Doradca Komorowskiego wspomina jego wyborczą porażkę: Przykładem idiotyzmu było 16 bronkobusów

Zdjęcie ilustracyjne / Filip Blazejowski/Gazeta Polska

  

- Kampania Bronisława Komorowskiego w 2015 roku stała się areną walki różnych frakcji w Platformie Obywatelskiej i było to jedną z przyczyn porażki wyborczej prezydenta - uważa doradca byłego prezydenta Tomasz Nałęcz. Według niego, niedociągnięć było wiele, a jednym z najlepszych przykładów są tzw. "Bronkobusy".

Pięć lat temu kampania prezydencka była niezwykle intensywna. Niemal wszystkie sondaże dawały zwycięstwo Bronisławowi Komorowskiemu, lecz Andrzej Duda spotykał się z Polakami, konsekwentnie dążył do zwycięstwa i ostatecznie pokonał ówczesnego prezydenta w drugiej turze wyborów. Doradca Komorowskiego wspomina tamten czas i wskazuje na błędy, jakie wtedy popełniono.

- Komorowski padł ofiarą partykularnych interesów PO i wewnętrznej rywalizacji w Platformie. Np. w 2000 roku kampanię Kwaśniewskiego robił SLD. To był ogromny wysiłek tej partii, ale zarazem był zakaz stemplowania kampanii Kwaśniewskiego znakiem partyjnym. W kampanii 2015 r. było odwrotnie. Platforma uważała, że Komorowski ma zwycięstwo w kieszeni, a sama ma słabe notowania, więc trzeba się nagłośnić, korzystając z kampanii Komorowskiego

- uważa Tomasz Nałęcz. 

Według niego, efekt takich działań był do przewidzenia. 

- PiS w pewnym momencie zorientowało się, że to jest ta furtka, dzięki której można zamienić wyłom w murze w wielką dziurę. Efekt był taki, że nie tyle Platforma się nagłośniła, ile sprowadziła wynik Komorowskiego do swojego. Nie mówiąc już o tym, że tam były dwie lub więcej frakcji, które się ścierały, podstawiając sobie wzajemnie nogi

- stwierdza. 

Niedociągnięć w kampanii Komorowskiego, co zdecydowało o wygranej Andrzeja Dudy, było wiele.

- Najlepszym przykładem idiotyzmu było 16 bronkobusów, choć w żadnym nie było Komorowskiego. Bronkobus przyjeżdżał, ludzie czekali na Komorowskiego, a tu wychodził poseł PO, którego już mieli serdecznie dosyć. Tak to wyglądało

- kończy Nałęcz. 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts